Freedom Wars #11-ost: Lot ku wolności
Niedostatki surowców skazały całą ludzką cywilizację na życie w zupełnie innych warunków od tych, które znaliśmy z przełomu XX i XXI wieku. Doprowadziły do zmian społecznych, w wyniku których powstał podział na produktywnych inżynierów i spłacających karę za rozmaite winy żołnierzy-grzeszników. Czy na taki los były skazane kolejne pokolenia? Chciałem wierzyć, że może być inaczej.
Handlarz z Panopticonu
Kilkukrotnie w sennych wizjach Aries zapowiedziała mi, że wyczekujący mojego przybycia Simeon może poprowadzić nas do wielkiej transformacji. Nie wiedziałem, jak konkretnie mogę do niego dotrzeć, ale czułem podskórnie, że wielkie wrota Szkatuły mogą być tutaj kluczem. Najpierw musiałem tylko zyskać do nich dostęp, a to oznaczało pokonanie Abela i towarzyszącego mu Porywacza.
Potrzebowałem punktów, by wykupić prawa do lepszego ekwipunku dla towarzyszy broni. Musiałem znaleźć brakujące surowce niezbędne, by wzmocnić posiadany karabin Pulsar 1000, ale również ostrze damasceńskie. Bez tego nie widziałem większych szans na wygranie nadchodzącej bitwy. Nie po tym, czego doświadczyłem wcześniej.
Szybko odkryłem sposób na pozyskanie dodatkowych punktów potrzebnych w transakcjach z Panopticonem. Moje fabryki amunicji i medykamentów pracowały na wysokich obrotach. Wystarczyło, że wrzucałem na taśmę wybrany przedmiot wyższej klasy, od czwartego poziomu w górę i dopełniałem transzę walającymi się w Ogrodach odpadami, by otrzymywać zwrotnie kilkanaście granatów, apteczek i innych rzeczy na handel.
Żmudne przygotowania
Nie sądziłem, że realizacja drugiej części planu może być tak trudna. Tak czasochłonna i deprymująca. Chcąc dokonać ulepszeń uzbrojenia, potrzebowałem surowców, które były rzadko spotykane i bardzo cenione. Niewielkim ułatwieniem był stosunkowo szeroki dostęp do informacji. Mogłem wiedzieć, jakich operacji się podejmować i na jakich Porywaczy polować. Potrzebne elementy z machin MK3 wypadały jednak sporadycznie.
Spędziłem długie godziny na poszukiwaniach właściwego sposobu zdobycia elementów, które stanowiły część goleni klasycznych Porywaczy. Wielokrotnie mierzyłem się z Ramosą, próbując tak uszkodzić jej pazury czy przednie łapy, by na koniec otrzymać inny potrzebny surowiec. Nie poddawałem się, choć momentami miałem wrażenie, że los po prostu sobie ze mnie kpi. Wtedy, jakby chcąc temu zaprzeczyć, szczęście nagle się uśmiechnęło. Po powrocie z kolejnej misji, na której nie zdobyłem upragnionych części, udałem się do Ogrodów, by poszukać kilku odpadów na wymianę. I tam, niespodziewanie, w jednym z zaułków wpadł mi w ręce dokładnie ten przedmiot, którego tak bardzo potrzebowałem.
To były wyczerpujące przygotowania, które wcale nie dodały mi pewności przed wyruszeniem na walkę z Abelem. Dotarłem jednak do ściany. Towarzysze mieli prawo korzystać z ekwipunku ósmego poziomu, najwyższego na tym etapie. Dalsze modyfikacje broni wymagały z kolei ode mnie dostępu do części z machin MK4, których nie spotkałem jeszcze na swojej drodze.
Abel, Czerwony Gniew i Peltatum
Ruszyliśmy ku Hourai. Przebicie się przez Ogrody do Abela poszło nam gładko. Trzymałem wrogów na dystans, byłem uważny i precyzyjny. Zawsze mogłem też polegać na swoich kompanach. Abel i Czerwony Gniew powitali nas tak jak poprzednio. Wyciągnąłem wnioski z tamtej bitwy. Skupiłem się na leczeniu kompanów, których uzbrojony w miecz wojownik potrafił powalić jednym ciosem. Jednocześnie nie przestawałem go ostrzeliwać. Chciałem pozbyć się jednej przeszkody, byśmy wszyscy mogli skoncentrować się na Porywaczu o mitycznej sile.
Kiedy Abel w końcu padł nieprzytomny na zimną posadzkę, doskoczyłem do Czerwonego Gniewu i zacząłem odpiłowywać mu kolejne elementy uzbrojenia. Rakietnice i karabiny siały spustoszenie w naszych szeregach, więc musiałem jak najszybciej ograniczyć możliwości bojowe potężnej machiny. Poszło łatwiej niż przypuszczałem. Porywacz został przez nas osaczony i wobec naszej przewagi liczebnej okazał się bezbronny.
Potem wrota znów się otworzyły. Peltatum, machina z innego wymiaru, wkroczyła do środka, by nas zniszczyć. W pierwszej chwili skupiliśmy się na tarczach, które niwelowały nasze ataki. Do tego momentu bitwa wyglądała identycznie jak wcześniej. Nie zdołałem opracować żadnego tajnego planu, który mielibyśmy wdrożyć, by pokonać zagrożenie dla całego świata. Mój jedyny pomysł był stosunkowo prosty. Prymitywny wręcz. Kiedy Peltatum otrzymał trochę obrażeń i poczuł, że musi przejąć kontrolę nad starciem, wypuścił swoje zabójcze łańcuchy.
Z ukrycia
Znów zaczęły pędzić po arenie, atakując bez zawahania wszystko na swojej drodze. Jedyne miejsce, gdzie nie mogły się dostać, stanowiło wejście do pomieszczenia. Mała metalowa jaskinia, w której postanowiłem się ukryć, by stamtąd leczyć kompanów, do których zdołam dosięgnąć cierniem. Jednocześnie prowadziłem ostrzał karabinem. Pulsar 1000 zaczynał grzać się do czerwoności, kiedy ładowałem magazynek po magazynku w stronę rozgniewanych łańcuchów. Próbowały mnie dosięgnąć, ale mogły jedynie zrobić to za pomocą gryzącego dymu, który nie zadawał znowu tak wielkich obrażeń. Mając u swojego boku androida, czułem się względnie spokojny.
Łańcuchy padły, a my zyskaliśmy szansę, by dobrać się do skóry Peltatumowi. Bronił się wyładowaniami energii, próbował wciągnąć nas w generowany szybkimi obrotami wir, by potem zgnieść na miazgę swoim wielotonowym ciężarem. Bez łańcuchów nie miał jednak znowu tak wiele do zaoferowania w kategoriach zdolności bojowych. Tnąc i strzelając, rozszarpaliśmy jego metaliczną powłokę aż w końcu rozpadła się na drobne kawałki w akompaniamencie iskier i płomieni.
Natalia zachowała przytomność umysłu i rozkazała zamknąć wrota. Dopadliśmy do nich wszyscy i pchaliśmy z całych sił, wiedząc, że za moment nasz świat mogą zalać kolejne groźne bestie. Ciężkie drzwi opierały się przez chwilę, ale kiedy wprawiliśmy je już w ruch, zatrzymały się dopiero po zetknięciu obu skrzydeł.
Zdrajca i jego sojuszniczka
Niektórzy padli na kolana, ciężko dysząc. Inni wsparli ręce na drżących nogach i jeszcze raz spojrzeli na tajemnicze wrota. Beatrice, wyczerpana do cna, zachwiała się, ale pochwyciłem ją, nim zdążyła upaść na lodowatą posadzkę. Spojrzała na mnie i wymieniliśmy uśmiechy. Towarzyszyło nam poczucie ulgi. Szczęście związane z osiągnięciem zdawałoby się nierealnego celu. I wtedy poczułem rozchodzący się po ciele ból, który poprzedził przeszywający ból. Spojrzałem w dół i zobaczyłem końcówkę sztyletu, wokół której zaczynała się szybko poszerzać plama krwi.
Upadłem. Beatrice doskoczyła do mnie i ujęła w ramiona. Nasze domysły okazały się słuszne. Zdrajcą, który tak skutecznie wyprowadzał informacje z Panopticonu, okazał się Carlos. Wiele na to wskazywało, ale nigdy nie pozwolił znaleźć na siebie żadnych dowodów. Zdrada w takim momencie zabolała nas wszystkich jeszcze bardziej, bo odbierała całą radość zwycięstwa. Carlos zamierzał dokończyć dzieła, ale Mattias w porę zablokował jego atak włócznią, który miał pozbawić mnie głowy. Wytrącił broń przeciwnikowi.
Za moment gmach auli, w której się znajdowaliśmy, rozpadł się z impetem. Wielkie kawałki betonu i metalu spadły na posadzkę. Obok nich wylądował ogromny metaliczny smok, któremu towarzyszyła Sylvia. To z nią współpracował Carlos. To dla On High realizował jakąś tajemniczą agendę. Teraz wydał sygnał, po którym dziesiątki maszyn rozpoczęły odwet na nieprzygotowany do ataku na taką skalę Hourai. Rzucił tylko do swojej wspólniczki, by posprzątała za niego cały bałagan. Sylvia przyjęła polecenie z radością. Ucieszyła się na myśl, że wreszcie spełni daną wcześniej obietnicę i będzie mogła zetrzeć nas w pył.
Limbo
Zacząłem tracić przytomność. Niespodziewanie koło mnie pojawiła się Aries. Była konkretna, bo wiedziała, że mamy mało czasu. Jeśli chcę przeżyć i ocalić swoich towarzyszy broni, muszę z nią natychmiast przejść na drugą stronę wrót. Tam już czekać miał na mnie Simeon. Imię, które wspominała od dawna i z którym wiązał się plan wielkiej transformacji. Procesu, którego byłem podobno istotnym punktem.
W pierwszej chwili ruszyłem w stronę desperacko broniących się kompanów. Złapała mnie za rękę. „Wiem, że chcesz im pomóc, ale jeśli naprawdę zamierzasz to zrobić, musisz spotkać się z Simeonem. On potrafi spełniać życzenia, wiesz?” – powiedziała z troską w głosie. Wybór był prosty. Zawróciłem i po chwili przekroczyłem wrota. Znalazłem się w innym świecie.
Aries nazywała go limbo i opisywała jako miejsce, gdzie trzymane jest wszystko, na co świat nie jest jeszcze gotowy. Dla mnie bliżej mu było do piekieł. Zniszczone konstrukcje budynków, wszechobecne pożary i płomienie. Jeśli nasza rzeczywistość była depresyjna, to ta alternatywna wcale nie prezentowała się lepiej. Wąska ścieżka prowadziła w stronę światła. Po lewej i prawej stały nieruchomo postacie Porywaczy. Wielkie machiny zastygłe w różnych pozach. Każda przebita długą włócznią, która zatrzymała ich w pozycji, w której padł ostateczny cios.
Prezenty od boga
„Zostałeś wybrany, by spełnić marzenie Simeona i dokonać wielkiej transformacji”. Te słowa Aries dudniły mi w uszach, kiedy dotarliśmy do skąpanego w bieli pomieszczenia. Simeon siedział na środku w wygodnym fotelu. Ubrany na czarno, z różowo-fioletowym szalem z cierniami wokół szyi, powitał mnie ze szczerą radością. Nie wyglądał jak bóg czy ktokolwiek o nadnaturalnych zdolnościach. Może o to chodziło. O formę, która nie przytłoczy zmęczonego umysłu zwykłego śmiertelnika. Po jego lewej stronie ustawiła się Aries. Po prawej stał blondwłosy mężczyzna w białym garniturze. Cesare. Ojciec Beatrice. Jakimś sposobem zdołał dotrzeć do tego wymiaru i objąć stanowisko osobistego asystenta Simeona. Kasumi myliła się. Nie poniósł porażki. Podążył tylko inną ścieżką, by móc zrealizować swój cel o zakończeniu wojny i przywróceniu pokoju na świecie.
Simeon miał dla mnie dwa prezenty. Pierwszym okazała się włócznia czerpiąca energię z ludzkich emocji. Jak ujął to gospodarz, miałem wykorzystać jej możliwości, by zakończyć raz na zawsze konflikt dwóch sióstr. Drugim było połyskujące nasionko, które po zasadzeniu w miejscu pełnym energii Will’O pozwoli mi ponownie dotrzeć do tego wymiaru i Simeona. Pożegnał mnie słowami otuchy, życząc powodzenia i zapowiadając, że porozmawiamy dłużej, kiedy będzie… spokojniej.
Musiałem się spieszyć. Kiedy przekroczyłem ponownie wrota Szkatuły, Sylvia i jej smok szykowali się już do kończących ataków. Zmęczeni, ranni i przytłoczeni sytuacją kompani spoglądali już śmierci w oczy. Nie czekałem. Zatrzymałem atak Sylvii, a moje niespodziewane przybycie uradowało walczących. Potem wyprowadziłem kontrę. Poczułem, jak włócznia wysysa negatywną moc z przedstawicielki On High.
Odzyskana siostra
Kiedy Sylvia ocknęła się, pierwsze, co poczuła to uścisk Beatrice. Młodsza siostra mocno ją przytuliła, wierząc, że odzyskała ukochanego członka rodziny i jedyną krewną, jaka jej pozostała. Po chwili do naszych uszu doszły przerażające ryki i skowyty. Zaczynał się odwet. Sylvia zakomunikowała nam, że musi wracać i wskoczyła na grzbiet metalicznego smoka. Nie zamierzała jednak zostawić nas samym sobie. Nie chciała skazać nas na śmierć.
Wielka bestia bez trudu uniosła wszystkich członków najważniejszej operacji Panopticonu Rzym od wielu lat. Zabrała nas wysoko w przestworza. W oddali, wiele kilometrów pod nogami, Hourai odchodził właśnie w niepamięć. Nasz wielki wróg, który zagrażał nam od lat, znikał na skutek ataku z On High. Nasza historia miała tymczasem trwać dalej. Moje przeznaczenie wciąż na mnie czekało. A pierwszym krokiem ku jego realizacji była wizyta u nacji zamieszkującej w chmurach…
KONIEC
—
Freedom Wars to wydany oryginalnie na PS Vita RPG akcji opracowany przez studio Dimps. Tytuł wyróżnia się przytłaczającą, dystopijną atmosferą oraz ciekawym połączeniem mechanik walki wręcz i strzelania. Za nami długie godziny grindu, trudnych konfrontacji z Abductorami oraz pełne odkrywania kolejnych odpowiedzi na pytania dotyczące tego światu. Przygoda z Freedom Wars urywa się tak samo jak w grze i pozostaje nam tylko liczyć, że być może kiedyś doczekamy się sequela. Na pewno wtedy też przeczytacie o nim w Gralingradzie. Tymczasem dziękuję za wspólnie spędzany czas i wspominanie lub odkrywanie rozmaitych aspektów Freedom Wars na PS Vita.
Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi ustać na nogach na ringu podczas kolejnych wrestlingowych batalii! Dzięki z góry!






