Headhunter #3: W centrum handlowym
Niespodziewane komplikacje. Wade miał prosty plan i chciał szybko wcielić go w życie. Zdać testy licencyjne LEILA, zgarnąć strzelbę i pas pozwalający przenosić więcej przedmiotów, a potem wykorzystać wyższy poziom dostępów, by namierzyć datę wpłynięcia do portu Królowej Serc, o której mówił Greywolf. Kiedy zawitał do domu Angeli Stern, ten dobry plan wziął jednak szybko w łeb.
Uprowadzona
Stern miała nieproszonych gości i została uprowadzona. Ktoś na lustrze zostawił wymazany napis „Czas odwetu”. W tle leciała relacja na żywo z pobliskiego centrum handlowego, które zaatakowali terroryści. Obecny na miejscu Alan Sharpe udzielał wywiadu rozemocjonowanej dziennikarce. Potwierdził, że wśród zakładników przetrzymywanych w obiekcie jest również Angela.
Wade spojrzał na smartwatcha i zadzwonił do komisarza Hawke. Ten nie był zbyt chętny do rozmowy, bo miał pełne ręce roboty przy próbie zapanowania nad sytuacją. Dawny podwładny dobrze o tym wiedział, więc od razu przeszedł do konkretów.
– Muszę dostać się do centrum.
– Odpada, wszystkie drogi wejścia mamy obstawione. Syndykat wysłał na miejsce Ramireza, a to czubek, który lubuje się w przemocy i porwaniach. Daj mu pretekst, a zrobi tam rzeź.
– Czyli siedzimy i czekamy, tak? A co z Angelą Stern?
– Nie, do cholery, ale mam rozkazy. Skąd ta nagła troska?
– To moja szefowa. Jeśli coś jej się stanie, wypadam z roboty po raz drugi. Byłem numerem jeden, pamiętasz?
– Wszystkie drogi są zablokowane, ale możesz…ehhh… możesz spróbować kanałami. Cholerna amnezja musi być zaraźliwa, bo zapomniałem jakim wrzodem na tyłku jesteś. Wade, rozegraj to dobrze, a możesz wiele zyskać. Jeśli jednak coś pójdzie nie tak, jesteś w tym sam.
Tylne wejście
Jack nie miał wyboru. Wsiadł na motocykl i popędził w stronę centrum handlowego. Dźwięk syren policyjnych niósł się daleko. Przy każdej drodze do obiektu stało po kilka radiowozów. Najemnik skorzystał ze wskazówek i wkrótce znalazł się pod powierzchnią ziemi. Nie zajęło mu wiele, nim natknął się na pierwszych zbirów. Gmerali coś przy systemach zabezpieczeń i skrzynkach elektrycznych. Strzelba okazała się pomocna i bardzo skuteczna jako narzędzie do eliminacji niczego niespodziewających się oprychów.
Jej walory przestały jednak mieć jakiekolwiek znaczenie już chwilę później, kiedy znalazł się na pogrążonym w ciemnościach podziemnym parkingu. Ogromna, pusta przestrzeń sprawiała, że musiał zachować szczególną ostrożność, przemykając od jednego samochodu do drugiego. Zatęsknił za dawnymi czasami i swobodą, którą dawał pistolet z tłumikiem. Teraz, eliminując pierwszego zbira, celnym strzałem w plecy, automatycznie zwracał uwagę wszystkich wokół.
Hawke ostrzegał go, żeby nie prowokował Ramireza. Mógł mieć tylko nadzieję, że żaden z jego popleczników nie zdąży wysłać do swoich kumpli ostrzeżenia. Angela potwierdziła mu co prawda, że jest cała i zdrowa, ale to mogło się w każdej chwili zmienić. Nie była to księżniczka, którą trzeba ratować z opresji, ale w tym przypadku jej życie wisiało na włosku. I tak już zaryzykowała wiele, ukrywając przed zbirami komunikator w jedynym miejscu, w którym nie odważyli się szukać.
Masakra w centrum
Wade przesuwał się ku parterowi budynku, rozważając możliwe scenariusze, kiedy nagle zaparkowana limuzyna obok ożyła i zaczęła przeraźliwie wyć. Alarm włączył się bez wyraźnego powodu. Wade wycofał się za jeden z pobliskich samochodów i czekał. Dwóch zbirów przyszło zbadać sytuację. Posłał ich do piachu po krótkiej wymianie ognia.
Jak tylko dostał się na górę, zrozumiał, że zamartwianie się było bezsensowne. Stojący wokół centrum funkcjonariusze tracili czas na negocjacjach, choć nie mieli już nic do zyskania. Nie wiedzieli, że w środku ludzie Ramireza dokonali masakry. Ciała ochroniarzy i pracowników biura leżały na korytarzach, na zakrwawionych drukarkach i podziurawionych pociskami fotelach. Pocięci i rozstrzelani bez najmniejszych skrupułów. Ramirez i jego gwardia musieli czerpać przyjemność z tego ataku.
Kompleks handlowy był pusty i cichy. Korytarzami przechadzały się pojedyncze, patrolujące teren zbiry. Angela była uwięziona w jednej z wind, więc Wade musiał przywrócić energię w obiekcie, jeśli liczył na jej uwolnienie. Przy okazji mógł zrobić małą przysługę ACN, które wreszcie zdołałoby dostać się do środka. W zamieszaniu jego szanse rosły. Tak w każdym razie przypuszczał.
Sprytny plan Syndykatu
Przypadkowo zdołał podsłuchać rozmowę Ramireza z jednym z podwładnych. To tam pierwszy raz padła nazwa „projekt milenium”. Poznał też nieco więcej szczegółów dotyczących planów terrorystów. Atak na centrum handlowe był tylko przykrywką. Od początku chodziło o znajdujący się w pobliżu bank, do którego kryminaliści mogli uzyskać łatwy dostęp, przebijając się kanałami.
Wade mógł ich powstrzymać, ale najpierw zajął się kwestią zasilania i oswobodzeniem Angeli. Ta kolejność okazała się kluczowa, bo Stern miała dostęp do istotnych informacji, a przy okazji umiejętności potrzebne, by pokrzyżować plan Syndykatu. Pracodawcy Ramireza, w tym też oczywiście tajemniczy Fulci, wymyślili sobie napad na miarę XXI wieku. W białych rękawiczkach zamierzali po prostu przetransferować środki ze wszystkich kont na swoje założone w miejscach będących poza kontrolą ACN. Ramirez musiał tylko odpowiednio ustawić główny komputer, do czego „cyberkowboj”, jak go nazywano, był jak najbardziej zdolny.
Pośpiech był wskazany, ale nim Jack zdołał przedostać się na teren banku, musiał jeszcze przemknąć niezauważony przez centrum handlowe, które zajęli już antyterroryści. Obiekt przykryła gęsta mgła z granatów dymnych. Laserowe celowniki funkcjonariuszy ACN przeczesywały teren w poszukiwaniu bandytów. Jeśli napotkaliby Wade’a, miałby duży kłopot, bo był tu nieoficjalnie. Bezbronny, bo przecież nie mógł pozbawić życia stróża prawa, ostrożnie przedostał się do klatki schodowej, którą zszedł do piwnicy kompleksu i stamtąd do kanałów.
Walka w banku
ACN było mocno spóźnione. Przeczesywało pusty teren, podczas gdy bandyci przemieszczali się pod ich stopami w stronę banku. Najemnik musiał w pojedynkę załatwić kolejnych napotkanych przestępców, co na otwartym, pozbawionym kryjówek terenie stanowiło swego rodzaju wyzwanie. Sama instytucja była pusta. Wade ostrożnie pokonał pusty korytarz, wsłuchując się w dźwięki dochodzące z pomieszczenia obok. Zacisnął dłonie na strzelbie i wyskoczył przez otwarte drzwi. Pierwszego zbira sprzątnął bez wysiłku, bo ten stał do niego plecami, majstrując coś przy monitoringu. Dwaj kolejni szybko zorientowali się w sytuacji i odpowiedzieli ogniem. Choć dzieliły ich więcej niż trzy metry od Wade’a, strzelba okazała się wystarczająco skuteczna.
Leżący pod nogami martwy kasjer stanowił kolejny dowód na brak jakichkolwiek skrupułów ze strony Ramireza i jego ludzi. Lubili sobie czasami pozabijać, ot tak, bez wyraźnego powodu. Jack przyjrzał się monitoringowi i dostrzegł Ramireza, który w sejfie hakował główny komputer. Musiał znaleźć się na jego miejscu i podłączyć zdalnie Angelę, by przekierowała wszystkie środki z kont Syndykatu na te zwykłych ludzi. Przestępcy zamiast dodatkowych zer na swoich kontach, znaleźliby tam po prostu jedno wielkie zero. Do tego jednak najpierw trzeba było pokonać muskularnego osiłka w kowbojskim kapeluszu i z bandaną naciągniętą na żuchwę…
—
Headhunter to opracowana przez Amuze na początku XXI wieku gra akcji, w której mieszają się wątki sensacyjne i science-fiction. Produkcja zadebiutowała na Dreamcaście, by po roku trafić również na PlayStation 2. Co oferuje i czy po dwóch dekadach nadal potrafi wciągnąć gracza w historię Jacka Wade’a oraz dystopijnego świata przyszłości? Zapraszam na relację w formie opowiadania!
Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi ustać na nogach na ringu podczas kolejnych wrestlingowych batalii! Dzięki z góry!
<— Poprzedni odcinek opowieści z gry Headhunter






