Moja kariera w FM 2016 #120: Pan snajper Diaw
Przedsezonowe ambicje musiałem chować po kieszeniach, bo po kiepskim starcie Paris FC wstyd było choćby wspominać w wywiadach czy komunikatach prasowych o mistrzostwie czy Lidze Mistrzów.
Przedsezonowe ambicje musiałem chować po kieszeniach, bo po kiepskim starcie Paris FC wstyd było choćby wspominać w wywiadach czy komunikatach prasowych o mistrzostwie czy Lidze Mistrzów.
Czas uciekał błyskawicznie. Policja musiała dostać cynk, że widziano mnie w Kamurocho, bo ulice z każdą godziną zapełniały się kolejnymi funkcjonariuszami. Niemal całkowicie przeniosłem się już do podziemi i na dachy, by unikać zatłoczonych ulic, gdzie jestem łatwym celem. Nieocenionym sojusznikiem w tej chwili stał się Kido, który nie tylko służył radą, ale też zaproponował, bym na kilka godzin zatrzymał się w jego kryjówce.
Modliłem się, żeby nikt nie wyciągał moich krytycznych wypowiedzi dotyczących Rennes z okresu wakacyjnego. Przepowiadałem, że po odejściu wypożyczonego Petita posypią się w drobny mak, a tymczasem zanotowali lepszy start od mojego misternie budowanego Paris FC.
Sytuacja Raymana nie była do pozazdroszczenia. Uwięziony przez szalone kórliki i nieustannie pilnowany przez ich masywnego pobratymca, wieczory spędzał samotnie w obskurnej celi, a za dnia był przymuszany do gry w coraz dziwniejszych filmach. Stał się trybikiem w machinie zwanej przez niektórych Kórlikowood.
Działanie po omacku jest irytujące, zwłaszcza, gdy goni cię czas. Gdy już myślałem, że prędzej sam wpadnę w ręce glin, niż namierzę Kage’a, uśmiechnęło się do mnie szczęście. Trochę błąkałem się bez celu, ryzykując złapanie, ale opłaciło się to. Trafiłem na grupę budowlańców, którzy głośno komentowali dziwne odgłosy dochodzące z kanałów w okolicach placu zabaw na północy Kamurocho. Jeden z nich znał nawet Kage’a,...
Jest 1 września, siódma rano. Od kilku minut przeglądam na telefonie informacje. Spałem może ze trzy godziny, bo jeszcze domykaliśmy wypożyczenie naszego młodego snajpera Ba do Chateauroux. Niech się ogrywa i pokaże, że nadaje się na Ligue 1, robiąc demolkę na zapleczu.
To był zwyczajny, spokojny dzień. Słońce delikatnie otulało promieniami słońca rośliny i zwierzęta, radośnie spoglądając w stronę bawiących się na pikniku przyjaciół. Lekki wiaterek muskał liście i kwiaty, wprawiając zieloną łąkę w przepiękny taniec. Rayman i małe globoksy nie mogli przewidzieć, że ta sielanka potrwa tylko chwilę. Nagle pojawiły się chmury, zerwał się mocniejszy wiatr, a wokół wyrosły przedziwne kórliki o mało inteligentnym wyrazie...
Taiga Saejima trafił do tajnej placówki penitencjarnej, gdzie miał zostać po cichu usunięty z tego świata. Wraz z nim w zapomnienie odejść miała historia zamachu z 1985 roku. Więzień miał jednak inne plany.
Pobiłem rekordy klubu, zarabiając najwięcej w historii na transferach i wydając też ponad znaną do tej pory w Paris FC miarę. Wśród fanów przeważały nastroje negatywne i obawy. Większość nazwisk, które ściągnąłem, nie robiła wrażenia i była stosunkowo mało znana. Dużo mocniej do wyobraźni przemawiały sprzedaże Dembele i Camary. Uspokoić nerwówkę mogłem tylko sparingami.
Od mojego ostatniego wpisu w pamiętniku minęło kilka dni. Sporo się wydarzyło. Nawet nie u mnie, a u Shuna. Ja korzystałem z atrakcji Kamurocho, między innymi jedynego w swoim rodzaju masażu, a także omal nie umarłem z przerażenia w lokalu pełnym transwestytów. Tymczasem mój, chyba mogę już to napisać, dobry znajomy, Shun Akiyama musiał stawić czoła serii naprawdę poważnych problemów.