Headhunter: Redemption #4: Reaktor

Headhunter Redemption blog

Leeza od kilkudziesięciu minut próbowała dostać się do reaktora, by zatrzymać proces stopienia rdzenia. Przemierzała korytarze i pomieszczenia, aktywując kolejne zablokowane przez terrorystów wejścia. Na każdym kroku mierzyła się ze zbirami, które miały jedno, konkretne polecenie. Zabić każdego, kto postawi tu stopę i spróbuje pokrzyżować plan.

Prawdziwy arsenał

W pewnym momencie dziewczyna natknęła się na kilka skrzyń z bronią, amunicją, a nawet ładunkami wybuchowymi. Na boku metalowego pojemnika widniał napis „produkcja”, który wskazywał sektor, skąd zostały przywiezione. Zadzwoniła do Jacka, by opowiedzieć mu o swoim odkryciu.

– Wyglądają, jakby szykowali się na wojnę – stwierdziła.  

– Nie będą musieli, jeśli uda im się wysadzić reaktor – zauważył przytomnie doświadczony funkcjonariusz.

Leeza rzeczywiście nie miała czasu na pogaduszki. Przyłożyła dłoń do kolejnego panelu informacyjnego i pobrała informację na system IRIS. Dalszą drogę przecinały silne wyładowania elektryczne pochodzące z kondensatorów. Jeśli chciała je wyłączyć, musiała uporać się z dystrybutorami mocy na dziedzińcu.

Skomplikowane instalacje

Wróciła na otwartą przestrzeń i rozpoczęła poszukiwania. Namierzenie urządzeń nie było proste. Musiała zdać się na swój instynkt, bo ich lokalizacja nie była oznaczona na żadnym planie czy mapie. Inżynierowie, którzy projektowali system, założyli, że powinny znajdować się w zamkniętej przestrzeni, odpowiednio osłonięte przed czynnikami zewnętrznymi, które mogły wpłynąć na ich działanie. To była dla niej pewna wskazówka. Podążając śladem dużych wiatraków, które dostarczały świeże powietrze potrzebne do wentylacji urządzeń, ustaliła ich lokalizacje. Zdobyte chwilę wcześniej ładunki wybuchowe okazały się bardzo przydatne, zarówno do niszczenia wiatraków, jak również samych dystrybutorów mocy. Bez nich miałaby kolejny problem do rozwiązania, a te tylko odbierały jej i tak już deficytowy czas.

Kiedy system awaryjnie odciął moc i kondensatory umilkły, zjechała na dół windą i szybko pokonała zablokowany do tej pory korytarz. Znalazła się w maszynowni, kolejnym pomieszczeniu, które wymagało od niej uważnej obserwacji. Aktywując niewielkie przełączniki, mogła kierować przepływem pary przez rurociągi, odblokowując sobie dojścia do kolejnych paneli kontrolnych. Wiszące na ścianach plany, rozpisujące działanie układu z czytelnym oznaczeniem wylotów pary i przełączników, okazały się bardzo pomocne. Zdołała utorować sobie drogę do drzwi stacji monitorującej, nie blokując się na dłużej. Mogła już na własne oczy zobaczyć pracujący kilka metrów niżej reaktor. Pomarańczowa poświata, która roztaczała się wokół niego, nie zwiastowała niczego dobrego.

Na granicy wybuchu

Ruszyła schodami na dół, eliminując kolejnych strażników, którym przypadło patrolowanie tego terenu. Za następnymi drzwiami natrafiła na szeroki korytarz wypełniony systemami indukcyjnymi. Niebieska poświata wypełniała pomieszczenie, które zdradliwie błyszczało, jakby kusząc nieświadomych zagrożenia odwiedzających. Wiązki energii tańczyły i krążyły w regularnym rytmie, jakby przeskakiwały pomiędzy kolejnymi żebrami. Musiała właściwie wymierzyć kroki i w odpowiednich momentach zrobić ruch, by uniknąć porażenia.

Wreszcie dotarła do reaktora. System IRIS błyskawicznie wyświetlił komunikat alarmowy. „Przeładowanie reaktora nastąpi wkrótce. Unieś konwertery mocy, by ustabilizować jądro”. Rozejrzała się pobieżnie, czy nie czeka na nią żaden komitet powitalny i ruszyła przed siebie. Jak tylko postawiła stopę na białoszarej podłodze okalającej generator reaktora, z drugiej strony pojawiły się zbiry z karabinami i pistoletami. Była na otwartej przestrzeni, więc postanowiła szybko dopaść do jednego z kontenerów ustawionych koło mechanizmu aktywującego konwertery. Dawał jej potrzebną osłonę przed pociskami.

Jak tylko wyeliminowała wrogów, nie tracąc czasu, chwyciła najbliższą wajchę i zaczęła machać nią w przód i w tył, stopniowo unosząc pierwszy z konwerterów. Znalazł się na odpowiedniej wysokości, ale po chwili opadł. Zajęło jej chwilę, by uświadomić sobie, że przewodniki prowadzące od reaktora zostały przestawione. Na środku dużego pomieszczenia znalazła panel i aktywowała go. Mechanizm obrócił się o kilkadziesiąt stopni. Połączenie znowu stało się możliwe.

Sytuacja opanowana

Leeza podbiegła do wajchy i rytmicznymi ruchami uniosła konwerter, który podłączył się do systemu. Jak tylko metalowe elementy zwarły się ze sobą, za jej plecami pojawili się terroryści. Nie miała zbyt wiele możliwości, więc skorzystała ze skromnej osłony, by wystrzelać napastników. Miała szczęście, że nie byli zbyt dobrze wyszkoleni i nie stosowali żadnych manewrów taktycznych. Ich przewaga liczebna nic nie znaczyła, kiedy tak stali na otwartej przestrzeni, próbując tylko wyglądać groźnie.

Po zwycięskiej strzelaninie Leeza powtórzyła zabieg z kolejnym konwerterem. Znów przybyli bandyci i znów ich pokonała. Potem trzeci element. Przestępcy niewiele mogli zrobić, by powstrzymać młodą łowczynię. Reaktor został ustabilizowany.

– Rozsiądź się wygodnie Jack, sytuacja opanowana. Reaktor ustabilizowany, a miasto może cieszyć się stałym dopływem energii. Może jednak jestem materiałem na porządną obywatelkę – zakomunikowała przez radio dumna z siebie Leeza.

– Dobra robota. A teraz wynoś się stamtąd zanim coś spieprzysz – odparł Wade.

– Spokojnie, prawie usłyszałam komplement – skwitowała i ruszyła do odblokowanego wejścia do korytarza awaryjnego. Wyeliminowała kilku kolejnych zbirów i dostała się na górę. Jak tylko znalazła się na powierzchni, znów zadzwoniła do starego funkcjonariusza.

Różnica zdań

– To jaki jest nasz następny ruch? – zapytała.

– Teraz to chcę mieć Twój tyłek w miejscu, gdzie mogę go widzieć – odparł Jack, który obawiał się, że szczęście dziewczyny niedługo się wyczerpie.

– To zrozumiałe, ale co z Opozycją? Z tym arsenałem, który mają w kolonii produkcyjnej?

– To Ciebie nie dotyczy.

– Chyba żartujesz. Przecież naszą misją nie było tylko rozwiązanie problemów z reaktorem, ale znalezienie Che.

– Nie Twój problem, zapomnij o Che.

– Nie mogę tego zrobić – odparła, chowając się szybko za niewielkim kontenerem. Okazało się, że kilka metrów od niej stała właśnie Che i rozmawiała z dwoma swoimi podwładnymi.

Leeza nie należała do osób, które za długo planują. Wolała działać. Wyskoczyła więc z kryjówki, wymierzyła broń w cele i krzyknęła, by cała trójka uniosła ręce w górę. Che nie wyglądała na przejętą. Nazwała ją dzieckiem z bronią i aż nie dowierzała, że to właśnie niepozorna dziewczyna sprawia tyle problemów jej ludziom.

Liderka Che

– Jak myślisz, co się stanie, kiedy mnie zastrzelisz? – zapytała, a jej głos brzmiał pewnie i konfrontacyjnie.

– Zakładam, że Twoi koledzy-hokeiści mnie załatwią – odparła Leeza.

– Tak, ale najpierw będą cię torturować przez tydzień. A wiesz dlaczego? Bo jestem Che. Bo rządzę nimi twardą ręką, ale mnie kochają. Jestem kobietą, ale noszę więcej wojennych blizn niż którykolwiek z nich. Siostra dla moich żołnierzy. Matka dla moich ludzi… – wyliczała liderka terrorystów.

– Daj już sobie spokój – skomentowała zmęczona tym monologiem funkcjonariuszka.

– Desabrido menina. Masz szczęście, że nie mam czasu, by sprać ci tyłek. Te reaktory to była drobnostka. Mam inną robotę do zrobienia. Z „Mężczyzną, który chodzi z maszynami” zamierzam poprowadzić ludzi do upragnionej wolności – zadeklarowała.

Leeza szybko połączyła kropki. Projekt Ikar. Zapytała o to, licząc na uzyskanie odpowiedzi. Che zainteresowała się, ile może wiedzieć przedstawicielka prawa z Above. Poleciła swojemu podopiecznemu o imieniu Fernando, by wydobył odpowiedzi, a potem odebrał swoje trofeum. Miały nim być uszy Leezy.

Jack-Hammer

Sytuacja wygląda równie nieciekawie, co jakiś czas temu podczas pierwszej misji, jeszcze w Above. Tam też naprzeciw niej stał ktoś uzbrojony w potężną rakietnicę. Tym razem jednak nie miała za bardzo możliwości pobawić się z Fernando w kotka i myszkę. Wychyliła się i oddała kilka strzałów z pistoletu w szczelnie okuty kamizelką korpus. Wysłannik Che jakby w ogóle nie poczuł pocisków, bo natychmiast odpowiedział strzałem, który z kolei zauważalnie zranił Leezę. Dłuższa wymiana ognia mogłaby skończyć się poważniejszymi obrażeniami, więc dziewczyna schowała broń do kabury. Po chwili wyciągnęła coś, co stróże prawa trzymają na czarną godzinę i podobne sytuacje.

Jack-Hammer przypominał rewolwer. Fernando mógł być wytrzymały i całkiem odporny na ból, ale ładowane do niego pociski powaliłyby słonia. Nawet dobrze opancerzony mężczyzna nie miał więc zbyt wiele do powiedzenia, kiedy pierwsze naboje uderzyły go w ciało. Padł po kilku celnych uderzeniach w korpus. Leeza mogła ruszyć dalej. Prosto w tajemniczą sieć tuneli prowadzących do sekcji produkcyjnej…

Headhunter: Redemption to gra action-adventure z 2004 i jednocześnie kontynuacja ciepło przyjętego Headhuntera, który ukazał się oryginalnie na Dreamcaście. Produkcja ponownie przenosi graczy do dystopijnego świata przyszłości, by opowiedzieć historię powracającego łowcy głów Jacka Wade’a oraz jego nowej pomocniczki Leezy X. Czy sequel gry, którą wybrałem na najlepszy tytuł ogrywany w 2025 roku dowozi? Jaką historię tym razem opowiadają twórcy? O tym wszystkim przekonasz się z kolejnych wpisów. Opowiadanie z gry Headhunter: Redemption tylko w Gralingradzie!

<—- Trzeci odcinek opowiadania z Headhunter: Redemption

<— Sprawdź opowiadanie z gry Headhunter

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.