Freedom Wars #9: Tożsamość zdrajcy

Freedom Wars blog

Panopticon żył podejrzeniami. Wszyscy szukali szpiega i starali się go odnaleźć. Mógł nim być każdy. Ten grzesznik. Tamten inżynier. Bliski kompan, z którym niedawno zakończyłeś ryzykowną operację. W tych okolicznościach każda wzbudzająca podejrzenia aktywność wiązała się z ogromnym ryzykiem. Mimo to Julien nie próżnował, starając się zdobyć potrzebne informacje o powodach uwięzienia Beatrice w Ogrodach jakiś czas temu.

ONI

Bystry inżynier szybko wpadł na trop grupy, o której mówiło się po prostu „ONI”. Grupy wysoko postawionych mieszkańców Panopticonu, którzy stali za tamtą decyzją. Byli wyjątkowo groźni i równie ostrożni. Wydobycie kolejnych szczegółów wymagało dostania się do ich zewnętrznej bazy danych, która nie była połączona z systemami Rzymu. Julien mógł się do niej włamać, ale wcześniej musiał zdekodować zabezpieczenia. Do tego z kolei potrzebował mojego wsparcia. Tylko ja byłem w stanie przedostać się przez pilnie strzeżone korytarze sekcji siódmego poziomu Ogródów i doprowadzić go do terminala z narzędziami deszyfrującymi.

Miejsce było pilnie strzeżone. Dobrze wyposażeni i przeszkoleni funkcjonariusze pilnowali, by nikt niepożądany nie dotarł do terminala ukrytego za labiryntem korytarzy. Julien ostrzegał, że próba przedarcia się wiąże się z dużym ryzykiem, ale jednocześnie z entuzjazmem zareagował na moją gotowość do walki. Zabrałem ze sobą potrzebny ekwipunek i ruszyłem na wyznaczone miejsce spotkania.

Poręczny karabin Pulsar nie był może najbardziej szybkostrzelną bronią w swojej klasie, ale wyróżniał się celnością i solidną siłą ognia. Przy pierwszych strażnikach wykorzystałem element zaskoczenia. Nie spodziewali się, że ktoś może być tak szalony, by zaatakować własność należącą do grupy. Kolejni, orientując się w zagrożeniu z mojej strony, przegrupowali się i starali atakować większą liczbą. Miało to sens. Musiałem być bardzo dokładny, by szybko zlikwidować biegnących na mnie wrogów z bronią białą, a potem uporać się z trzymającymi dystans strzelcami. By nie dać się oflankować, zająłem pozycję z zamkniętymi drzwiami za plecami i ścianą po jednej ze stron. W ten sposób byłem niczym dobrze ustawione działko strzelnicze. Przewaga pozycji bardzo pomogła mi pokonać nacierające siły wroga.

Szpieg pod ścianą

Poinformowałem Juliena o oczyszczeniu drogi. Dołączył po krótkim czasie i od razu zabrał się za pracę przy terminalu. Szybko namierzył mechanizm deszyfrujący. Obiecał wrócić z odpowiedziami tak prędko, jak tylko będzie to możliwe. Tymczasem ja odebrałem alarmującą wiadomość od Natalii, która żądała natychmiastowej obecności na drugim poziomie więzienia. Podejrzewałem, że może chodzić o sprawę szpiega. Ostatnio ten temat dominował w naszych rozmowach. Próbowałem nawet wykorzystać swoją pozycję dobrego żołnierza, by poprosić ją o wyciszenie nastroju nagonki i podejrzeń, ale zignorowała ją. Cel był ważniejszy niż środki. Dlatego nie wykluczała z grona potencjalnych szpiegów nawet cywilów-inżynierów.

Zjawiłem się na miejscu, gdzie czekali już Uwe, Elfriede i Mattias. Natalia z pełną powagą zakomunikowała, że szpieg został wykryty, ale próby pojmania go zakończyły się masakrą jej oddziału. Zdrajca zamknął się w jednej z sekcji więzienia na poziomie drugim wraz z kilkoma sojuszniczymi Porywaczami. Nie było wątpliwości, że ma za sobą wsparcie innego Panopticonu, który użyczył mu niszczycielskich maszyn.

Niewielki i otwarty teren stanowił dodatkową trudność. Uzbrojone w rakietnice, karabiny i lasery Porywacze mogły atakować niemal po omacku, a i tak miały dużą szansę trafienia. Pozostawaliśmy w ciągłym ruchu, sporadycznie szukając chwili wytchnienia na półotwartych korytarzach prowadzących wzdłuż kolejnych rzędów cel. Odcięcie broni używanych przez machiny nigdy wcześniej nie było tak istotne jak teraz, więc skupiłem na tym zadaniu całą swoją uwagę.

Tożsamość zdrajcy

Kątem oka monitorowałem stan towarzyszy. Nie mogłem zapominać, że mój cierń potrafi leczyć obrażenia. Była nas ósemka. Czterech grzeszników i cztery androidy. Rozproszeni mogliśmy wzajemnie zapewniać sobie szanse na udane ataki lub błyskawiczne przegrupowanie. Porywacze tymczasem starali się za wszelką cenę wyeliminować choć kilku z nas, by móc skoncentrować się na pozostałych przy życiu.

Uważność i dobra współpraca pozwoliły nam przetrwać najtrudniejszy moment. Kiedy odcięliśmy broń, zrobiło się trochę łatwiej. Porywacze nadal dysponowali destrukcyjną siłą. Zasięg ich ataków był ogromny, a szybkość przerażająca. Widzieliśmy ich możliwości już niejednokrotnie, a mimo to nadal potrafiły robić na nas wrażenie. Bez laserów i rakietnic nie mogły jednak zaskoczyć nas nagłym atakiem z dystansu lub złapać z opuszczoną gardą, kiedy akurat odzyskiwaliśmy równowagę po uniknięciu ataku drugiej machiny.

Cisza, która zapadła po pokonaniu ostatniego robota była dziwna. Wzbudzała niepokój i doskonale symbolizowała nastroje w Panopticonie. Uwe poinformował funkcjonariuszy Natalii o sukcesie operacji. Jej ludzie szybko dopadli i pojmali pozbawionego obstawy zdrajcę. Okazał się nim Gene. Przełożony Juliena. Człowiek, który doskonale odgrywał swoją rolę inżyniera zatroskanego o losy innych cywilów. Zaczynałem wierzyć, że jest naszym przyjacielem. Brutalna lekcja, że w tym świecie niczego nie możemy być pewni. Do tego etapu doszliśmy jako cywilizacja, która walczy o przetrwanie w niesprzyjających warunkach.

Klucz do Szkatuły

Natalia starała się, w swoim stylu, nie okazywać emocji, ale wysłała nam czytelny sygnał, że zdrada Gene’a również ją zaniepokoiła. Nie mogła być pewna, komu może ufać. Poprosiła więc nas, żebyśmy zweryfikowali wraz z nią sytuację w laboratorium inżyniera. Chcieliśmy tylko potwierdzić podejrzenia i znaleźć dowody na prawdziwość wysuwanych zarzutów. Odkryliśmy jednak dużo więcej. Gene współpracował z Abelem i przekazywał mu potrzebne informacje. To stąd dowiedział się o transporcie szkatuły. Ale to nie było wszystko. Inżynier odkrył, że do aktywowania urządzenia o niszczycielskiej mocy potrzebny jest odpowiednio rezonujący z nim klucz. Ktoś, kto wytwarza energię Will’O w charakterystycznej, unikalnej frekwencji. I tego kogoś udało się Gene’owi znaleźć. Była nim Beatrice…

Freedom Wars to wydany oryginalnie na PS Vita RPG akcji opracowany przez studio Dimps. Tytuł wyróżnia się przytłaczającą, dystopijną atmosferą oraz ciekawym połączeniem mechanik walki wręcz i strzelania. Jak wypada w praktyce i co ma do zaoferowania w warstwie fabularnej oraz samym gameplayu? O tym wszystkim opowiem w ramach relacji w unikalnej formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!

Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi ustać na nogach na ringu podczas kolejnych wrestlingowych batalii! Dzięki z góry!

<— Poprzedni odcinek relacji z gry Freedom Wars

Następny odcinek historii z gry Freedom Wars —->

<— Pierwszy odcinek opowieści z gry Freedom Wars

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.