Abyss Odyssey #2: Verbum Dei i inne koszmary

Abyss Odyssey_blog

Sen miał być moją kryjówką. Prywatnym sanktuarium, gdzie odpocznę i zapomnę o wszystkim tym, co sprawiało mi ból lub napawało trwogą. Sen czarnoksiężnika nigdy nie należy jednak tylko do niego. Ma zdolność materializowania się i wpływania na realny świat, który musi zmierzyć się z najmroczniejszymi, najbardziej obrzydliwymi i przerażającymi wytworami umysłu.

Mnich z umęczonych dusz

Pierwsze wejście do podziemi otworzyło się w Santa Lucia. Stamtąd wypełzły pierwsze monstra znane do tej pory z legend. Niedługo później kolejna dziura prowadząca do otchłani pojawiła się w Pocuro, a potem jeszcze jedna w kościele w Sacramentinos, wywołując po równi oburzenie i strach kapłanów. Wojska szybko utraciły kontrolę nad sytuacją. Żołnierze, strażacy i ochotnicy strzegli wyjść, a co odważniejsi, szukający sławy lub bogactw, wyruszali nawet na dół, by tam dokonać żywota.

Ghost Monk Abyss Odyssey

Śniłem i widziałem to wszystko. Mężczyzn tracących życie w głupi sposób. Przegrywających w pojedynkach z silniejszymi od nich bestiami. Ginących w głębokich rozpadlinach, do których wepchnęły ich atakujące znienacka pnącza. Przebitych przez stalaktyty spadające ze skał nad głową lub rozciętych przez makabryczny wynalazek w rodzaju piły tarczowej poruszającej się po wyznaczonej trasie w wąskim przesmyku. Odeszło ich tak wielu. Liczba dusz, które nie zrealizowały swojego celu, nie zaspokoiły pragnienia, urosła do takich rozmiarów, że zmaterializowała się w postaci mnicha. I ten właśnie śmiałek niepokoił mnie najbardziej. Raz po raz ponawiał swoją podróż na dół, by dotrzeć do mnie i zbudzić mnie z trwającego już długo snu.

Zakapturzony wojownik nie był szybki i zręczny. Jego siła była za to nieporównywalnie większa od tej typowych śmiertelników. Potężnym mieczem obosiecznym rozcinał powietrze, jakby to była zabawa. Posługiwał się nim z wielką wprawą, zaskakując nawet wrogów czających się za jego plecami. Potrafił wykrzesać w dłoniach ognik, który posyłał przed siebie niczym odbitą od podłoża bombę. Kiedy trzeba doskakiwał do oddalonych na większym dystansie wrogów w mgnieniu oka, tnąc od razu przestrzeń.

Monstrualne powłoki

Żadna z tych umiejętności i mocy nie mogła jednak równać się z tą pozwalającą mu skumulować całą zebraną energię magiczną, by wykreować wir zdolny wessać duszę dowolnego napotkanego monstrum. Materializujące się z moich koszmarów bestie, które czekały i przygotowywały pułapki w różnych sekcjach utkanego ze wspomnień i przeżyć labiryntu, nagle stały się potencjalnym celem śmiałka. Każda z nich mogła przynieść mnichowi zgubę i zastopować jego postęp. Równie dobrze mogły jednak stracić nad sobą kontrolę, by zostać niespodziewanym sojusznikiem, dzięki któremu mnich dotrze niżej w otchłań. Bliżej mnie i mojego schronienia.

Abyss Odyssey Monk Run

Żądny zemsty i nauczony doświadczeniami wszystkich dusz, które skumulowały się w zniszczonym, brązowym habicie, nie przebierał w możliwościach. Brał to, co przyniósł mu los. Był świadom swojej nieśmiertelności i faktu, że kolejna porażka cofnie go najwyżej na powierzchnię. Nieustępliwy i odporny na ból. Zdawał się być niczym przeznaczenie, przed którym nie zdołam uciec.

Jednego razu przejmował postać szybkiego szkieleta, by szatkować wszystko na swojej drodze. Innym stawał się mozolnie przedzierającym się ku kolejnym zejściom niżej golemem z kamienia lub drewna, którego ataki są może powolne, ale wgniatają wszystko w ziemię i miażdżą na proszek. Zwykłych śmiertelników mogły przerażać Voladory, Cahamueto, wiedźmy czy towarzysze powracający z umarłych jako ożywieńcy. Dla niego była to tylko kolejna przeszkoda i potencjalna dodatkowa powłoka do użycia podczas podróży na dół.

Istoty z koszmarów

Umysł czarnoksiężnika dostrzega wyzwania i zagrożenia bez większych trudności. Nawet we śnie angażuje się na tyle, by potrafić się z nimi uporać. Kiedy zrozumiałem, że mnich nie ustąpi, musiałem upewnić się, by napotkał na swojej drodze wystarczająco silnych i groźnych przeciwników. Kogoś, kogo nie pokona ani w pojedynkę, ani z przejętą duszą potwora, ani nawet jako osłabione echo w ciele rzucającego się na ratunek żołnierza lub strażaka. W tym właśnie celu wytworzyłem mroczne odpowiedniki śmiałków schodzących do podziemi, a także bestie bez wątpienia należące do panteonu największych bluźnierstw wobec wiary. Demoniczna Kaitren, mroczny mnich czy nawet koszmarna wersja wodnej bogini Pincoyi skutecznie odprawiały wojowników schodzących w moją otchłań, a wielokrotnie powiedziały też „stop” samemu mnichowi. Zwłaszcza wytworzona z koszmarów Pincoya radziła sobie z nim szczególnie dobrze, dzięki swojej szybkości i zasięgowi swojej włóczni.

Abyss Odyssey Verbum Dei

A jeśli nawet i oni zawodzili, polegałem na najwyższym bóstwie. Tym, do którego modlili się często przerażeni mieszkańcy. Istota nazwana przez mnie Verbum Dei przypominała może człowieka, ale w żadnym stopniu nim nie była. Ożywiała największe obawy ludzi. Ich apokaliptyczne wizje oraz przypuszczenia. Siwobrody sędzia z oczami płonącymi żywym ogniem, nad którego głową unosiło się wiele koron. Gigant o wielkim mieczu, którego szaty zanurzone były we krwi grzeszników. Pan, który zabijał bez litości, a w razie potrzeby przyzywał bladego konia, by ten stratował nieprzygotowane na szarżę ofiary. Mój strażnik, na którym przez wiele dni głębokiego snu mogłem polegać.

Labirynt korytarzy i pomieszczeń miał jednak tę przypadłość, że każdy schodzący do otchłani mógł, ale też nie musiał, natrafić na określone wyzwania. Łut szczęścia decydował o sposobie i czasie śmierci wielu śmiałków. Niektórzy mogli sprawdzić swoje męstwo z największymi z moich koszmarów. Inni ginęli marnie na prozaicznych przeszkodach. Umierali samotnie, w ciszy i bólu wyrzutów sumienia pośród gęstwiny zielonych roślin czy lodowych skał jaskiń. Otaczała ich pustka i cisza. Coś, co szczególnie ukochałem i pielęgnowałem w swoich snach…

Abyss Odyssey to gra akcji stworzona przez słynące z artystycznych projektów i odważnych pomysłów chilijskie studio ACE Team. To produkcja będąca z pozoru rogalikiem, ale wplatająca w znane schematy elementy platformówki i bijatyki, a przy tym całość podlewająca oryginalną stylistyką i mitologią Chile. Jakie koszmary ożywił swoimi snami czarnoksiężnik i co można napotkać podczas podróży do piekieł? Zapraszam na wspólną wyprawę w serii opowiadań na bazie Abyss Odyssey!

Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która napędzi nowe dziwne i szalone zakupy growe! Dzięki z góry!

<— Pierwszy odcinek opowieści z Abyss Odyssey

Następny odcinek opowieści z gry Abyss Odyssey —>

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.