Headhunter #2: Greywolf i jego wataha

Headhunter PS2 Blog

Polowanie na przestępców stało się pożywką tłumów, więc niedziwne, że najemnicy łapiący zbirów dorobili się rozpoznawalności. Stali celebrytami na miarę nowego porządku, który zaprowadziła prywatyzacja i komercjalizacja sprawiedliwości. Jack Wade był przez lata na szczycie, choć nigdy do tego nie aspirował. Co innego postawny, przypominający fizjonomią i stylem drwala, Hank Redwood.

Dobrze leżąca w dłoni spluwa

Wystarczyła krótka wymiana zdań w biurze LEILA, by Jack wyrobił sobie zdanie na temat swojego rzekomego konkurenta. Jemu samemu nie zależało na żadnej rywalizacji o rekordy czy szczyty rankingów. Dla Hanka musiało być istotne. Stanowiło sposób walki z kompleksami, co potwierdził, kiedy już w pierwszych zdaniach rozmowy przypomniał o tym, że był i jest najlepszy.

Prowokował Wade, żeby ten podjął rękawicę i pobił jego rekordy w symulatorze, ale najemnik miał inne priorytety. Zaliczył szybko testy sprawdzające umiejętność jazdy na motocyklu, strzelania i skradania się, a potem odebrał odznakę, smartwatcha i broń. Wracał do gry, a lekka i dobrze wyważona spluwa w ręku wyznaczała kierunek, który może obrać, szukając zaginionych wspomnień.

Hand Redwood and Jack Wade first meet

Dostępne dokumenty naprowadziły go na trop Greywolfa stojącego na czele gangu motocyklowego. Wade odkrył, że przed utratą pamięci zdołał nawiązać kontakt z dwoma członkami grupy, którzy zamierzali opowiedzieć trochę więcej o swoim przełożonym. Musiał odnowić urwane kontakty. Lepszego pomysłu nie miał. Wyszedł na zewnątrz, zdawkowo żegnając nieprzyjemną pracownicę recepcji biura LEILA i wsiadł na motocykl. Popędził na opuszczoną stację benzynową, na której lubili zamelinować się motocykliści.

Martwi informatorzy

Zabrakło mu niewiele. Może kilkunastu minut, może paru godzin. Kiedy dotarł na miejsce, informatorzy byli już na tamtym świecie. Oprawcy robili sobie zawody w strzelaniu do puszek, kiedy pierwszy z kapusiów palił się jeszcze w samochodzie za ich plecami. Wade zakradł się za ich plecy i odprawił na tamten świat celnymi pociskami. Może stracił pamięć, ale nie zapomniał nic ze swojego wieloletniego doświadczenia.

Headhunter Greywolf Informants

Łudził się jeszcze, że drugi z informatorów żyje. Tylko dlatego nabiegał się po stacji, szukając sposobu na otwarcie zabitych deskami drzwi. Przywrócił zasilanie w warsztacie, znalazł zapasowe kable, by naprawić moduł sterujący podnośnikiem, a wszystko po to, żeby wyciągnąć z tyłu zepsutego auta gaśnicę. Nią ugasił wciąż palący się wrak. Spopielone ciało cuchnęło obrzydliwie nawet na świeżym powietrzu, więc błyskawicznie zabrał tylko łom z tylnego siedzenia. Jemu akurat płomienie w żadnym stopniu nie zaszkodziły. Potem uporał się z deskami. W korytarzu, w ciemnościach, znalazł kolejne ciało. Zmasakrowany, spętany, pozbawiony godności mężczyzna. Ktoś wyjawił jego tajemnice, nim on zdążył opowiedzieć o tych Greywolfa.

Ostrzeżenie Greywolfa

Wade nie zdążył zebrać myśli, kiedy usłyszał warkot silnika na zewnątrz. Lider gangu musiał wiedzieć, że się tu zjawi. Kiedy wybiegł na zewnątrz, zobaczył siwobrodego, dobrze zbudowanego mężczyznę, które mierzył do niego z trzymanej w jednej ręce strzelby.

– Słyszałem o tobie, łowco – rzucił oschle Greywolf.

– Mógłbyś się czasami podzielić pogłoskami – odparł spokojnie Wade.

– Nie ma sensu, bo nie pożyjesz zbyt długo.

Po tych słowach ruszył manetką, wprowadzając silnik na wysokie obroty. Odjechał, zostawiając Wade’a z czymś, co uważał za ostrzeżenie. Dla najemnika było to jednak zaproszenie.

Godzinę później był już w środku siedziby watahy wilków, jak zwali się motocykliści. Gładko uporał się ze strażnikami w garażu, którzy znużeni patrolowaniem stanowili łatwy cel. Wjechał windą na górę. Stary, zniszczony i dawno opuszczony budynek pasował na kryjówkę kryminalistów. Pogoda na zewnątrz zaczęła się psuć. Dało się usłyszeć grzmoty, a ciemne chmury przysłoniły słońce. Cały budynek wyglądał przez to tylko mroczniej.

Przerwana narada

Jack czujnie i powoli przesuwał się naprzód wąskim korytarzem. Otaczały go dziurawe ściany. Podłogi zdobiły kawałki tynku i walające się wszędzie deski. Brudne, uszkodzone żaluzje w oknach przepuszczały niewiele światła. Wygląd siedziby potwierdzał, że gang może i był problematyczny dla społeczności, ale w środowisku przestępczym nie znaczył raczej zbyt wiele. To były pionki. Pionki, które Wade musiał strącić z planszy, by móc dostać się do ważniejszych figur jak Fulci.

Greywolf czuł się całkiem pewnie otoczony przez świtę podwładnych, zamknięty za zablokowanymi kodem drzwiami. Narada wojenna z co ważniejszymi członkami gangu wyglądała jak spotkanie zarządu dużej korporacji. Spokój uleciał z pokoju błyskawicznie, kiedy zamiast jednego ze swoich ludzi usłyszał w krótkofalówce głos najemnika. Kilka chwil później drzwi do większego pomieszczenia otworzyły się, a Wade przekroczył próg.

– Poddaj się, Greywolf, to nie musi skończyć się krwawą masakrą.

– Wybacz, najemniku, ale moi ludzie lubią posmakować krwi. To mój pierwszy porucznik, Bruce. Poznajcie się.

– Do niedawna byłem trzeci w kolejności, ale załatwiłeś zastępcę Greywolfa na stacji benzynowej – rzucił oschle mężczyzna, celując bronią w Jacka.

– Gratuluję awansu – odparł drwiąco Wade. Dostrzegł, jak dłoń wroga zaciska się na rękojeści spluwy.

–  To był mój brat.

Jack Wade vs Bruce Headhunter

Emblematy

Pomieszczenie nie było małe, ale pod względem kryjówek i osłon oferowało niewiele. Jack skupił się więc na jak najszybszym posłaniu Bruce’a do piachu, co by uniknąć niepotrzebnych postrzałów. Zbir próbował ukryć się za metalowymi półkami, ale pod ostrzałem zagapił się i pozwolił zajść od tyłu. Kilka kulek odebrało mu ochotę do dalszej walki.

Greywolf uciekł na dach, zamykając za sobą drzwi prowadzące na górę. Jak na ruderę, w której się melinował, zainwestował w całkiem skomplikowany system dostępów. Jack potrzebował medalionu z odpowiednio wybitą kombinacją wgłębień. Na szczęście nie wszyscy członkowie gangu równie rozsądnie przestrzegali wyznaczonych procedur, więc zdobył czysty krążek, a nawet połówkę z aktualnie obowiązującym kodem. Pozostało mu tylko odtworzyć odpowiednią kombinację na maszynie na piętrze niżej.

Wade umieścił emblemat w otworze. Mechanizm przekręcił go i zwolnił zamki. Kilkanaście stopni prowadziło na górę. Metalowe drzwi nie wygłuszały hałasu generowanego przez lecące z nieba krople deszczu. Pogoda zadbała o odpowiednie tło starcia dwóch strzelców stojących po różnych stronach barykady.

Konfrontacja w strugach deszczu

– Tak przypuszczałem, że Bruce nie jest jeszcze gotowy. Cóż, trzeba dawać im szansę, bo inaczej niczego nie nauczą – powitał Wade’a Greywolf, kryjąc się za szybem windy i odbezpieczając broń. Na tę okazję zabrał ze sobą sporych rozmiarów wyrzutnię, która strzelała czymś w rodzaju energetycznych granatów. Potężnie narzędzie, wyjątkowo groźne na tak niewielkim terenie jak dach budynku.

– Powiedziałbym, że Bruce nauczył się boleśnie, że przestępstwo nie popłaca – odparł z przekąsem Jack, szykując się na nieuchronną konfrontację.

– Heh, uwierzyłbym bardziej w wersję, że dostrzegł sens w słowach „strzelaj najpierw, gadaj później”.

Greywolf był wolniejszy, ale miał przewagę zasięgu. Wystrzelony przez niego pocisk był w stanie z łatwością pokonać całą odległość dachu, nawet pomimo rzęsistego deszczu. Wade tymczasem, uzbrojony tylko w przydzielony pistolet, musiał podejść bliżej. Nie chcąc ryzykować i czując już zmęczenie z dźwigania tylu granatów, których nazbierał na stacji i w budynku, postanowił najpierw bezpiecznie skruszyć trochę pewności siebie szefa watahy.

Skory do współpracy

Technologia zrobiła duży krok naprzód i dzisiaj nawet granaty działały już inaczej. Nie demolowały wszystkiego wokół, a precyzyjnie raniły organizmy żywe. Wypuszczane po eksplozji impulsy przedzierały się do układu nerwowego celu i atakowały mózg, niszcząc synapsy. Wade mógł więc bez obaw o własne zdrowie obrzucić nimi Greywolfa. Kiedy poczuł, że to odpowiedni moment, wychylił się zza osłony i wystrzelił kilkukrotnie do mężczyzny stojącego po przeciwległej stronie dachu.

Po chwili ten zachwiał się, chwytając za brzuch. Stał na krawędzi i stracił równowagę. Zawisł wiele metrów nad ziemią. Wade ostrożnie podszedł i spojrzał w dół. Greywolf z dużym wysiłkiem trzymał się jeszcze gzymsu.

– Wciągnij mnie. Mam organy, nie powinieneś dać mi umrzeć.

– Ta amnezja to straszne cholerstwo, zapomina się o procedurach.

– Wynagrodzę ci to. Sporo wiem o Syndykacie i Fulcim. Nie zamierzam błagać.

Ostatnie słowa były tym, co chciał właśnie usłyszeć Wade. Informacja była dla niego w tym momencie najcenniejszą walutą. Greywolf dotrzymał słowa. Nie kombinował, bo jak sam to ujął – to tylko sposób na zarabianie kasy. Po prostu obaj stoją po dwóch stronach barykady. Zdradził, że Fulci zajmuje się przemytem ogromnych ładunków organów, a najświeższą partię zamierza ściągnąć na pokładzie Królowej Serc, która płynie z Karaibów. Ofiary powodzi okazują się doskonałą przykrywką, z której ludzie pozbawieni skrupułów, potrafią zrobić doskonały użytek…

Headhunter to opracowana przez Amuze na początku XXI wieku gra akcji, w której mieszają się wątki sensacyjne i science-fiction. Produkcja zadebiutowała na Dreamcaście, by po roku trafić również na PlayStation 2. Co oferuje i czy po dwóch dekadach nadal potrafi wciągnąć gracza w historię Jacka Wade’a oraz dystopijnego świata przyszłości? Zapraszam na relację w formie opowiadania!

Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi ustać na nogach na ringu podczas kolejnych wrestlingowych batalii! Dzięki z góry!

Następny odcinek opowiadania na bazie gry Headhunter —>

<— Pierwszy odcinek opowieści z gry Headhunter

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.