Jak 2: Renegade #11-ost: Na czas
Wiadomość od Keiry była potrzebnym impulsem, który tchnął w nas trochę energii. W obliczu inwazji Metal Heads, wobec ostatnich wydarzeń, mieliśmy prawo czuć się nieco bezsilni. Los najwyraźniej doszedł do wniosku, że nasza bohaterskość wymaga ostrej i bezpardonowej weryfikacji. Kto miał ją udźwignąć, jeśli nie my?
Eskorta pod stadionem
Rift Rider był niemal gotowy. Brakowało tylko jednego artefaktu, by uruchomić go i wyruszyć z powrotem do domu, który opuściliśmy dobre dwa lata temu. Sęk w tym, że ten jakże potrzebny nam przedmiot znajdował się w pieczarze, w której krył się lider Metal Heads. Próżno było szukać sojuszników, którzy mogliby nam pomóc w ataku na twierdzę wroga. Mimo to musieliśmy spróbować. Najpierw jednak trzeba było wymyślić, jak przetransportować dość ciężki i niemobilny pojazd we właściwe miejsce.
Wyrobione kontakty zaczęły się spłacać. Brutter postanowił odwdzięczyć się za pomoc okazaną kilkukrotnie lurkerom. Przysłał nam pod stadion latający pojazd balonowy. Może prosty, może niezbyt wygodny, ale wystarczający do transportu Rift Ridera. Potrzebowaliśmy tylko załadować go na pokład, w czym pomóc miało dwóch Samosów. Używając swoich zielonych mocy mogli podnieść sanie do góry i przenieść we wskazane miejsce. To jednak oznaczało, że będą przez kilka chwil bezbronni, co w mieście opanowanym przez Metal Heads oznaczało duże problemy.
Dotarliśmy pod stadion. Jak wyciągnął karabin i przygotował się do eskortowania mędrców. W kilka chwil wokół nas zaroiło się od wrogich istot. Szybkich skorpionów, agresywnych psów i innych bestii z obcej nacji. Jak postanowił posiłkować się radarem, by skutecznie monitorować teraz wokół nas. Tylko w ten sposób mógł zorientować się, jak wiele bestii próbuje nas zajść zza pleców, a jak wiele flankuje naszą pozycję. W ten sposób był zawsze dobrze przygotowany i reagował wystarczająco szybko. No może prawie wystarczająco szybko, bo parokrotnie któregoś Samosa ktoś lekko ukąsił. Na szczęście pojedyncze ugryzienia nie były jeszcze fatalne.
Czas na zdrady
Załadowany pojazd poszybował w górę z Keirą, Samosami i małym chłopcem na pokładzie. Byłem wściekły, że nie polecieliśmy z nimi, unikając niepotrzebnych konfrontacji i niebezpieczeństw. Jak miał jednak ku temu powody. Musieliśmy udać się na teren prac budowlanych w jednym z centralnych punktów miasta, gdzie pod nosem obywateli Praxis budował bombę zdolną teoretycznie zmieść Metal Heads z powierzchni ziemi.
Gdy tak na to uczciwie spojrzeć, jego plan nie był znowu taki najgorszy. Miał jednak, mimo wszystko, też sporo minusów, by wspomnieć o całkowitej dewastacji świata jako skutku ubocznym. Pospieszyliśmy więc we wskazane miejsce, nie mogąc się doczekać konfrontacji. Zamknięcia sprawy. Zemsty, której tak pragnął Jak.
Baron szedł w towarzystwie tylko trzech strażników. Mogliśmy liczyć na osobistą audiencję i rozmowę raczej w cztery oczy. Wyskoczyliśmy z podestu na piach, a w tym samym momencie obok nas wylądował Kor. W naszej opowieści o bohaterach i wielkich czynach przyszedł czas na zwrot akcji. Siwobrody starzec chodzący o lasce okazał się jedynie sprytnym kamuflażem. Maską, za którą krył się lider Metal Heads we własnej osobie. Wrogi przywódca manipulował przez cały ten czas nami i ruchem oporu, by utrudniać Praxisowi obronę miasta.
Pozbawiony zemsty
Skutecznie nas omamił. Wykorzystał w swojej rozgrywce z baronem. Pozbawiony wsparcia zaufanych żołnierzy i jakiegokolwiek robotycznego kombinezonu, w którym mógłby się skryć, zarządca Haven City ruszył ku najważniejszemu z Metal Heads z ostatnią, desperacką szarżą. Był bez szans. Odepchnięty z wielką siłą, wylądował pod gruzowiskiem. Wściekły lider obcej nacji, już w swojej prawdziwej postaci ważki z wielką szczęką i czworgiem oczu, odleciał. Zapowiedział jeszcze tylko, że odnajdzie Kamień Przedwiecznych, nawet jeśli miałoby to oznaczać zburzenie miasta do ostatniego kamienia.
Ściągnęliśmy zwały metalu i kamieni z Praxisa, który jeszcze żył. Przypomniał Jakowi, że jest superbronią, którą stworzył. A potem zdradził, że miał plan awaryjny na wypadek takiej sytuacji. Nacisnął przycisk na niewielkim pilocie, a za naszymi plecami, spod ziemi, wysunęła się platforma z wielką bombą, do której przymocowany był Kamień Przedwiecznych.
Nie było zwycięstwa. Jak nie zemścił się za dwa lata cierpienia i bólu. Nie dostał swojej szansy. Barona jednak już nie było. Pozostawała za to kwestia Metal Heads, którzy za moment mogli zawładnąć nad tym światem, niszcząc wszystko i wszystkich wokół siebie. A do tego nie mogliśmy dopuścić.
Pierwszy strzał
Wykazałem się sprytem i precyzją, odłączając artefakt od ładunku wybuchowego. Mieliśmy ostatni element potrzebny przywódcy Metal Heads. Byliśmy więc tym samym też ostatnią przeszkodą na jego drodze do całkowitej dominacji nad światem. Kiedy lecieliśmy zoomerem ulicami miasta odezwali się do nas Torn i Ashelin. W całym Haven City trwały walki. Metropolia chyliła się ku upadkowi, ale mogła odegrać jeszcze jedną, ważną rolę. Mogła odciągnąć uwagę dużych sił wrogiej nacji, dając nam szansę na atak na siedlisko Metal Heads. Może byliśmy sami, ale nasze szanse na przetrwanie minimalnie wzrosły.
Udaliśmy się w pobliże terenu kopalni poza murami, gdzie stało nigdy nie uruchomione do tej pory działo. Mogliśmy tylko liczyć, że uda się je aktywować. Haven City nigdy nie było naszym domem. Przysporzyło nam sporo bólu i problemów. Nadal było jednak miejscem, o które warto było zawalczyć. Z tą myślą Jak umieścił Kamień Przedwiecznych we właściwym miejscu w konstrukcji. Za moment ogromna wiązka energii uderzyła z impetem w skały, niszcząc je i otwierając przejście prosto do serca siedliska.
Pozostało się tam dostać. Jak nie czuł trwogi na myśl o konfrontacji z niezliczoną liczbą wrogów. Choć bałem się, to na jego ramieniu czułem też jednocześnie pewnego rodzaju spokój. Nie mąciły go napotykane po drodzy bestie o kształtach insektów. Skorpiony czy pająki. Mniejsze i większe bestie strzegące swojego przywódcy i domu.
Pętla czasowa
Przedarliśmy się przez straże i dotarliśmy do Kora. Nie wyglądał na zaskoczonego. Wręcz ucieszył go widok połyskującego zielonego kamienia w naszych rękach. Był przekonany, że za chwilę go odbierze, kończąc w ten sposób swoją długą pogoń za artefaktem. Wewnątrz miał kryć się ostatni Przedwieczny, a on zamierzał go pożreć.
Potrzebował pomocy w otwarciu jaja. Kogoś o czystym sercu. Dlatego pojmał i trzymał w niewoli chłopca, którego spotkaliśmy wcześniej w Haven City. Niewinne dziecko, którego świat nie zdążył jeszcze zatruć i złamać. Tu czekała na nas chyba największa niespodzianka. Nie było to przypadkowe dziecko. Maluchem był… Jak!
Sądziliśmy, że nasza podróż przez portal do miasta była pierwszą. Nic z tych rzeczy. Wszystko było elementem większego planu. Pętli czasowej, w ramach której Samos wysłał małego Jaka w przeszłość, by dorósł w spokojnych warunkach i nabrał umiejętności potrzebnych do pokonania przywódcy Metal Heads wiele dekad później. Teraz Jak musiał udowodnić, że rzeczywiście posiadł odpowiednie talenty i będzie w stanie wyeliminować zło zagrażającej całej cywilizacji.
Pojedynek z Korem
Ważkopodobny insekt zajął bezpieczne miejsce w centralnym punkcie jaskini. Nie mogliśmy się do niego zbliżyć, by rozszarpać go dzięki mocy ciemnego eco, bo pod nogami miał wielką jamę bez dna. Pozostało nam użycie broni palnej i walka na dystans. Wróg wypluwał z siebie jaja z kolejnymi Metal Headsami z niezwykłą łatwością. Po chwili wykluły się z nich dziesiątki skorpionów, starając się nas dopaść. Jak nie zdejmował palca ze spustu. Tylko pojedyncze pociski docierały celu, ale nie mógł dokładniej przymierzyć, bo jednocześnie unikał ugryzień i wyrzucanych w naszą stronę bomb.
Opieraliśmy się władcy, u którego narastała frustracja. Pojawiały się kolejne przeszkody, jak jego latający pomagierzy starający się nas zranić z powietrza. Na szczęście w jaskini było wystarczająco wiele skrzyń z pociskami, by nie musieć martwić się o zapasy amunicji. Kiedy walka na dystans zaczęła się przedłużać, a lider obcej nacji dostrzegł nieskuteczność obranej taktyki, rzucił się na nas. Przebierając swoimi sześcioma nogami, zaczął nacierać, by zbliżyć się na odległość ciosu, ugryzienia lub trafienia nas pociskiem. Jak czuł, że osiąga przewagę, ale musiał odnaleźć w sobie siły na decydujący moment bitwy. Kontrowanie zrobiło się jeszcze trudniejsze, bo musiał wyczuwać dobry moment, by odwrócić się i posłać kilka strzałów. Potem ponownie wracaliśmy do zabawy w kotka i myszkę.
Kor był potężny, ale przewidywalny w swoich ruchach. Kiedy Jak już go rozpracował, wystarczyło by trzymał dobre tempo biegu i w odpowiednich momentach odpowiadał kontratakami. Bezsilny insekt, przywódca potężnej nacji, musiał pogodzić się z porażką. Ryzykowny plan Samosa opłacił się i pozwolił na pokonanie Metal Heads, którzy zagrażali istnieniu całej cywilizacji.
Czas na odpoczynek
By ta historia z happy-endem nie zakończyła się tu i teraz, konieczne było ponowne uruchomienie portalu. To nie nam przeznaczony był odbudowany Rift Rider. Wioskę, plażę Sandover i inne rejony, które tak dobrze poznaliśmy w młodości, miał teraz eksplorować kilkuletni Jak. A wszystko to pod okiem młodego Samosa, który opuszczał swój świat, by wypełnić ważną misję w przeszłości.
My z kolei pozostaliśmy w Haven City. Szkoda było patrzeć, jak marnuje się tak dobry pub, więc przejąłem lokal prowadzony do tej pory przez Kree. Przeprowadziłem kilka kosmetycznych zmian, by lepiej oddawał mój charakter, a jednocześnie podkreślał skalę naszych umiejętności. Trofeum w postaci głowy lidera Metal Heads zawisło w centralnym punkcie. Ukoronowaniem celebracji zwycięstwa było niespodziewane przybycie Siga, który jak się okazało przetrwał bliskie spotkanie z ogromną stonogą.
Zasłużyliśmy na trochę odpoczynku od przygód. Zaczynając jako uciekinierzy i buntownicy, znów wyrosiliśmy na bohaterów. Teraz pora na więcej relaksu i zabawy. Jak i ja zgadzamy się z tym w pełni. Jedynie stary Samos dziwnie się na nas patrzył, kiedy tak opisywaliśmy mu nasze mało ambitne plany. Najwyraźniej wie coś, czego my dowiemy się dopiero za jakiś czas…
KONIEC
—
Jak 2: Renegade to kontynuacja hitowej platformówki Jak & Daxter: The Precursor Legacy, która w dużym stopniu odchodzi od założeń klasycznej platformówki 3D. Zamiast tego dalsza opowieść o losach tytułowych bohaterów zmienia się w sandboksa w mrocznym i nieprzyjaznym świecie, stawiając dużo mocniej na strzelanie i fabułę. O tym, jak wygląda ta odsłona mogliście przekonać się z mojej jedenastoodcinkowej relacji z gry w formie opowiadania. Dzięki za towarzyszenie mi podczas licznych podróży po Haven City! Za kilka miesięcy wrócimy do Jaka, by poznać dalszy ciąg jego przygód przy okazji trzeciej odsłony serii. Do przeczytania!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w Haven City! Dziękuję z góry!
<— Poprzedni odcinek relacji z gry Jak 2: Renegade
<— Przeczytaj pierwszy odcinek opowieści z Jak 2: Renegade
< — Przeczytaj opowieść z Jak & Daxter: The Precursor Legacy








