Anthem #3: Bezduszny Monitor
Javelin sprawia, że czujesz się potężny. Zyskujesz nadludzkie zdolności i wytrzymałość dalece wykraczającą poza możliwości kruchego ciała. Możesz biegać szybko jak przystosowane do tego drapieżniki. Bez wysiłku wzbijasz się w powietrze i błyskawicznie pokonujesz najtrudniejsze ukształtowania terenu. Stanowiące do tej pory wyzwanie dla człowieka poruszanie się w pionie, jest teraz ledwie igraszką.
Niezwykły javelin
Kiedy kombinezon bojowy zamyka się i zaczyna otulać Cię zimna, metalowa powłoka, czujesz napływ nieznanych wcześniej sił. Javelin w boju to niebezpieczny przeciwnik, o czym przekonuje się każdy, kto próbował stawić mu czoła. To coś więcej niż pancerz.
Bohater przemierzył w nim już setki kilometrów. Poruszał się po lądzie, w powietrzu i pod wodą. Mimo to emocje towarzyszące tym wędrówkom nie powszedniały. Drżenie metalowych stawów, kiedy przechodził do biegu. Przeciążenia silników w locie. Charakterystyczny chrzęst piasku pod stopami stalowych butów. Huk uderzenia o podłoże, kiedy po locie lądował w obozowisku gwardzistów wzywających pomocy.
Kiedy sięgał po karabin i zaczynał z łatwością posyłać celne serie, eliminujące kolejną grupę Szram lub Banitów, czuł się niezwyciężony. Gdy wyciągał buławę i błyskawicznie doskakiwał do agresywnego wroga, by celnym ciosem posłać go w zaświaty, czuł potężny zastrzyk adrenaliny. Kiedy, lewitując kilka metrów nad ziemią, posyłał celną rakietę w zgraję wrogich istot lub rzucał im precyzyjnie wycelowany granat zapalający, przeszywał go dreszcz ekscytacji. Eksplozje były jego towarzyszem. Starym znajomym, którego zawsze witał z taką samą radością. Elementem krajobrazu, który zdawał się być nieunikniony na tym świecie, gdzie wszystko walczy o przetrwanie.
Lekcje ostrożności
Ale to wrażenie, zahaczające o poczucie boskości, było niebezpieczne. Freelancerzy byli nadal tylko śmiertelnikami. Doskonale wyposażonymi, szalenie groźnymi, ale oddychającymi, krwawiącymi i odczuwającymi ból. To tę stronę teraz szczególnie dobrze pamiętali mieszkańcy Bastionu. Rozlała się po społeczności zaraz po wydarzeniach w Sercu Furii. W mgnieniu oka stracili reputację. Budowane wcześniej przez stulecia zaufanie. Odarto ich brutalnie z dumy. Odbudowanie tego wszystkiego w pierwszych dniach po klęsce wydawało się nierealne. Dzisiaj, dzięki takim śmiałkom jak bohater, zyskiwało szansę powodzenia.
Freelancer rozumiał jednak, że w tym nieokiełznanym chaosie poza murami fortu, musi zachowywać najwyższą czujność i ostrożność. Yarrow, weteran w stanie spoczynku, wierzył, że dawne czasy świetności mogą powrócić, ale tylko pod pewnymi warunkami. Robił więc, co mógł, zlecając prace dla bohatera, ale też za każdym razem, przy każdej misji, przypominał mu o ostrożności. Nie bez przyczyny.
Wielu freelancerów, pomimo lekcji wyniesionych z tragicznej historii swojej grupy, popełniało proste błędy. Być może z desperacji. Gubiła ich zbytnia brawura. Przesadna nonszalancja. Nieuwaga. W ostatnich dniach pilot przekonał się o skutkach tych błędów naocznie, ratując wielu kompanów zakutych w zdawałoby się niezniszczalne pancerze. Testy sejsmiczne pozwoliły mu, w towarzystwie innych freelancerów, stawić czoła naturze. Groźnej i nieprzychylnej wobec starającej się zaznaczyć swoje miejsce ludzkości. To tam, w jednej z jaskiń, zbyt pewna swoich umiejętności, pod ścianą znalazła się młoda Rythe. Był niczym przybywająca z odsieczą kawaleria, zdolny przechylić szalę potyczki na właściwą stronę.
Nieuważni nigdy nie wracają
Później, na prośbę Yarrowa, wyruszył jeszcze na poszukiwania czterech zaginionych freelancerów. Podążając za sygnałami dotarł na mokradła. Zdążył dotrzeć na czas. Cztery javeliny były jeszcze aktywne i jedynie uziemione przez szramy szykujące się na mord i kradzież cennych zasobów. Z rąk dobrze zorganizowanych i liczebnych istot zginęło już wielu młodych i nieuważnych pilotów. Stanowili łakomy kąsek, dostarczając niezbędnej technologii.
W starciu z mającymi często przewagę liczebną szramami łatwo było ulec ich naporowi. Silniki javelinów nietrudno było przegrzać, kiedy zaaferowało się bitewnym tumultem. Odpychając kolejne fale, łatwo było zgubić z oczu stan amunicji, o czym przypominał przerażający w takich chwilach pusty dźwięk spustu bez jakiejkolwiek reakcji broni. Tarcze pancerza, choć wytrzymałe, też miały swój limit.
Bohater niejednokrotnie przekonał się o ograniczeniach swojego zaufanego javelina. Ataki na wrogie obozy, w których często nie brakowało dobrze wyposażonych szram czy banitów, kończyły się dla niego niezbyt chlubnym odwrotem lub co gorsza wezwaniem pomocy. Takie sytuacje metaforycznie sprowadzały fruwającego w przestworzach freelancera na ziemię. Stanowiły potwierdzenie słów Owena, który w Forcie Tarsis przypominał o konieczności zdobycia większej liczby zleceń, by usprawnić pancerz. Wciąż było tak wiele do zrobienia. W samym kombinezonie bojowym drzemało jeszcze tak wiele potencjału do odkrycia.
Dominium
Wcześniejsza misja ratunkowa wystarczyła, by przekonać Tassyn do powierzenia freelancerowi innej równie ważnej operacji. Miał nawiązać kontakt z jej agentką, która przeniknęła do środowiska Regulatorów, by w środowisku przemytników zdobyć wiele cennych informacji. Bohater sprawdził zaufanego RKM-a i dodatkowy pistolet szybkostrzelny, a następnie wyruszył ku wskazanej lokalizacji. Nie wiedział, czego może się spodziewać w kryjówce ludzi żyjących poza prawem. Cyfrant przez słuchawkę uspokajał go, że na pewno zdołają rozpoznać agentkę na bazie przekazanego rysopisu.
Okazało się, że wskazówki nie będą potrzebne. Obóz padł ofiarą ataku. Pomiędzy podartymi namiotami i płonącymi elementami ekwipunku leżały ciała Regulatorów. Freelancer wraz z Owenem szybko potwierdzili, że wśród ofiar nie ma wysłanniczki Tassyn. Za dobrą wiadomością przyszła druga. Dużo gorsza. Sprawcami napaści okazali się żołnierze Dominium. Ich obecność tak blisko fortu nie zwiastowała niczego dobrego. W pamięci bohatera ożyły wspomnienia z Freemark.
Niepohamowane ambicje frakcji próbującej za wszelką cenę opanować Hymn Stworzenia doprowadziły do jednej z największych katastrof w historii ludzkości. Skutki tego wszyscy odczuwali do teraz, wszak Serce Furii nadal biło i przerażało każdego mieszkańca Bastionu. Bohater bez momentu zawahania ruszył śladem poszukiwanej. Czuł, że czas może mieć tutaj kluczowe znaczenie.
Bezduszny Monitor
Żołnierze Dominium stanowili przeszkodę innego rodzaju niż Banici czy Szramy. Byli lepiej wyposażeni i na pewno stali o kilka poziomów wyżej od wspomnianych frakcji pod względem taktyki bojowej. Freelancer odnalazł ich w jaskini przemytników, w której do niedawna spokojnie składowali swoje dobra. Zakradł się tam po cichu, by zorientować w sytuacji.
Ukryty za jedną z wysokich skał, był świadkiem rozmowy stojącego na czele oddziałów Dominium Monitora oraz szpiegującej dla Tassyn kobiety. Postawny mężczyzna ukryty za złotą maską starał się przekonać ją do ujawnienia miejsca ukrycia reliktu. Stawiając własne życie na szali, dzielna kobieta odmówiła. Kiedy podwładni Monitora sami odnaleźli relikt, przestała mieć już dla niego jakąkolwiek wartość. Nie patrząc jej nawet w oczy, usmażył ją wiązką elektryczności wytworzonej w dłoni.
Freelancer dał się ponieść emocjom. Wyskoczył ze swojej kryjówki i posłał serię z karabinu w kierunku mordercy. Pociski zatrzymały się na barierze energetycznej. Monitor obrócił się i spojrzał na wściekłego bohatera.
– Freelancer? Co za bezsens. Walczyłem już z tobie podobnymi i wszystkich posłałem do piachu. Ty będziesz następny – rzucił z pełnym przekonaniem, a potem ruszył dalej. Miał prawo sądzić, że nieproszonego gościa szybko i skutecznie pozbędą się jego podwładni.
Napędzany gniewem i poczuciem sprawiedliwości bohater popędził za Monitorem, nie zważając na przeciwności. Kolejnych żołnierzy Dominium eliminował z łatwością, robiąc użytek z pełni możliwości bojowych javelina. Granaty podpalające do obrzucania wrogów zebranych w grupie, rakieta samonaprowadzająca do szybkiej eliminacji najgroźniejszych celów, a obok tego zaufane bronie, które nauczył się już szybko zmieniać w razie potrzeby. Bezlitosny RKM i ciężki pistolet o wymownej nazwie Stanowczość doskonale uzupełniały się na placu boju.
Porucznicy Dominium
Freelancer wszedł w zasadzkę Monitora, ale wyszedł z niej bez szwanku. Powalił nawet poruczników nieprzyjaznej frakcji, ale na liderze Dominium nie zrobił najmniejszego wrażenia. W pewnym momencie wskaźniki na wyświetlaczu javelina zaczęły wariować. Zniekształcały się, traciły na ostrości i przybierały dziwne barwy.
– Tak, gratuluję wejścia w moją pułapkę – w słuchawce usłyszał gruby i mocny głos.
– Owen, co się dzieje?
– Nie wiem, on…
– … jest zauważalnie bardziej potężny od ciebie. To ważne, by umieć ocenić siłę swojego przeciwnika. I oceniając twoją, widzę duże… braki.
– Tak? Zapytaj o opinię swoich poruczników. A no tak, nie możesz, bo wszystkich posłałem do piachu.
– Freelancerzy chwalą się odwagą, której nigdy nie mieli. Dlatego wyginęli – mocnym i pewnym głosem skwitował dokonania bohatera.
– A jednak mam się bardzo dobrze, sukinsynu.
Kontakt z Monitorem się urwał. Mężczyzna zniknął wraz z reliktem. W jego miejscu pozostała tylko obawa, co przyniesie jutro i to nie dające spokoju poczucie zagrożenia, które na długo miało wpisać się w życie wszystkich dobrze poinformowanych mieszkańców Fortu Tarsis.
—
Anthem to trzecioosobowa gra akcji i jednocześnie gra-usługa, która powstawała w ogromnych bólach w studiu BioWare. Zapowiadane wyłączenie serwerów na początku 2026 roku zachęciło mnie, by rzucić okiem na projekt nazywany przez wielu „porażką”. Jak się prezentuje z perspektywy osoby, która głównie ogrywa tytuły dla pojedynczego gracza? Co ma do zaoferowania w warstwie gameplayowej i fabularnej? O tym wszystkim opowiem w swoich relacjach z Anthem. Tylko w Gralingradzie!
<— Poprzedni odcinek historii freelancera z gry Anthem





