Uncanny Valley: Nie uciekniesz
Czy potrafisz odróżnić sen od rzeczywistości? A jeśli śnisz to… czy czujesz wtedy ból? Czy możesz wtedy uciec? Czy możesz wtedy… umrzeć? Oto opowiadanie z gry Uncanny Valley.
Czy potrafisz odróżnić sen od rzeczywistości? A jeśli śnisz to… czy czujesz wtedy ból? Czy możesz wtedy uciec? Czy możesz wtedy… umrzeć? Oto opowiadanie z gry Uncanny Valley.
Czasami myślę, że jestem największym pechowcem tego świata, który przetrwał tyle lat tylko dlatego, że śledzenie jego perypetii sprawia komuś tam na górze frajdę. Wróciłem do obozu po niemal trzech dniach tułaczki, podczas której omal kilkukrotnie nie straciłem życia.
Helikopter nadleciał z zachodu i ustawił się nad misternie zbudowaną piramidą z pieniędzy. Wzniecony przez rytmicznie poruszające się śmigła wiatr poruszył banknoty i wzbił je w powietrze. Podobnie jak kilka lat wcześniej, Kamurocho znowu stało się świadkiem deszczu gotówki.
Jestem głupcem, bez wątpienia. Starym, naiwnym głupcem, który nigdy się nie zmieni. Mary napisała do mnie nie ze względu na dawne uczucie i wspólną przeszłość. Potrzebowała kogoś do pomocy, kto odnajdzie jej młodszego brata Jaimiego i wyciągnie go ze szponów sekty wyznawców jakiejś dziwnej religii. Na męża nie mogła już liczyć, bo ten leżał w ziemi od pewnego czasu, pokonany przez zapalenie płuc.
Kiryu, Akiyama, Tanimura i Saejima wiedzieli, że przegrali ważną bitwę. Mieli jednak jeszcze o co walczyć. Umówili się, że następne kilkanaście godzin poświęcą na załatwienie zaległych prywatnych spraw. Jutro wieczorem spotkają się u Date i wyruszą do Millenium Tower na spotkanie ze swoim przeznaczeniem.
Czasami myślę, że nie warto być dobrym. Nie warto nawet się starać, bo ten świat nie potrzebuje i nie chce takich ludzi. Ci dobrzy kończą później jako ofiary rabunków i gwałtów, leżąc w błocie z obitą gębą lub martwi na dnie rzeki. Dobrymi ludźmi wypełnione są cmentarze, których ci źli nie chcą odwiedzać, by nie zaprzątać sobie głowy czymś takim jak wyrzuty sumienia.
W rozświetlanym przez kinkiety pomieszczeniu, przy dużym ciemnobrązowym barze, siedziało trzech mężczyzn. Naprzeciw nich właściciel, Date, polerował szklankę ściereczką, wpatrując się w swoich gości. Trzej doskonali wojownicy. Charyzmatyczne postacie z Kamurocho, które często nadawały ton wydarzeniom w dzielnicy, siedziały teraz w zamyśleniu, wspominając ostatnie porażki.
Dni zaczynały zlewać się powoli w jedną całość. Codziennie rano pomagałem w pracach obozowych, przenosząc bele siana dla koni i wory z ziarnem dla Pearsonsa. Później jechałem do miasta coś zjeść i zebrać długi od kolejnych naiwniaków złapanych przez Straussa. Wieczorami, wracając do obozu, polowałem, starając się regularnie dostarczać prowiant dla towarzyszów.
Nie minęło piętnaście minut odkąd Kiryu i Hamazaki zaczęli rozmawiać z siostrą Saejimy, gdy na miejsce niespodziewanie dotarli strażnicy z tajnej placówki penitencjarnej, z której niedawno uciekł Taiga. Ich celem był nie tylko Hamazaki, ale również Yasuko.
Czasami zastanawiam się, co kieruje Dutchem i sprawia, że trzyma niektóre osoby w grupie. Taki Wujek lub pastor Swanson nijak nie przyczyniają się do poprawy naszej sytuacji, a tylko zużywają zapasy i jeszcze proszą się o kłopoty.