Patapon 2 #2: Ewolucja
Sam siebie potrafię jeszcze zaskoczyć. Istniejąc od mileniów na tym świecie, mógłbym już zdążyć poznać się do cna, ale jednocześnie mój geniusz na to nie pozwala. Zdarza mi się więc też zapomnieć, jak niesamowite twory stały się moim dziełem. Do takich bez wątpienia zalicza się ewolucja.
Ewolucja Pataponów
Patapony to dzielni mali wojownicy, którzy z pieśnią na ustach i odwagą zawstydzającą gigantów potrafią ruszać do walki. Niestraszne im wielkie bestie, siły natury i wszelkie inne przeciwności. Nadal jednak mają swoje ograniczenia. Maskują je ubieranym ekwipunkiem. Skrywają pod zakładanymi hełmami, chwytami w niewielkie ręce tarczami i broniami, które mają wynagradzać niewielką siłę fizyczną. Te przedmioty zwiększają ich szanse przetrwania, ale niewiele też znaczą, kiedy jakikolwiek Patapon próbuje porównywać się z Rareponem. Owocem ewolucji. Moim dziełem i prezentem dla całej nacji, który otwiera jej szansę na realizację przeznaczenia.
Rarepony były trzonem armii, która wcześniej pokrzyżowała plany piekielnego demona. Z uznaniem obserwowałem ich siłę i zdolności w najtrudniejszych bitwach, które Patapony stoczyły od wielu lat. Wiedziałem, że teraz ich pomoc znów będzie nieodzowna. Zapomniałem jednak zupełnie, jak szerokie możliwości ewolucji zostawiłem tym małym istotkom.
Patapony mogły ewoluować na różne sposoby. Mogły stawiać na różne cechy bojowe i wybierać różne atuty do walki. Potem jeszcze były w stanie szlifować je i szlifować, dorastając na oczach swojego stwórcy. W tej nowej rzeczywistości musiały ten skomplikowany, zasługujący na wiele czasu proces opanować szybko i sprawnie. Dużo szybciej niż nakazywałby zdrowy rozsądek.
Powrót Gonga
Korzystając z surowców zebranych podczas pierwszych misji na nowej ziemi, jak też z tych ocalałych z podróży morskiej, niektóre Patapony szybko ruszyły ścieżkami ewolucji. Inne powstrzymywały się przed tym. Widziałem w ich wielkich oczach wątpliwości, którą ścieżkę rozwoju wybrać. Ważniejsza jest szybkość czy może siła? Odporność na żywioły i ciosy czy może siła ataku? Im wszystkim w sukurs, niemal na pocieszenie, przychodziły nowe elementy ekwipunku zdobywane w potyczkach z Karmenami. Pozwalały ukryć niepokój pod warstwą żelaza czy stali.
Rosnąca w siłę armia, za wskazaniami Medel i wyznaczonego już dawno przeznaczenia, ruszyła naprzód. Niespodziewanie drogę przestąpił jej ktoś, kogo żaden Patapon nie spodziewałby się spotkać. Nie tylko w tych, ale i w żadnych innych okolicznościach. Oto bowiem do walki stanął sam Gong, największy z największych wojowników Zigotonów.
Wywołująca tornado kosa znów błysnęła groźnie w promieniach słońca. Patapony zwarły szyki, szykując się na bitwę. Gong jednak nie przybył walczyć. Coś się zmieniło. Opuścił pole bitwy, zostawiając armii małych wojowników zaproszenie na coś w rodzaju próby. W Patapolis kapłanka nie kryła swoich obaw, co też może szykować ich do niedawna zaciekły wróg. Zigotony niejeden raz pokazywały przecież swoją przebiegłość. To mogła być pułapka – sugerowała.
Centura
Znałem odpowiedź. Mogłem ją od razu uspokoić, ale próba odwagi i charakteru była tym, czego potrzebują przecież wszyscy wojownicy. Dlatego milczałem, obserwując przygotowania do wyprawy. Patapony powitał tajemniczy głos, kierując swoje wezwanie do mnie w taki sposób, by moi wyznawcy usłyszeli naszą rozmowę. Poważnym tonem oznajmił, że dalsza podróż przez ten ląd bez odpowiedniego przygotowania skończy się jedynie roztopieniem śmiałków. Gong w ten specyficzny, teatralny sposób zamierzał przypomnieć nam o zawieruszonym gdzieś podczas podróży cudzie deszczu. Bęben wybijający „don” z miejsca przypomniał o pieśni, która przywoływała chmury i zraszała ziemię potrzebną wodą. „Don DonDon DonDon” wybrzmiało z ust wojowników wielokrotnie, sprowadzając pierwszy od dawna deszcz.
Tym razem nie chodziło o palące słońce pustyni. Przed Pataponami czaił się nieznany wróg. Niedostrzegalne na pierwszy rzut oka zagrożenie. Przerażająca Centura, którą oko mogło dostrzec jedynie w deszczu, gdy jej z pozoru doskonały kamuflaż okazywał swą jedyną słabość. Zaiste, niesamowite były moje dzieła, którymi obsypałem cały ten świat!
Centura była trudnym przeciwnikiem. Drapieżnikiem, który znalazł sobie miejsce dość wysoko w łańcuchu pokarmowym. Trudna do zranienia, z racji swoich długich odnóży, które utrzymywały najbardziej wrażliwy tułów wysoko poza zasięgiem ataków małych wojowników. Do tego zabójcza w działaniu. Mogła uśpić swój cel fioletową cieczą wypluwaną z otworu gębowego, by łatwiej dobrać się do jego pysznych płynów ustrojowych. Te, będące jej przysmakiem, pobierała w swoim najgroźniejszym ataku. Korzystając z długiego żądła godziła w wybrany punkt, nadziewając cel i potem wysysając ze środka całą zawartość. Patapony zmieniały się w krótką chwilę w wysuszoną powłokę, błyskawicznie tracąc żywot.
Wyrównane rachunki
Istotną rolę w pierwszej batalii z Centurą miał do odegrania bohater, nazwany przez mieszkańców Patapolis pieszczotliwie Tonym. Wyposażony w ognisty łuk mógł zadawać największe obrażenia, ale potrzebował precyzyjnie umieścić strzałę z płonącym grotem w ciele bestii. Udawało się to rzadko, ale kiedy już osiągnął swój cel, pajęczyca mocno to odczuwała. Zasypywana gradem strzał i oszczepów, a do tego obijana przez topory i miecze Tateponów, opierała się długo, z każdą chwilą słabnąc jednak coraz bardziej. W końcu skowyt przeszył cały teren, sygnalizując koniec panowania tego konkretnego osobnika na tym obszarze.
Patapony wróciły z cennym łupem do swojej bazy wypadowej. Odpoczęły, a niektóre poświęciły czas na trening i rozwinięcie umiejętności. Niedługo później oddziały wyruszyły w stronę Góry Gonrok. Tam znów czekał na nich Gong, wspierany przez oddziały gotowych umierać u jego boku Zigotonów. Dawni wrogowie znów mieli okazję zetrzeć się w boju, roznosząc szczęk stali i świst lecących strzał po całym wzgórzu i jego okolicach.
Nacierające na maszerującą armię konne Kibapony zderzały się z tarczami Tateponów, które nie ustępowały o krok, pomimo impetu uderzeń. Wojska przesuwały się rytmicznie za cofającym się Gongiem, podśpiewując rytmicznie PataPataPataPon. W pewnym momencie, niespodziewanie, potyczkę przerwało pojawienie się Karmenów. Zaatakowani od tyłu towarzysza Gonga zniknęli. Wściekły heros zarządził odwrót, ale wcześniej jeszcze podzielił się z Pataponami eliksirem zdrowia, jakby oczekiwał od nich wyrównania rachunków w jego imieniu.
Ku klifom
Ta pomoc okazała się kluczowa, by armia, pomimo pewnych strat, uniosła ciężar drugiej bitwy i pokonała kilka posterunków Karmenów rozstawionych w drodze na górę. Niedługo później oczom Pataponów ukazało się miejsce, którego strzegły.
U szczytu Karmeni wybudowali doskonale zlokalizowaną strategicznie twierdzę. Mieli pełny ogląd na otaczającą krainę i doskonały punkt do obrony przed najeźdźcami. Wizja walki w takich warunkach nie odstraszała jednak Pataponów. Mieli wszak za sobą Wszechmocnego, którego błogosławieństwa i wybijany bębnami rytm prowadził ich teraz prosto w stronę klifów Ejiji…
—
Patapon 2 to kontynuacja gry rytmiczno-strategicznej wydana w 2009 roku, wówczas ekskluzywnie na PSP. Wymagająca produkcja stawia nas na czele rodzącej się armii małych wojowników, którzy ruszają ku przeznaczeniu. Za pomocą rozkazów wybijanych przy pomocy magicznych bębnów prowadzimy ich przez kolejne bitwy z potworami i wrogimi im cywilizacjami. Co nowego przynosi kontynuacja? Jaka przygoda i jakie wyzwania czekają tym razem na Patapony? Zapraszam do unikalnej relacji z perspektywy bóstwa – tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli zawsze dobrze trafiać w bęben! Dziękuję z góry!





