Otagowano: Football Manager
Dobre kilkanaście miesięcy temu nagłe odkrycie strategii „szybkowar” pozwoliło Paris FC zanotować kilka świetnych wyników. Ostatecznie rywale połapali się i przygotowali odpowiednie przeciwdziałania, ale raz zdobytych punktów już nikt nam nie mógł odebrać. W marcu 2024 roku znowu zacząłem kombinować, tym razem w kontekście dużo bardziej indywidualnym.
Przygoda w Norwegii to audiobook stworzony na bazie kariery w grze Football Manager 2013. Po kilku latach pracy w zawodzie zmęczony codziennością trener piłkarski zaszywa się w domu i stacza niemal na samo dno. W końcu zostaje brutalnie wyrwany z kapci przez zaniepokojonego ojca, który wysyła go do zimnej Norwegii, by mógł tam zrobić porządek ze swoim życiem. Czy przyjmie wyzwanie i zbuduje małą...
Szczęście nie przestawało się do nas uśmiechać w tym sezonie 23/24. Mieliśmy trochę potrzebnego farta w losowaniach, unikając trudniejszych rywali na wczesnym etapie rywalizacji. 11. runda Pucharu Francji z Lens też okazała się spacerkiem, co mogłem głównie zawdzięczać trenerskiej karuzeli w obozie przeciwników.
Francuska federacja piłkarska zaplanowała, że początek 2024 roku będzie czasem wzmożonej aktywności w obu krajowych pucharach. Musiałem szybko decydować, czy zależy mi na dobrych występach Paris FC, czy raczej na szybkim odpadnięciu i oszczędzaniu sił na ważniejsze rozgrywki.
Mijał trzeci rok odkąd Juventus pozwolił się dopaść konkurentom z Serie A i został zdetronizowany. Villas-Boas nie zdołał tchnąć nowego życia w Starą Damę, więc pozbyto się go jeszcze latem. Rozważano wówczas kandydaturę Brucevsky’ego, ale ostatecznie powierzono klub komuś lepiej zorientowanemu w realiach calcio.
Przedsezonowe ambicje musiałem chować po kieszeniach, bo po kiepskim starcie Paris FC wstyd było choćby wspominać w wywiadach czy komunikatach prasowych o mistrzostwie czy Lidze Mistrzów.
Modliłem się, żeby nikt nie wyciągał moich krytycznych wypowiedzi dotyczących Rennes z okresu wakacyjnego. Przepowiadałem, że po odejściu wypożyczonego Petita posypią się w drobny mak, a tymczasem zanotowali lepszy start od mojego misternie budowanego Paris FC.
Jest 1 września, siódma rano. Od kilku minut przeglądam na telefonie informacje. Spałem może ze trzy godziny, bo jeszcze domykaliśmy wypożyczenie naszego młodego snajpera Ba do Chateauroux. Niech się ogrywa i pokaże, że nadaje się na Ligue 1, robiąc demolkę na zapleczu.
Pobiłem rekordy klubu, zarabiając najwięcej w historii na transferach i wydając też ponad znaną do tej pory w Paris FC miarę. Wśród fanów przeważały nastroje negatywne i obawy. Większość nazwisk, które ściągnąłem, nie robiła wrażenia i była stosunkowo mało znana. Dużo mocniej do wyobraźni przemawiały sprzedaże Dembele i Camary. Uspokoić nerwówkę mogłem tylko sparingami.
Koniec drużyny. Witaj przeciętności. W takim tempie to Brucevsky zabierze nas do drugiej ligi. Lektura komentarzy w mediach społecznościowych po sprzedaży Dembele i Camary jednoznacznie wskazywała na kiepskie nastroje wśród fanów. Nie wyglądaliśmy na zespół, który za kilka tygodni miał otworzyć kolejny sezon europejskiej piłki w Superpucharze Europy z FC Barcelona.