Freedom Wars #1: Milion lat kary

Freedom Wars blog

Wyobraź sobie świat, w którym jesteś oceniany wyłącznie przez pryzmat swojej pracy. To twój wkład w rozwój i dobrostan społeczeństwa decyduje o wszystkim. Jeśli wykazujesz odpowiednie zaangażowanie, masz prawo godnie żyć i korzystać z udostępnianych ci przez miasto, Twój Panopticon, zasobów. Popełnij jednak choćby jeden mały błąd, a staniesz się grzesznikiem, który musi odpracować bezwzględny wyrok.

Kara za lekkomyślność

Obudziłem się w niewielkim pomieszczeniu. Trzy murowane ściany bez choćby jednego charakterystycznego elementu, skromna prycza i ogromny ekran po przeciwległej stronie. Straciłem pamięć, a to mój nowy dom. Czy może być coś gorszego niż perspektywa utraty wspomnień i całej zdobytej wcześniej wiedzy? Szybko mam okazję przekonać się, że tak. Moja lekkomyślność, która doprowadziła do wypadku i wspomnianej amnezji, została już osądzona. Odebrano mi wszystkie przywileje i przyznano milion lat kary, którą muszę odpracować.

Nie mam żadnych praw. Moje ciało i umysł to zasób, który omal nie został utracony z rzekomo mojej winy. Dlatego teraz trafiam pod ścisłą kontrolę. Nie mogę odpoczywać w pozycji leżącej. Z nikim nie mogę rozmawiać. Nie mam możliwości opuszczenia swojej celi. Mój limit kroków, które mogę zrobić jednego dnia wynosi pięć. Lista zakazów wydaje się nieskończenie długa, a tylko ciężką pracą mogę ją choć trochę skrócić. Śmierć? Nie wchodzi w grę. Moje życie nie należy do mnie.

Percy Propa

Tak się kończy haniebne nadszarpnięcie zaufania Panotopiconu Rzym, który jest moim domem. Z krótkiego komunikatu od władz, który mogę obejrzeć, dowiaduję się, że zainwestowano we mnie wiele, a wszystko to roztrwoniłem głupio tracąc pamięć. Materiał kończy się iskierką nadziei. Ciężką pracą mogę zmniejszyć swoją karę, ale również poprawić jakość swojego marnego żywota.

Świat ukryty w ciemnościach

Pomoże mi w tym moja osobista asystentka, sztuczna inteligencja w powłoce androida. Panopticon daje mi dowolność, by wykreować jej wizerunek. Tworzę kobietę, która być może zostanie moją kompanką w licznych trudnych chwilach i wyzwaniach czekających na mnie w przyszłości. Na razie jednak jest tylko bezlitosną kontrolerką, której empatia ogranicza się do suchego wydawania poleceń i ostrzeżeń. Informacji, które mają pozwolić uniknąć kolejnych nagan.

Milion lat kary. Czy to w ogóle można odpracować za jednego życia? Czuję, że będę się nad tym jeszcze niejeden raz zastanawiać. Na razie mogę tylko skoncentrować się na tym, by jak najszybciej do pracy dla dobra Panopticonu wrócić. Zaczynam od obowiązkowych szkoleń, które są niezbędne po amnezji.

Mam udać się do wyznaczonego punktu, w którym przeprowadzane są symulacje. Moja pozycja społeczna przy samym dnie drabinki oznacza, że nie mam nie tylko prawa opuszczać swojej celi w dowolnym momencie. Nie mogę nawet popatrzeć, jak wygląda świat zewnętrzny. Kiedy przychodzi czas treningu, moje oczy zostają zasłonięte. Mogę tylko przysłuchiwać się krokom i odgłosom, prowadzony w ciemnościach.

Szkolenia bojowe

Przyglądam się swojemu wyposażeniu. Karabin, ostrze i cierń oplatający przedramię. To specyficzna moc, która ułatwia poruszanie się. Mogę nim chwytać się różnych przedmiotów, z łatwością pokonywać rozpadliny czy wspinać się na niedostępne zwykłym skokiem wysokości. Amnezja ma wiele złych stron, a to z pewnością jedna z nich. Jeśli wcześniej miałem dobrze opanowane umiejętności bojowe, to ich utrata jest z pewnością dotkliwa. Nie będzie łatwo szybko wyrobić sobie odpowiednie nawyki, dzięki którym będę sprawnie przełączać się pomiędzy dostępnymi narzędziami do walki, by maksymalnie wykorzystać ich potencjał.

Mój obecny poziom wystarczy jednak, by zaliczyć zadania. Jestem nieco nieporadny i ślamazarny. Powolny, przewidywalny i niecelny. Nie mam porównania z weteranami czy bardziej doświadczonymi grzesznikami, ale czuję podskórnie, jak wiele pokazuję teraz braków. Na szczęście Panopticon widzi we mnie zasób, w który warto zainwestować czas i środki, bo to bardziej opłacalne niż wyrzucenie mnie na śmietnik czy odesłanie w niebyt.

Wracam do celi. Nie mogę spacerować i nie mogę leżeć, więc pozostaje mi tylko siedzenie i rozmyślanie. Milion lat kary ciąży i im dłużej myślę o tym ciągu cyfr przypisanych do mojego konta, tym zdają się jeszcze bardziej przygniatać mnie do ziemi. Wyczekuję pierwszej misji. Oszukuję się, że nie chodzi wcale o szansę na to, że mogę zginąć i być może uwolnić się od lat mozolnej pracy i wspinania się po szczeblach drabiny.

Porywacze

Znów zasłonięte oczy i droga w ciemnościach. Dopiero w samolocie lecącym na miejsce ktoś łaskawie ściąga mi przesłonę z oczu. Poznaję moich towarzyszy niedoli podczas tej misji. Mojego mentora Uwe, którego wskaźnik wskazuje na pozostałe do odpracowania ponad 700 000 lat kary i młodego Mattiasa, który znajduje się w tym samym beznadziejnym punkcie co ja. Szybkie wprowadzenie pozwala nam dowiedzieć się o toczących się od lat walkach pomiędzy Panopticonami. Nieustającym konflikcie o zasoby.

Jego elementem są dziwne istoty zwane Porywaczami (Abductors). Wysokie, smukłe, o szpiczastych kończynach i złocistych zbiornikach na wysokości korpusu. Wysyłane przez jedne Panopticony, by porywać obywateli należących do innych społeczności. Zaprojektowane wyłącznie po to, by wykradać wiedzę, umiejętności i doświadczenie specjalistów różnych maści. My, grzesznicy, mamy kłaść na szali własne życie, by do tego nie dopuścić i uratować wziętych na cel cywili.

Na placu boju nie ma miejsca i czasu na rozważania. Kiedy jednak dobiegam z cywilem na rękach do transportera bezpiecznie odsyłającego specjalistkę do domu, stres i adrenalina zwalniają trochę miejsca na przemyślenia. To nie była zażarta walka. Wysłany na obszar naszego Panopticonu Porywacz był w gruncie rzeczy pozostawiony sam sobie. Pozbawiony znaczącego wsparcia, przypominał istotę otoczoną przez kąsającą go bez przerwy szarańczę. Mieliśmy przewagę liczebną, którą skutecznie wykorzystaliśmy. Ciernie stanowiły szczególnie skuteczne narzędzie, uziemiając i pozbawiając wroga narzędzi obrony.

Po zakończonej sukcesem misji trafiam ponownie do swojej celi. Moja kara zmniejszyła się o kilkadziesiąt lat. Promil względem zasądzonego wyroku. Myśl o spędzeniu reszty życia na nieustannej pogoni za marzeniem wyzerowania kary spędza sen z powiek i grozi szaleństwem. Dlatego postanawiam na razie skupić się na czymś dużo bardziej realnym. Bliższym i namacalnym. Muszę wypracować sobie awans na poziom wyżej i zadbać o to, by wreszcie móc opuszczać cele oraz spać w pozycji leżącej…

Freedom Wars to wydany oryginalnie na PS Vita RPG akcji opracowany przez studio Dimps. Tytuł wyróżnia się przytłaczającą, dystopijną atmosferą oraz ciekawym połączeniem mechanik walki wręcz i strzelania. Jak wypada w praktyce i co ma do zaoferowania w warstwie fabularnej oraz samym gameplayu? O tym wszystkim opowiem w ramach relacji w unikalnej formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli na kilka wyścigów więcej podczas wieczornej partyjki! Dziękuję z góry!  

Następny odcinek historii grzesznika z Freedom Wars —>

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.