Otagowano: Football Manager
Jakim cudem udało się mi wyciągnąć takiego piłkarza za darmo z klubu Primera Division? – zastanawiałem się w myślach, uśmiechając się szelmowsko, gdy piłkarze Sportingu ustawiali znowu piłkę na środku boiska Stade Chariety. Paris FC po 26 minutach prowadziło już 2:0 i było jedną nogą w fazie grupowej Ligi Mistrzów.
Mogłem stać właśnie przy linii bocznej San Siro lub Old Trafford, ale w losowaniu miałem szczęście i trafiłem na bilet na Estádio José Alvalade. Sporting był według dziennikarzy, ekspertów i bukmacherów faworytem naszego dwumeczu. Miał w kadrze mnóstwo młodych gwiazdek, o które zabiega pół kontynentu, zawodników bardziej ogranych w rozgrywkach międzynarodowych i trenera o większym doświadczeniu.
Dzięki nowym umowom sponsorskim, wpływom z transmisji telewizyjnych, sprzedaży koszulek i karnetów budżet Paris FC szybko i systematycznie rósł. Trochę go naruszałem, przygotowując kadrę na walkę w kolejnych rozgrywkach, ale też nie rozbijałem banku na wielomilionowe zakupy.
Współczynnik Paris FC wyglądał słabo. Jako debiutant w europejskich pucharach nie mogliśmy przecież spodziewać się niczego więcej. Problem w tym, że trzecie miejsce w Ligue 1 zmuszało nas do występu w barażach o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów.
Rozczarowujący od początku rozgrywek Marcos Legaz przypomniał sobie, jak zdobywa się bramki w idealnym momencie. Dzięki jego sześciu golom w dwóch meczach, dopisaliśmy sobie na konto potrzebne sześć oczek i tylko umocniliśmy się na trzecim miejscu w tabeli. Hiszpan w ostatniej chwili zaczął ratować swoją skórę przed pewnym miejscem na liście transferowej.
Na osiem kolejek przed końcem rozgrywek Paris FC nadal zajmowało miejsce na podium Ligue 1. Kibice mocno zaciskali kciuki, a zarząd chyba na swoich zebraniach odmawiał modlitwy, by prowadzonej przeze mnie ekipie nie zabrakło pary na finiszu rozgrywek.
Początek 2020 roku przyniósł mini-maraton ważnych spotkań, w których Paris FC przyszło mierzyć się z konkurentami z czołówki Ligue 1 oraz toczyć boje o awans do kolejnej rundy Pucharu Francji. Szczęśliwie moi podopieczni trafili akurat z formą.
Ze smutkiem przyjąłem od zdenerwowanego Fabio Foglii wniosek o wystawienie na listę transferową. Włoch nie grał w tym sezonie niemal w ogóle, przegrywając rywalizację z liczną konkurencją na skrzydłach. Miał prawo być z tego powodu wściekły, bo w okresie przygotowawczym prezentował się świetnie i w niemal każdym sparingu notował bramki lub asysty.
Nie jest mi po drodze z Pucharem Ligi. Odkąd Paris FC nie jest w nim uznawane za outsidera, zawodzi. Tym razem też przyszło mi przełykać gorzką pigułkę po pechowej porażce już w trzeciej rundzie. Znowu zabrakło przede wszystkim szczęścia.
Wyjazdowe zwycięstwo 3:2 nad Marsylią było potwierdzeniem niezłej dyspozycji Paris FC na starcie sezonu. Po ośmiu kolejkach mój zespół utrzymywał się w czołówce, zaskakując dziennikarzy, którzy przecież wróżyli mu walkę o utrzymanie.