InFamous #8: Wieża ze śmieci
Moją szansą na odzyskanie choć skrawka dawnego życia był John. Tajemniczy informator służb specjalnych, który otrzymał niebezpieczne zadanie zinfiltrowania First Sons. Mąż Moyi, którego bardzo pragnęła odnaleźć. Człowiek, którego w pewien sposób zdążyłem poznać poprzez krótkie notki głosowe poukrywane w różnych częściach Empire City.
Odnalezieni
Mój układ z FBI zakładał, że jeśli odnajdę go i wyciągnę z bagna, w którym się znalazł, wtedy Moya zajmie się moją sprawą. Kiedy więc po całym bałaganie z Aldenem nagle odezwał się z propozycją spotkania, zareagowałem z entuzjazmem. Od razu przekazałem dobre wieści jego żonie, która była szczerze zdziwiona. Chyba nie spodziewała się, że uda się odnaleźć go tak szybko.
Pognałem sprawnie w wyznaczone miejsce na nabrzeżu. Nie zdążyłem nawet go wypatrzeć, kiedy nad głową zawisł w powietrzu helikopter. Byłem przekonany, że należy do służb, więc zadzwoniłem do Moyi z pretensjami, ale szybko wyjaśniła, że nie ma z tym nic wspólnego. Okazało się, że namierzyli nas First Sons. John był w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Musiałem utrzymać się za szybko poruszającym się po niebie śmigłowcem, co nie było wcale takie proste. Na szczęście użyteczne okazały się supermoce, dzięki którym mogłem nabrać sporej prędkości na linach poprowadzonych pomiędzy dachami. W końcu helikopter zatrzymał się nad szukającym sposobu na ucieczkę Johnem. Dotarłem do nich w ostatniej chwili. Akurat na asfalcie wylądował golem kierowany przez Conduita, który miał pojmać mężczyznę.
Wciąż tylko kurier
Przydał się fakt, że miałem okazję zmierzyć się z nim wcześniej. Wiedziałem już, że muszę po prostu atakować do oporu i unikać pojedynczych, ślamazarnych prób odpowiedzi. Poza dużą wytrzymałością gigant nie miał zbyt wiele do zaoferowania. Starania poszły jednak na marne, bo kiedy Conduit padł, Johna nigdzie już nie było. Przeczuwając ryzyko, zmył się, nim opadł bitewny kurz.
Byłem zły na zmarnowaną szansę, ale informator FBI nie pozwolił mi dołować się zbyt długo. Zadzwonił ponownie. Przeprowadziliśmy rozmowę, która zbiła mnie z tropu i sprawiła, że zacząłem mieć poważne wątpliwości co do mojej umowy ze służbami. John sugerował, że nie zna żadnej Moyi i na pewno nie brał z nią ślubu. Mogłem podejrzewać, że oberwał mocniej w głowę lub wszystko mu się miesza, bo długo przebywał w trudnym środowisku First Sons, ale coś w środku kazało mi wierzyć jego słowom.
Ostrzegł, że daję sobą pogrywać. Coś w tym było. Zyskałem może nadludzkie moce, ale nadal byłem tylko gościem na posyłki dla wszystkich wokół. Cole miał tylko po cichu wykonywać kolejne polecenia. Kusiło mnie, by zostawić to wszystko i gdzieś uciec. Zaszyć się na odludziu i pozwolić o sobie zapomnieć. Ale John miał w sobie dar przekonywania i tak dołączyłem do niego w próbie odebrania Ray Sphere. Artefaktu, który na szczycie wieży wybudowanej ze śmieci, kontenerów, wraków samochodów i innego metalowego badziewia ukrywał Alden.
Maksimum, na co mogę liczyć
Mój nowy kompan polecił, żebym zabrał ze sobą kogoś zaufanego. Czuję, że jeszcze długo zajmie mi szukanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego wtedy postawiłem na Zeke’a. Człowieka, z którym owszem łączyło mnie wiele, ale który też od wybuchu wielokrotnie zachowywał się dziwnie. Nierozsądnie, nieraz wręcz bezsensownie. Umówiłem się z nim u podnóża gigantycznej wieży. Jej rozmiary zapewne idealnie odpowiadały kompleksom Aldena, jak również jego nienawiści wobec wszystkich ludzi niepodzielających jego spojrzenia na świat.
Nie wiem na co liczyłem. Zeke nie był superżołnierzem czy tajnym agentem. Nie był żadnym weteranem wojennym. Był gościem z dużymi ambicjami i naładowanym rewolwerem w garści. Najwyraźniej to było maksimum na co mogłem liczyć w obecnej sytuacji. Wspinałem się więc po szyldach reklamowych, rurach, zderzakach i wszystkim, czego mogłem się chwycić, by za chwilę mój kompan wygodnie podjeżdżał sobie uruchomioną moją mocą windą. To było trochę jak łamigłówka, w której ryzykowałem swoje zdrowie i życie, wisząc kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Skakałem może z dachów budynków, ale nie chciałem się zastanawiać, jak zareaguje moje ciało na zderzenie z betonem po takim locie.
Wdrapaliśmy się na sam szczyt, po drodze napotykając niewielki opór ze strony podwładnych Aldena. Mężczyzna powitał nas w czymś na wzór gigantycznej kuli zawieszonej sporo nad platformą. Obwiniał nas za swój los i za cierpienia, których doświadczył. Z każdego zdania dało się wyczuć, że już dawno zatracił się w poczuciu krzywdy i żądzy zemsty.
Bitwa o marzenia
Poleciłem Zeke’owi, by pozostał w ukryciu aż uporam się z osobistymi ochroniarzami mężczyzny. Wiedziałem, że tylko ja mam szanse w tej nierównej walce. Dla niego byłaby to pewna śmierć. Musiałem więc zrzucić z wysokości kilku Dust Men i rozwalić kolejnego golema kierowanego przez Conduita.
Alden czuł, że zbliża się do ściany. Od dawna próbował mnie bezskutecznie wyeliminować. Teraz nie był w stanie mnie nawet zatrzymać. Gorączkował się, krzycząc, że nie odda nam Ray Sphere. Odparłem tylko, że moja droga do odzyskania choć na pozór normalnego życia wiedzie tędy i na pewno nie dam się teraz pokonać komuś takiemu jak on. Wyśmiał mnie tylko, sugerując, że łatwo daję sobą manipulować.
Alden potrzebował Ray Sphere. Była kluczowym elementem jego planu, który zakładał pozbycie się słabego, schorowanego ciała i zastąpienie go konstrukcją ze stali i betonu. Brzmiało to tak, jakby planował tę wielką wieżę ze śmieci i żelastwa ożywić, stając się jej bijącym sercem. Tymczasem my byliśmy tam odebrać mu to marzenie.
Niespodziewana decyzja
Kiedy eliminowałem ostatniego golema z Conduitem, Zeke szarpał się już z kulą, próbując odzyskać artefakt. Nie zdążył go jeszcze wyciągnąć, a na szczycie wieży wylądował niespodziewanie Kessler. Jego obecność tylko jeszcze bardziej rozwścieczyła Aldena. Zakapturzony mężczyzna zareagował na to ze stoickim spokojem. Mówiąc o tym, jak rozczarowany byłby ojciec lidera Dust Men, tylko jeszcze bardziej go prowokował.
I wtedy Zeke wyciągnął Ray Sphere. Był w potrzasku pomiędzy Aldenem i Kesslerem. Stałem kilka kroków za nim, gotowy pomóc mu uciec. On jednak szybko połączył kropki. Strach przypomniał mu, jak słaby jest. Obudził żywą od wielu dni żądzę posiadania supermocy. Choć wiedział, ile istnień pochłonęła pierwsza eksplozja, bez chwili zawahania aktywował kulę ponownie. Tym razem nic się nie wydarzyło.
Kessler musiał się tego spodziewać lub po prostu zareagował najszybciej. Zaproponował, że pomoże Zeke’owi uzyskać moc, której tak pożąda. Wystarczy, że odda mu Ray Sphere. Przyjaciel, choć trudno teraz tak o nim mówić, spojrzał mi raz jeszcze w oczy, a potem rzucił się w ramiona psychopaty.
Stałem osłupiały na widok sytuacji. Obok mnie szalał z wściekłości Alden. Nawet nie poczułem, kiedy zwaliło się na mnie kilkaset kilo żelastwa.
—
InFamous to opracowana przez studio Sucker Punch i wydana w 2009 roku produkcja z otwartym światem, w którym możemy zostać zbawcą lub katem Empire City. Utrzymana w stylistyce łączącej elementy komiksowe i bliskie rzeczywistości przedstawiania świata, zabiera nas w intensywną podróż u boku Cole’a McGratha, który pewnego dnia przypadkowo zyskuje nadludzkie moce. Jak je spożytkuje? Towarzysz mi podczas wspólnej wyprawy przez świat InFamous i powspominaj jeden z największych hitów PlayStation 3 tamtych czasów.
Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która pomoże mi odkopywać i przypominać kolejne klasyki z przepastnej biblioteki historii gier! Dzięki z góry!
<— Poprzedni odcinek opowieści z InFamous






