DiveKick: Casting do nowego Tekkena
Ach, gracze! Bez wątpienia należą do szczególnie wymagających klientów, a fani bijatyk to już w ogóle bestie nieznające umiaru. Dodajmy do tego, że twoimi klientami mogą okazać się osoby będące z daną serią od lat i masz oto przepis na wyjątkowo niekomfortowe warunki pracy zespołu developerskiego. Ekipa odpowiedzialna za nowego Tekkena postanowiła więc oddelegować część zadań do fachowców z zewnątrz. Jednym z nich jestem ja, a moim zadaniem jest przeprowadzić mały casting na nowych wojowników.
Bez ruchu
Barwna plejada postaci, które miałem ocenić pod kątem przydatności w kontekście następnego Turnieju Żelaznej Pięści, pochodziła z projektu DiveKick. Nie słyszałem o nim wcześniej, choć to całkiem odważny i nowatorski pomysł. W ramach zmagań sportowcy walczą ze sobą, rezygnując ze zwykłego sposobu poruszania się. Wyobraź sobie, że nie możesz do swojego przeciwnika podbiec lub podejść, by skrócić dystans. Swoje położenie walczący w formule DiveKick zmieniają poprzez podskakiwanie pionowo w górę, ale też w tył lub w przód. Będąc w powietrzu, mogą zaatakować ręką lub nogą, a ten który jako pierwszy trafi w którąś część ciała rywala, wygrywa daną rundę. Konfrontacja trwa do pięciu tak wygranych starć przez jednego z walczących.
Przyznam, że brzmiało mi to abstrakcyjnie, kiedy zapoznawałem się z zasadami pierwszy raz. Kilkanaście pojedynków później przekonałem się, że w praktyce działa i prowadzi do naprawdę emocjonujących rywalizacji. Uwierzyłem, że będziemy w stanie znaleźć tu paru sensownych kandydatów do stawki Tekkena 9. Kobiet i mężczyzn, które dobrze wpasują się w styl Turnieju Żelaznej Pięści, a jednocześnie znajdą uznanie w oczach bardzo wymagających fanów.
Usiadłem przy mającym swoje lata biurku w sporych rozmiarów pomieszczeniu. Pora zacząć selekcję.
Matematyk Dive
Pierwszy do sali wszedł młody chłopak ubrany w niebieski dres. Wystające spod naciągniętego na głowę kaptura brązowe włosy przypominały szpikulec. Mógł robić wrażenie, ale oryginalnością nie grzeszył. Jin Kazama już rozgościł się i wygodnie umościł w takiej stylistyce w minionych latach. Zerknąłem w kartkę z krótkim biogramem przygotowanym przez współpracowników. Błyskotliwy matematyk, który potrafi też nakopać przeciwnikowi? To już brzmiało ciekawiej.
Chwilę pogadaliśmy, a potem poprosiłem o mały pokaz umiejętności. Teoria teorią, ale na potrzeby castingu wynająłem nawet kilku divekickowych sparingpartnerów, co by kandydaci mieli szansę naprawdę się wykazać. Dive ze swojej szansy skorzystał bardzo sprawnie, popisując się talentem do wyliczania na bieżąco najlepszego kąta natarcia, co by zawsze być górą nad nacierającym z kontrą rywalem. Nie bez przyczyny po zwycięstwie w ostatnim turnieju zgłosiła się do niego armia. Człowiek z takim umysłem, gdyby pozostał niekontrolowany, mógłby stać się zbyt groźny. Jest tu potencjał na zarysowanie jakiejś niegłupiej historyjki w tle na potrzeby Tekkena 9…
Wizerunek: To już raczej było.
Potencjał opowieści: Mogłaby namieszać w lore.
Werdykt: Runda ze stylistą i nawet by się nadał.
Kombatantka Kung Pao
Następna do sali przesłuchań wpadła młoda dziewczyna przedstawiająca się jako Kung Pao. Wystarczyła chwila, żebym pytająco uniósł brew. Wszystko w jej profilu, zachowaniu i stylu wprost krzyczało Mortal Kombat. Ktoś tu najwyraźniej zbyt długo zagrywał się w najbrutalniejszą bijatykę świata i mniej lub bardziej świadomie zaadaptował styl Kung Lao. O ile więc sama wojowniczka prezentowała niezłe umiejętności i miała do opowiedzenia nawet interesującą historyjkę o świecie z innego wymiaru, do którego desperacko próbuje powrócić, to z taką rekomendacją raczej naraziłbym się na gniew prawników Namco. A prawnikom lepiej nie podpadać.
Wizerunek: Mortal.
Potencjał opowieści: Kombat.
Werdykt: Przecież by mnie zjedli.
Redacted
Po pierwszych dwóch spotkaniach z kandydatami wynik był 1 do 1. Miałem całkiem dobry typ do Tekkena 9 i kogoś, kto otworzył listę odrzuconych. Trzeci przede mną stanął Redacted, a więc uzależniony od cygar humanoidalny rosomak. Gdyby nie dostarczona karta, przynosząca wiele potrzebnych odpowiedzi, byłbym przekonany, że stoi naprzeciw mnie wilkołak.
W Tekkenie od zawsze było trochę zwariowanych postaci. Kangur, jaszczurka, miśki. Czy z kandydaturą rosomaka miałbym szanse dotrzeć do twórców i kupić ich? Powątpiewałem w ten scenariusz, bo Redacted był w gruncie rzeczy zwyczajny jak na takiego stwora, a przy tym nie potrafił mówić, więc i tła fabularnego nie miał zbyt rozbudowanego. Podjadanie cygar Uncle Senseiowi, do którego zaraz dotrzemy, nadawało się na tzw. „comic relief”, jak mawiają Amerykanie. A tych, tak sobie myślę, Tekken to już ma pod dostatkiem.
Wizerunek: Powiedzmy.
Potencjał opowieści: Brak.
Werdykt: Raczej z cyklu „odezwiemy się”.
Kenny
Któż jeszcze mógłby zaszczycić mnie swoją obecnością? Kiedy otworzyły się drzwi i do środka wszedł z pozoru zwyczajny chłopak w czarnym stroju z aureolą nad głową, zrozumiałem, że muszę być gotowy na wysoki poziom wariactwa. Kenny nie był jednak znowu takim dziwadłem, którego z przyjemnością wykreśliłbym z listy po kilku sekundach. To całkiem sprawny wojownik, który padł ofiarą nieuczciwej konkurencji na Ziemi i niespodziewanie osiągnął spore sukcesy w divekickowych turniejach w zaświatach. Teraz powracał, by znaleźć odpowiedzi na męczące go pytania i dać sobie też drugą szansę na tym łez padole. Odjechana koncepcja, która ratowała trochę miałki, mało spektakularny wizerunek.
Wizerunek: Uratowany przez aureolę.
Potencjał opowieści: Zemsta z niebios? Nieźle!
Werdykt: Można powalczyć.
Uncle Sensei
Piąty kandydat był w moich dokumentach zakreślony markerem. Najwyraźniej czekało mnie spotkanie z divekickową szychą. Wielokrotnym mistrzem i jedną z najsłynniejszych osobistości tych sportów walki. Kiedy więc drzwi się otworzyły, poprawiłem się na udostępnionym mi twardym krzesełku. I wtedy do sali wszedł on. Styrany życiem facet w średnim wieku, który uznał, że sukces w turniejach DiveKick zapewnią mu cztery nogi. Innego uzasadnienia dla noszenia kaloszy na rękach nie znajdowałem. A kiedy zobaczyłem go w akcji, raz atakującego nogami, a raz rękami, pomyślałem, że zwariowałem.
Czy w tym szaleństwie jest metoda? Uncle Sensei najwyraźniej głęboko w to wierzył, bo po tajemniczej dyskwalifikacji przed laty, chciał teraz za wszelką cenę wrócić i przypomnieć o sobie i swojej zapominanej już serii dziesięciu kolejnych zwycięstw w turniejach. Kalosze wciągnięte do przedramion miały mu w tym pomóc.
Absurd? A może właśnie idealny wybór dla tekkenowej braci? Ktoś zaskakujący stylem, kto może zirytuje fanów designem, ale potem rozkocha największych fanatyków unikalnością stylu walki i bogactwem nowych kombinacji ciosów, które przynosił?
Wizerunek: Pan Żul?
Potencjał opowieści: Wielki powrót kina z Van Damme’em.
Werdykt: Musiałbym przepchnąć to kaloszami.
Ucieczka z miejsca zdarzenia
Stos kart z biogramami kandydatów dopiero zaczynał się kurczyć, a ja już czułem się zmęczony i przytłoczony. Bijatyki niejeden raz zaskakiwały i budowały swoją popularność na oryginalnych, dziwnych postaciach. Ale czy divekickowa społeczność wojowników ma szansę wnieść potrzebny powiew świeżości do Tekkena 9? Śmiałem w to wątpić. Po przekartkowaniu innych zgłoszeń, w których była też pani naukowiec w masce, psychopata w kaftanie i zakompleksiony grubas w czerwonym dresie, opracowałem błyskawiczny plan ucieczki. Udałem, że przesadziłem z orzeszkami i muszę skorzystać z łazienki, a potem małym oknem wymknąłem się na parking i prosto do swojego samochodu.
Wybacz, Namco, jednak musicie pokombinować z projektami nowych wojowników sami, ale żeby było między nami okay, to podrzucam ten krótki raport z kilkoma luźnymi przemyśleniami. Na pewno się przyda!
—
Divekick to nietypowa bijatyka na PS Vita, którą wyróżnia pomysłowa mechanika toczenia starć. Oto bowiem wojownicy na arenie nie poruszają się w tradycyjny sposób, a jedynie poprzez skoki i wyprowadzane z powietrza ataki. Poznając ten przedziwny koncept, zafundowałem sobie kilka razy pełny kurs przez tryb arcade wybranymi wojownikami, co by następnie spisać trochę wrażeń w tej jednoodcinkowej relacji w formie opowiadania.
Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi nadrabiać kolejne zaległości z przepastnej biblioteki historii gier! Dzięki z góry!




