Jak 2: Renegade #8: Szybcy i wybuchowi
Sytuacja w Haven City, delikatnie mówiąc, komplikowała się. Jak i ja staliśmy się symbolami oporu wobec barona i iskierką nadziei dla ciemiężonych obywateli. Przychodziło to z całą gamą dodatkowych problemów, których niekoniecznie potrzebowaliśmy w ramach realizacji naszej misji dopadnięcia Praxisa.
Blast Boty
Ruch oporu zbyt mocno dawał się we znaki przywódcy miasta, więc ten sięgał po coraz bardziej wymyślne metody likwidacji problemu. Kiedy wpadliśmy z wizytą do kryjówki buntowników, dwóch Samosów z przejęciem poinformowało nas o nowym zagrożeniu. W stronę siedziby rebelii zmierzały już Blast Boty. To przypominające pająki mechaniczne bestie strzelające laserami, które przenosiły w sobie ogromne ładunki wybuchowe. Jeśli podejdą pod drzwi, zmiotą obiekt i wszystkich w środku z powierzchni planety.
Mieliśmy niewiele czasu i trzy cele do likwidacji. Jak szybko wsiadł za stery pierwszej maszyny i ruszył za wskazaniami radaru. Dwa roboty zmierzały ze strony przemysłowej, tam, gdzie mieściły się chociażby przepompownia i wejście do kanału. Oddaliśmy kilka strzałów z dystansu, ale za moment musieliśmy szybko opuszczać pokład, bo laser rozciął i wysadził nasz środek lokomocji. Jak przytomnie przeanalizował sytuację i dopatrzył się słabości u wroga. Coraz mniej przypominał awanturnika, z którym kiedyś wyruszaliśmy na wyprawę. Był wojakiem, zaprawionym w bojach i potrafiącym zrobić użytek z dostępnych środków i narzędzi.
Skrócił błyskawicznie dystans, uciekając przed laserem, a potem wpakował całą salwę w korpus kroczącego Blast Bota. Charakterystyczne pikanie ostrzegło nas o aktywacji mechanizmu autodestrukcji. Pierwszy z głowy. Zrobiło się jednak trudniej, bo drugi miał już swoją eskortę, a i przybiegli zaalarmowani walką strażnicy.
Peace Maker
Liczyła się szybkość i konkretna siła ognia. Jak nie ociągał się i powitał drugiego Blast Bota Peace Makerem, który otrzymaliśmy w prezencie od Kree. Potem władował w maszynę kilkanaście pocisków z działka obrotowego. Znów pikanie, kolejna eksplozja.
Robiło się wokół nas gorąco, więc przejęliśmy pierwszy lepszy pojazd i ruszyliśmy w stronę siedziby ruchu oporu, do której z innej strony zmierzał już trzeci Blast Bot. Szybki zoomer zniknął w płomieniach, a my niewystarczająco szybko odskoczyliśmy, więc poczuliśmy siłę wybuchu. Jak otrząsnął się i wyeliminował otaczających nas strażników, a potem dobiegł do pająka i wypalił w niego kilkadziesiąt pocisków z działka. Nie kalkulował. Pikanie oznaczało sukces, ale musieliśmy jeszcze błyskawicznie ewakuować się z zasięgu przerażonych wizją kary strażników. Głodni zemsty nie ociągali się z wciskaniem spustu.
Peace Maker, o którym wspomniałem, pomógł nam w tej misji. Kree oddał nam go po wykonaniu kolejnego zlecenia, które podchodziło pod misję samobójczą. Przemytnik i lokalny gangster coś kombinował. Sig zaczął o tym mówić, ale pojawienie się naszego wspólnego zleceniodawcy skutecznie zamknęło mu usta.
Eskorta
Za sprawą Kree znów musieliśmy odwiedzić zatęchłe kanały pod miastem. Tym razem nie sami, a w towarzystwie trzech facetów przysłanych przez grubego właściciela pubu. Uzbrojeni w ładunki wybuchowe posłańcy mieli bezpiecznie dostać się do pomnika Mara, który wcześniej namierzyliśmy. My odpowiadaliśmy za eskortę. Na szczęście nasi przymusowi towarzysze niedoli zachowywali się rozsądnie, byli czujni, a i w sytuacji kryzysowej potrafili się jakoś bronić. Jak nie zamierzał jednak kusić losu i jak tylko dostrzegał Metal Heads, szybko brał je na celownik. Przezorny jest zawsze ubezpieczony czy jak to tam mawiają.
Trudniej zrobiło się tylko raz, kiedy po wysadzeniu jednej z barykad zostaliśmy osaczeni przez dziesiątki Metal Headsów. Schodziły po ścianach, spadały z sufitu i agresywnie nacierały, próbując pozbawić nas życia. Jak znów wykorzystał więc działko obrotowe, które było nad wyraz skuteczne przy czyszczeniu terenu wokół. Mimo to omal nie doszło do tragedii, kiedy jeden przebiegły insekt spadł za naszymi plecami, zaraz obok osłanianych saperów Kree. Zdążyliśmy go wyeliminować, nim zostawiłby coś więcej niż tylko niezbyt estetyczne ugryzienie.
Przy pomniku okazało się, że Kree polecił go wysadzić w powietrze. Jak nie zdążył zareagować i posąg rozleciał się na małe kawałki. Nie łączyło nas wiele z tym miejscem i jego historią, ale jakoś obaj odczuliśmy niechęć do takiego niszczenia zabytków o szczególnej wartości dla mieszkańców miasta. Okazało się, że w środku znajdował się artefakt. Serce Mara. Eskortowani przez nas saperzy zabrali go i podziękowali za ochronę. Nasz wspólny zleceniodawca z pewnością będzie miał powody do zadowolenia.
Daxter wyścigowiec
Mniej do śmiechu zrobiło mu się niedługo później, kiedy zawitaliśmy w progi jego pubu. Właściciel podzielił się z nami swoim planem na szybki i znaczący zysk. Zamierzał ograć na zakładach nieświadomych oszustwa mieszkańców, którzy w decydującym wyścigu mistrzostw obstawiliby swojego bohatera, Jaka. Mój kompan stanowczo odmówił podłożenia się w zawodach. Takie rozstrzygnięcie nie było nam na rękę. Nie po to zaczęliśmy w ogóle się ścigać, by teraz zrezygnować z szansy audiencji u barona tylko po to, by pomóc się obłowić śliskiemu przemytnikowi.
Niespodziewanie na miejscu zjawił się Erol. Dziwnie to wszystko zaczyna się składać. Ulubieniec Praxisa nagle w lokalu Kree, który po cichu pomaga ruchowi oporu? Kierowca wyścigowy zaczął prowokować Jaka. To musiało skończyć się konfrontacją. Pyskówka przerodziła się w szalony wyścig po ulicach miasta. A że Haven City to coś zupełnie innego niż zamknięty tor, szybko zbudowaliśmy sobie przewagę. Dotarliśmy do wyznaczonego punktu przed rywalem, który parę razy stracił trochę czasu na tratowanych cywilach.
Ostatecznie ten konflikt miał rozstrzygnąć się w finałowym wyścigu o mistrzostwo. Na stadionie i przy pełnych trybunach. By wziąć w nim udział, musieliśmy jednak najpierw tam awansować, a do tego potrzebne było wygranie rywalizacji w drugiej klasie. Tak się niefortunnie złożyło, że tuż przed tymi zawodami Jak pokłócił się z Keirą w jej warsztacie i wściekły poszedł się przejść. Nie było czasu go szukać, a za moment zawodnicy mieli ustawić się na linii startu. Podjąłem wyzwanie i zasiadłem za sterami zoomera. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, ale miałem okazję niejeden raz podpatrywać Jaka. Szybkość była moim powołaniem. Udowodniłem to na torze, zostawiając za sobą zaskoczonych konkurentów.
Wystarczyło odpowiednio manewrować przepustnicą, uważać z turbo i nie gnać na złamanie karku. Kto tego nie zrobił, przywalił na przykład w wiadukt, pod którym należało się zmieścić. Odebrałem puchar w imieniu naszej dwójki, otwierając drogę do wyścigu o mistrzostwo.
Pancerz (nie)pancerny
Do konfrontacji z Erolem była jeszcze chwila, a Samos i Vin już zgłaszali się z prośbą o pomoc. Najpierw zajęliśmy się tematem zrzędliwego staruszka, który wysłał nas do opuszczonej części Haven City, gdzie stały ruiny jego chaty. Mieliśmy odzyskać ukryte tam nasiono życia, rzekomo niezbędne do obudzenia mocy u młodszego Samosa. Przy okazji mogliśmy pokierować trochę dwunożnym robotem zdolnym rozwalać ściany i przerzucać ciężkie kamienne bloki.
Łatwo było dać się porwać przyjemności niszczenia, ale szybko zorientowaliśmy się z Jakiem, że jego pancerz nie jest znowu taki pancerny. Metal Heads uzbrojone w karabiny łatwo uszkadzały kadłub, co mogło doprowadzić do poważnej w skutkach eksplozji. Kilkukrotnie opuszczaliśmy więc pojazd, by Jak odpowiedział ogniem na ich zaczepki i utorował drogę do dalszej eksploracji w metalowej zbroi.
Było coś symbolicznego w postawieniu stóp na spróchniałych deskach chaty, w której ponad dwa lata temu zaczęliśmy naszą przygodę. Ile razy musiałem się tu nasprzątać, by zamknąć jadaczkę starego Samosa. Teraz pozostało tylko zabrać lewitujące pod sufitem, błyszczące zielonym kolorem nasiono.
Jajecznica
Vin czekał na nas z kolei w sterowni Haven City. Tradycyjnie zajęty klikaniem i wpatrywaniem się w dziesiątki monitorów. Jak zwykle na granicy przerażenia połączonego z paniką. Miał dwie wiadomości. Dobra była taka, że osłony wokół miasta trzymały się, więc na razie mieszkańcy byli bezpieczni. Gorsza dotyczyła kopalni, gdzie wykryto wiele jaj Metal Heads. Jeśli się wyklują, wrogowie znacznie zyskają na sile i liczebności.
Nie mieliśmy tym razem do dyspozycji stanowiska bojowego z działkiem. Jak zaproponował wyjście alternatywne. Zupełnie przypadkiem nad składowiskiem jaj wisiał ogromny kontener trzymany na haku dźwigu. Wystarczyło zerwać to połączenie, by zrobić jajecznicę. Teleportowaliśmy się na miejsce, by ambitny plan wcielić w życie. Znów oznaczało to konieczność wyciągnięcia odrzutowej deskorolki. Tylko z nią mogliśmy pokonać wielkie rozpadliny, grindując po rurach czy przeskakując po nawet dwóch poruszających się w lewo i prawo platformach. Łatwo było o kosztowny błąd i upadek z wysoka, ale Jak czuł się na tyle pewnie na desce, że i mnie udzielił się jego spokój. Jedynie na koniec, kiedy kontener zrobił już miazgę z jaj, a my znaleźliśmy się na wąskim kawałku metalu wiele metrów nad ziemią zrobiło się trochę bardziej nerwowo. Na szczęście niepotrzebnie, bo kontener zapewnił nam wygodny stopień, z którego mogliśmy bezpiecznie wylądować na nogi, bez obrażeń i siniaków.
—
Jak 2: Renegade to kontynuacja hitowej platformówki Jak & Daxter: The Precursor Legacy, która w dużym stopniu odchodzi od założeń klasycznej platformówki 3D. Zamiast tego dalsza opowieść o losach tytułowych bohaterów zmienia się w sandboksa w mrocznym i nieprzyjaznym świecie, stawiając dużo mocniej na strzelanie i fabułę. Co skrywa Jak 2 i jakiego rodzaju wyzwania oferuje? O tym wszystkim opowiem w kolejnych odcinkach opowiadania z gry. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w Haven City! Dziękuję z góry!
<— Poprzedni odcinek relacji z gry Jak 2: Renegade
Następny odcinek relacji z gry Jak 2: Renegade —>
<— Przeczytaj pierwszy odcinek opowieści z Jak 2: Renegade
< — Przeczytaj opowieść z Jak & Daxter: The Precursor Legacy






