GRID Autosport #21: Minimalne różnice

GRID Autosport blog

Zmagania w ramach Sparco GP Championship zdawały się być nastawione przede wszystkim na rywalizację zespołową. Potwierdzały to wyniki kwalifikacji na Brands Hatch, gdzie wszystkie duety kierowców z czołówki ustawiły się parami. Brucevsky był ósmy, za swoim partnerem Pau Jimenezem. Przed nimi startować miały Ravenwesty, Team Kickery i ekipa Forge Motorsport. Zaraz za plecami polować na swoje szanse zamierzali z kolei reprezentanci Liqui Moly.

Chaos na Brands Hatch

Sytuacja nie wyglądała dla Polaka zbyt różowo, bo akurat na brytyjskim torze liczyła się precyzja w operowaniu gazem i hamulcem, a ta przychodziła wraz z dobrą znajomością bolidu. Tymczasem on dopiero uczył się maszyny przygotowanej przez inżynierów Cusco.

Pierwszy wyścig na Brands Hatch nie mógł zacząć się lepiej. Na pierwszym łuku doszło do dużego zamieszania i kilku kolizji, które przetasowały stawkę. Na tył wypadło aż pięć bolidów z czołówki. Dobre lokaty straciły oba Kickery, dwaj reprezentanci Forge, a także Jimenez z Cusco. Skorzystał na tym polski zawodnik, który przebił się na trzecie miejsce. Później pojechał wystarczająco umiejętnie, by nie pozwolić na skuteczny atak nacierającym rywalom z Liqui Moly.

Cusco Racing GRID Autosport

Nowy pracodawca miał powody do względnego zadowolenia i optymizmu przed drugim wyścigiem na słynnym torze. I znów zaczęło się wszystko od małego chaosu. Aaron Westley z Ravenwestu niespodziewanie obrócił się na pierwszym łuku i wywołał chaos na torze, w którym znów najlepiej odnalazł się Brucevsky. Przecisnął się na drugą lokatę i zaczął uważnie podążać za Rickiem Scottem. Wiedział, że trzymając tempo faworyta i lidera, dowiezie kolejne podium.

Tymczasem za jego plecami naciskali Leo Turner z Team Kicker oraz Aaron O’Sullivan z Forge Motorsport. Obaj mieli lepsze czasy i potrafili wykręcać wyniki bliższe rekordu tory, ale różnice do dzielnie trzymającego się kierowcy z Polski były zbyt małe, by któryś atak mógł się powieść. W garażu Cusco inżynierowie mocno zaciskali kciuki, a szefostwo nerwowo przełykało ślinę, spoglądając na możliwy znakomity wynik zespołowy. Pau Jimenez był bowiem piąty i zachowywał duże szanse na zdobycz punktową.

A potem przedobrzył na jednym z zakrętów i zniszczył bolid pod koniec drugiego okrążenia. Pozostało cieszyć się z drugiego miejsca Brucevsky’ego, którego jechał w trudnych sekcjach na granicy błędu, ale pomyłki uniknął. Dwa podia idealnie wpisywały się w potrzeby i cele stajni. Samemu kierowcy dawały po takim otwarciu sezonu drugą pozycję w generalce.

Mocne występy na Yas Marinie

W idealnym scenariuszu po zmaganiach na Yas Marina Circuit zdołałby tę pozycję przynajmniej utrzymać. Ten tor zawodnik akurat bardzo lubił i po dotychczasowych doświadczeniach zdawał się znać go wystarczająco dobrze, by eksperci mogli mówić o nim jako cichym faworycie.

Przewidywania stawiające na dominację polskiego reprezentanta nie okazały się na wyrost. Pewnie wykręcił najlepszy czas w kwalifikacjach, a później dwukrotnie popisał się mądrą jazdą, która dała mu zasłużone triumfy. Potrzebował do tego sprytnego manewru z zablokowaniem Ricka Scotta zaraz po starcie pierwszego wyścigu, a w drugim udanego kontrataku na ambitnego Westleya, ale wychodziło mu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wszystko. Świetnie czuł łuki i z niebywałą precyzją popisywał się jazdą po tarkach.

YasMarinaCircuit OpenWheel

Cała stawka przeniosła się za ocean, by zmierzyć się na Cirtcuit Mont Tremblanc w Kanadzie. To był jeden z tych torów, z których Brucevsky zbierał do tej pory mocno mieszane wrażenia. Potrafił być szybki, ale w niektórych układach toru radził sobie wyraźnie gorzej. W Cusco wszyscy z pewnymi obawami wyczekiwali na kwalifikacje.

Minimalne różnice

Walka na czas nieco uspokoiła nastroje, bo Polak był drugi, tracąc do Scotta jedynie 0,2 sekundy. Rozdzielał dwa Ravenwesty, co było o tyle niekomfortowe, że zmuszało do dużej uważności na starcie. Nie mógł skupić się na ataku, gdy za plecami jest tak groźny rywal. Opracowanie odpowiedniej taktyki na wyścig wymagało planowania, ale też testów. Zespół potraktował pierwszy wyścig jako okazję na sprawdzenie jednego ze scenariuszy. Bezpieczny plan pozwolił Scottowi łatwo wygrać, ale Brucevsky utrzymał drugą lokatę, minimalizując straty punktowe.

W drugim wyścigu w Kanadzie potrzebna była większa odwaga i agresja. Polski kierowca nie zamierzał zbyt długo zwlekać i zabrał się do pracy od pierwszych zakrętów. Złapał świetną linię przejazdu i wchodząc w drugi sektor toru, zdołał wykorzystać minimalny dystans, by skutecznie zaatakować. Znalazł się przed konkurentem i później już tylko potwierdził umiejętności, nie dopuszczając do żadnej kontry.

Triumf okazał się cenny, bo umożliwił mu wskoczenie na fotel lidera zawodów. Różnica po trzech z sześciu wyścigów była minimalna. Polak prowadził pięcioma oczkami – 131 do 126 punktów.

Dawno już w Sparco GP Championship w czubie tabeli nie działo się tak wiele. Świat motorsportu łapał drugi oddech, bo do niedawna większość zmagań kończyła się w przewidywalny i coraz częściej nudzący kibiców sposób. Ravenwest kapitalizował swoje wcześniejsze sukcesy i przemyślany plan rozwojowy, odjeżdżając reszcie stawki. A teraz pojawiał się ktoś, kto zaczynał mieszać w coraz bardziej scementowanym układzie.

Trzeci sektor do poprawy

Na Autosport Raceway kibice mogli zacząć wierzyć, że ostatnie wyniki Polaka jeżdżącego w Cusco to tylko pierwszy symbol nadchodzących zmian. Po kwalifikacjach w czołówce było ciasno i kilku kierowców dzieliły minimalne różnice. Brucevsky stracił do pierwszego Scotta zaledwie 0,35 sekundy, a był dopiero czwarty na starcie.

– Sektory pierwszy i drugi są twoje, ale w trzecim trwonisz całą przewagę i jeszcze pozwalasz konkurentom odjeżdżać – inżynier bezlitośnie wskazywał na odprawie element do poprawy.

– Muszę szybko to ogarnąć i znaleźć lepszą linię jazdy – odpowiedział kierowca.

Czuł na barkach motywującą presję. Nieobecność McKane’a i dużo zdrowsza pod względem charakteru rywalizacja z Rickiem Scottem pozwalały mu poczuć się lepiej na torze oraz w padoku. Właśnie tak wyobrażał sobie codzienność kierowców wyścigowych.

Driving Cusco Racing Formula C

Niezbyt udany start kosztował Polaka pozycję na rzecz Leo Turnera z Team Kicker, który podobnie jak jego kompan wykazywał się na Autosport Raceway znakomitym tempem. Trzeba było odrabiać. Korzystając z sugestii inżynierów wyścigowych i analityków, zawodnik zmienił nieco styl w trzecim sektorze, co pozwoliło mu kręcić najlepsze czasy w stawce. Najszybszy musi jeszcze umieć tempo wykorzystać udanymi manewrami wyprzedzania, a Polak zdołał to zrobić tylko dwukrotnie, więc metę przekroczył za Ravenwestami. Stracił do Scotta w tym jednym wyścigu aż dziewięć oczek.

Sytuacja wymagała, by wziął szybki rewanż w drugim wyścigu na tym obiekcie. Czy zdołał się odgryźć? O tym w następnym epizodzie relacji z GRID Autosport!

GRID: Autosport to kolejna odsłona wyścigowego cyklu od ekspertów gatunku ze studia Codemasters. Tytuł jest duchowym spadkobiercą serii TOCA i pozwala wkroczyć w świat motorsportu, by sprawdzić się w szeregu różnych zawodów. Jak wypada gra i na co pozwala w trybie kariery? O tym przeczytasz w fabularyzowanej relacji w Gralingradzie!

Nie chcesz przegapić następnego odcinka? Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli przyjemnie czytało Ci się tę karierę – postaw mi kawę, przyda się przed następnymi zawodami. ?

<—- Poprzednia relacja z GRID Autosport: Na odwróconym Spa

Następny odcinek z GRID Autosport: Kukańce w Sparco GP Championship —->

<— Zacznij lekturę od pierwszego odcinka opowieści z GRID: Autosport

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.