Freedom Wars #8: Polowanie na szpiega
Nasz sojusznik, nÓg, został zaatakowany. Hourai i związane z nim paktem miasta poczynają sobie coraz śmielej. Wyraźnie widać, że chcą zacisnąć pętlę wokół naszej szyi, a potem szybkim ruchem zetrzeć nas z mapy. W grze były coraz trudniejsze do zdobycia cenne zasoby i wizja dominacji nad światem, więc trudno było się dziwić tak agresywnej strategii.
Zasadzka
Natalia zorganizowała grupę ratunkową i zleciła operację. Pochodzący z tamtych stron Carlos, Elfriede, Beatrice i ja. Czułem się dziwnie spokojny, że wygramy tę ważną bitwę. W ostatnim czasie zrobiłem duże postępy i poruszałem się sprawniej na placu boju. Opracowałem już taktykę na Abductorów i nauczyłem się ją modyfikować pod różne typy maszyn. Wiedziałem, jakie części obierać za cel w pierwszej kolejności, by osłabiać ich destrukcyjne możliwości bojowe.
Kiedy więc tylko jakikolwiek pojawiał się na widoku, koncentrowałem się na odcinaniu mu broni, generatorów osłon, elementów pancerza lub skrzydeł, jak choćby w przypadku Ramosy. A kiedy już takiego Abductora odpowiednio rozebrałem i osłabiłem, przystępowałem do ataku działkiem, wpakowując w kluczowe punkty konstrukcji setki pocisków.
To samo planowałem zrobić na placu boju w nÓg. Wróg jednak wyprzedził nas i przygotował zasadzkę, która uniemożliwiła dotarcie na miejsce. Zmuszeni do walki z dala od właściwego celu, straciliśmy cenny czas zaangażowani w eliminację nacierających oddziałów. Tymczasem w pewnym dystansie od nas upadał właśnie nas sojusznik. Hourai zadbał, by ten scenariusz stał się faktem.
Polowanie na szpiega
Powrót do domu był dziwny. Carlos przyjął wiadomość z zaskakującym spokojem, co wzbudziło szereg wątpliwości wśród grzeszników. Nasz Panopticon przesiąkł podejrzeniami, bo wszyscy próbowali namierzyć szpiega, który ponownie pokrzyżował nam plany. Sytuacja wyraźnie wymykała się spod kontroli. Psuła nas od wewnątrz. Natalia najwyraźniej dobrze to rozumiała, bo osobiście nadzorowała śledztwo i nie patyczkowała się z wlepianiem kar. Sam zarobiłem dobre tysiąc lat, milcząc w sprawie wcześniejszej, nieautoryzowanej misji mającej na celu uratowanie Beatrice.
Robiło się nerwowo. Elfriede słusznie zasugerowała, że jeśli wyjdzie na jaw prawda o pochodzeniu naszej przyjaciółki, z pewnością jej sytuacja się skomplikuje. Natalia brała na cel nawet inżynierów, więc wspierający nas od dłuższego czasu Julien mógł w każdej chwili znaleźć się w poważnych tarapatach. Dwóch oprychów mówiących dziwnym slangiem próbowało zwrócić moją uwagę na problem z jednym z kompanów, grożąc mi nawet pobiciem. Czułem, że zbliżamy się do zakrętu i za moment możemy z niego z impetem wypaść.
Gdziekolwiek się nie obejrzałem, mówiło się o szpiegu. Przełożony Juliena, Gene, który również udzielał nam pomocy przy wielu tematach, wspomniał o presji ciążącej na inżynierach, którzy też są poddawani wnikliwej obserwacji. Czułem, że muszę coś z tym zrobić, choć moja pozycja niewiele mi umożliwiała. Udałem się na rozmowę z Natalią, by wykorzystać wizerunek dobrego żołnierza i poprosić ją o wyciszenie nastroju nagonki i podejrzeń. Zgodnie z przewidywaniami, zignorowała ją. Cel był ważniejszy niż środki. Dlatego nie wykluczała z grona potencjalnych szpiegów nawet cywilów-inżynierów.
Oblany egzamin
Niedługo później dostałem powiadomienie o otrzymaniu zgody na egzamin poziomu siódmego. Inny niż wcześniejsze. W wyznaczonym sektorze miasta, w będącej ledwie smutnym wspomnieniem dawnego świata sekcji przemysłowej, miałem w pojedynkę, bez wsparcia nawet osobistej asystentki-androida, stawić czoła Natalii i jej pomocnikom. Ostateczna weryfikacja, czy jestem rzeczywiście gotowy walczyć do upadłego dla Panopticonu.
Znów popełniłem ten sam błąd i nie wziąłem pod uwagę specyfiki tego testu. Zabrałem zwyczajowe wyposażenie i początkowo nawet sprawdzało się w boju. Kiedy jednak Natalia i jej gwardia przyboczna nasilili ataki, potrzebujące chwilę czasu na rozpoczęcie ostrzału działko, zaczęło zawodzić. W momencie, gdy byłem już o krok od zwycięstwa, Natalia wykorzystała swoje większe doświadczenie i odwróciła losy bitwy.
Wróciłem do celi poobijany. Psychicznie i fizycznie. Przełożona na pewno oczekiwała ode mnie więcej, a znów popełniłem błąd nowicjusza. W tamtej chwili zrozumiałem, że potrzebuję dużo bardziej wszechstronnego oręża, które pozwoli mi lepiej adaptować się do sytuacji. Chwila refleksji w celi przypomniała mi również o ignorowanym do tej pory aspekcie rzadkości broni. Wprowadzona skala nie powstała na darmo. Sugerowała potencjał oręża. Te wyższego poziomu mogły być wyposażone w dużo więcej modułów wspierających grzesznika w walce.
Nowa broń prosto z fabryki
Do tej pory w operacjach zdobyłem co najwyżej broń piątego poziomu rzadkości. Tak wpadł mi w ręce granatnik, z którym niezbyt się polubiłem czy młot, który pozbawiał mnie możliwości odcinania części Abductorom. Nic odpowiadającego moim potrzebom. Dlatego postanowiłem dać szansę fabryce i wykorzystać zasoby do produkcji własnego sprzętu. Nie robiłem tego od dawna, chcąc zaoszczędzić surowce i wierząc, że wystarczy mi ekwipunek pozyskany od pokonanych grzeszników z innych Panopticonów.
Fabryka spisała się na medal. Pulsar siódmego poziomu był idealny i z miejsca zabrałem się za ulepszanie go, by nadawał się na czekające mnie wyzwania. Do tego sztylet damasceński nieco gorszej rangi, bo piątego poziomu, co by mieć też odpowiedź na wrogów lubiących walkę na krótkim dystansie.
Natalia nie okazała żadnych emocji, kiedy zaczynałem drugie podejście. Chciałem się zrehabilitować. Pokazać, że jestem żołnierzem o ogromnym potencjale, któremu można powierzać najtrudniejsze zadania. Tacy grzesznicy muszą wykazywać się sprytem. Instynktem bojowym. Tak też zrobiłem, zajmując miejsce w jednym narożniku – na kładkach zawieszonych nad betonowymi ulicami sekcji przemysłowej. Miałem osłonięte plecy i doskonały widok na nacierających z obu stron gwardzistów Natalii. Ona sama też była łatwiejszym celem, a i nie mogła bez ryzyka reaktywować pokonanych przeze mnie androidów. Tym razem zdałem próbę celująco. Zostałem grzesznikiem siódmego poziomu.
—
Freedom Wars to wydany oryginalnie na PS Vita RPG akcji opracowany przez studio Dimps. Tytuł wyróżnia się przytłaczającą, dystopijną atmosferą oraz ciekawym połączeniem mechanik walki wręcz i strzelania. Jak wypada w praktyce i co ma do zaoferowania w warstwie fabularnej oraz samym gameplayu? O tym wszystkim opowiem w ramach relacji w unikalnej formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi ustać na nogach na ringu podczas kolejnych wrestlingowych batalii! Dzięki z góry!
<— Poprzedni odcinek relacji z gry Freedom Wars





Przyznam, że do tej pory nie komentowałem, ale chciałem Ci podziękować za bardzo przyjemną lekturę. Łapię się na tym, że coraz rzadziej czytam coś na internecie, bo jednak te szybkie, krótkie treści w postaci rolek mocno zdominowały internet. Dzięki za poświęcony czas i czekam na więcej.
PS: jeśli mogę coś doradzić, to widzę że chyba litera 'Ó’ jest zawsze z wielkiej litery + warto dodać odstępy między tekstem, a zdjęciami.
Bardzo dziękuję za miłe słowa i rady – biorę je wszystkie do serca! Ten blog i opowiadania zrobiły się mocno „niedzisiejsze” w dobie szybkich i krótkich treści, dlatego tym bardziej doceniam i dziękuję, że zatrzymałeś się tutaj na chwilę, by poczytać. Kolejne materiały w drodze i mam nadzieję, że jeszcze nieraz wpadnie coś, co Cię zainteresuje. 🙂