Dissidia: Final Fantasy #1

Blog Dissidia

Gdzie jesteśmy? – zapytał Brucevsky, z uwagą przyglądając się lekko zamglonej okolicy i ciągnącej się aż po horyzont pustej przestrzeni przed oczami. W Ostatniej Fantazji – odparła Cosmos, a jej ciepły i kojący głos brzmiał tak, że z miejsca rozpędzał wszystkie trwogi w sercu. Co się teraz stanie? – mężczyzna spojrzał w jej stronę, uśmiechając się. Teraz poznasz historię, którą niektórzy znają jako Dissidia – odparła bogini, chwytając go za rękę.

Pionki na szachownicy

Targany toczącym się od lat w jego sercu konfliktem, Cecil wiedział tylko tyle, że musi zdobyć kryształ. To był jedyny sposób, żeby pokonać boga Chaosu, który zamierzał utopić wszystko w wiecznej ciemności. Nie mógł jednak skupić się na zleconym przez boginię światła, Cosmos, zadaniu. Jego duszę zaprzątała inna, zdawałoby się dużo bardziej przyziemna, kwestia. Niepokoił się o brata, Golbeza, który teraz stał po drugiej stronie barykady w odwiecznym konflikcie światła i ciemności. Podskórnie czuł, że to nie jest miejsce dla jego krewnego i obaj zdają sobie z tego sprawę. Nie mógł jednak tak po prostu mu zaufać, a tym bardziej zostawić teraz kompanów, z którymi od paru dni wędrował.

– Jestem trochę zagubiony, Cosmos – powiedział z pewną dozą smutku w głosie Brucevsky, którzy przyglądał się wydarzeniom ledwie od kilkudziesięciu minut. Te wszystkie kryształy, ten konflikt. Czuję, że omija mnie wiele szczegółów.

– Wszystko w swoim czasie. Na razie obserwuj i słuchaj, a resztę zrobi już twoje serce, układając elementy w całość – odparła bogini.

Cecil i Final Fantasy IV

– Cecil. Jak przez mgłę pamiętam jego przygodę, którą poznawałem lata temu na PS1. Choć historia od pierwszych chwil potrafiła zaciekawić, a miejscami zapierała dech w piersiach, z niewiadomych przyczyn, które dzisiaj już umknęły mej pamięci, nie poznałem jej do końca. Nie mógłbym jednak zapomnieć bohatera, który przeszedł tak znaczącą przemianę i był tak ludzki.

– W świecie Dissidii poznasz wiele znajomych ci postaci, które być może miałeś już okazję spotkać wcześniej. O wielu z nich dzisiaj niesłusznie historia już zapomniała, pozwalając im zaginąć w odmętach rozpikselowanej przeszłości – wyjaśniła Cosmos.

Jak pokazały następne godziny, żadne z jej słów nie było na wyrost.

Wojna bogów

Odwieczna walka światła i ciemności. Dobra i zła. Bogowie Cosmos i Chaos toczyli ją od niepamiętnych czasów, korzystając ze wsparcia wiernych sobie wojowników. Cykl nieustannie się powtarzał, a szale na wadze choć ruszały się, nigdy nie przechyliły się wystarczająco mocno w jednym kierunku. Aż do teraz. Chaos osiągnął przewagę i stanął przed szansą pogrążenia wszechświata w mroku na wieki. Zdająca sobie sprawę z powagi sytuacji Cosmos poleciła dziesięciu wojownikom znalezienie kryształów, które pomogą zatrzymać to, co wydaje się nieuniknione. Bohaterowie Final Fantasy, którzy w minionych latach uratowali już swoje światy, teraz stawali przed zadaniem najtrudniejszym z wszystkich. Musieli pokonać własne słabości i odnaleźć zagubione motywacje, których uosobieniem były własnie magiczne kryształy.

– Z bólem serca, żalem i wstydem przyznaję, że znam zaledwie połowę z tych śmiałków. Cloud, Squall, Cecil, Zidane i Tidus towarzyszyli mi przed laty w długich podróżach, podczas których przeżyłem niezliczone przygody. Dostrzegam jednak w nich pewne zmiany – zauważył Brucevsky.

– W przeszłości, choć odgrywali pierwszoplanowane role w swoich uniwersach, nie zawsze mogli pokazać swoje prawdziwe oblicza. Tutaj poznasz ich skrywane sekrety i cechy, o których istnieniu być może nie miałeś pojęcia – odpowiedziała Cosmos.

W poszukiwaniu kryształów

– Z wielką chęcią, bo każdego z tych herosów darzę wielką sympatią. Może przed laty nie z każdym się blisko zaprzyjaźniłem, a niektórzy potrafili mnie nawet irytować, ale być może teraz będę mógł ich lepiej zrozumieć. Cieszę się też na myśl, że poznam Firiona, Terrę, Bartza, Cebulowego Rycerza i Wojownika Światła. Może po tym wszystkim znajdę w sobie w końcu wystarczająco motywacji, by dowiedzieć się też więcej o ich indywidualnych historiach, z których wiele liczy już po kilkanaście lat.

Tidus vs Jecht

Dziesięciu śmiałków wyruszyło w drogę, by zmierzyć się z własnymi słabościami i knującymi przeciwnikami. Rycerze Chaosu tylko czekali na ich potknięcia. Kolejne wątki splatały się i przecinały, uniemożliwiając dostrzeżenie klarownego obrazu konfliktu i poznania szczegółów odwiecznej rywalizacji dobra ze złem. Brucevsky przyglądał się temu jednak z uwagą, bo z każdą kolejną godziną historia wciągała go coraz bardziej, okazując się czymś więcej niż tylko opowiastką o znanych herosach sprzed lat.

Dissidia: Final Fantasy to nietypowe połączenie bijatyki i gry RPG, w której główne role odgrywają bohaterowie z dziesięciu pierwszych odsłon słynnej sagi, a także ich najważniejsi przeciwnicy. Tytuł opowiada o odwiecznym konflikcie dwóch bóstw, w które wspomniani herosi i antagoniści zostali wplątani. Nie jest to jednak tylko ukłon w stronę fanów, którzy tęsknili za Cloudem, Squallem czy Terrą – to całkiem sensownie przemyślana produkcja na dziesiątki godzin, którą postanowiłem sprawdzić w ramach budowania hype’u przed premierą Final Fantasy 7 Remake.

Dalszy ciąg fabuły Dissidia: Final Fantasy —->

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.