Jak 2: Renegade #2: Cyngiel Kree

Jak 2 Renegade blog

Ruch oporu wydawał się odpowiednim adresem, jeśli chcieliśmy dobrać się do skóry zarządzającego miastem Praxisa. Osobiście pewnie skupiłbym się bardziej na poszukiwaniach drogi do domu czy odpowiedzi na kilka dość istotnych pytań. Co właściwie wydarzyło się, kiedy aktywowaliśmy portal Przedwiecznych? Gdzie właściwie jesteśmy? Dla Jaka najważniejsza była jednak zemsta. Dwa lata cierpień wymagały zadośćuczynienia, z czym trudno było się spierać, kiedy dysponowało się dużo mniejszą posturą.

Uzbrojony Jak

Praca dla ruchu oporu otwierała szansę na nawiązanie cennych kontaktów, które mogły okazać się praktyczne. Niezbyt przyjemne, ale praktyczne. Takim był prowadzący pub Hip Hog Saloon w Haven City Kree. Obleśny grubas, którego lenistwo osiągnęło takie rozmiary, że przestał w ogóle chodzić i opracował sobie urządzenie do lewitowania i latania. Nie wiem, czy bardziej uderzała mnie jego aparycja, paskudny charakter, wały tłuszczu czy te dyndające, wątłe nóżki. W każdym razie dostarczyliśmy mu trochę eco wysłanego z ruchu oporu, a on z miejsca wyczuł potencjał do współpracy.

Wyczuł, że będzie miał kogoś do odwalania za niego brudnej roboty, będąc skrupulatnym. Jak, mam wrażenie, dał się kupić, kiedy osobisty ochroniarz Kree, postawny Sig, wręczył mu do rąk mały upominek. Wielką giwerę. Uśmiech mojego towarzysza wyraźnie sugerował, że już wyobraża sobie użycie jej przy pierwszym spotkaniu z Praxisem.

Polecieliśmy niedaleko na strzelnicę, by sprawdzić ją w boju. Działała trochę jak strzelba. Nie była zbyt szybka, zasięg miała mizerny, ale jak już ktoś znalazł się zbyt blisko, to sprzątała go z planszy. Krótki trening pokazał, że Jak będzie potrafił zrobić z niej dobry użytek. Kree też to dostrzegł, więc od razu zlecił nam pierwszą robótkę. Mieliśmy udać się znowu na teren przepompowni, tym razem w roli wsparcia i zabezpieczenia tyłów dla Siga. Wyposażony w ulubionego Peace Makera, potężne działko ręczne, miał upolować dla swojego pracodawcy pięć większych Metal Headsów.

Pijawki w kanałach

Podładowanie broni i przycelowanie zajmowało mu chwilę, więc mieliśmy więcej roboty niż przypuszczałem. Na tym obszarze roiło się nie tylko od Metal Headsów, ale też agresywnych jaszczurek, które tylko czekały na łatwy do upolowania, nieruchomy cel. Strzelba zdążyła się więc solidnie rozgrzać, zwłaszcza wtedy, kiedy opadły nas podobne do psów Metal Heads, a niezawodny rzekomo Peace Maker zaciął się. Sigowi chwilę zajęło uporanie się z problemem technicznym, więc Jak zdążył zaimponować mu biegłością w walce na krótkim dystansie. Ha, bankowo nie wiedział o naszych wcześniejszych osiągnięciach. Nie w takich sytuacjach duet Jak i Daxter radził sobie z wyzwaniami!

Żeby jednak nie było – Sig też zdążył się popisać. Z wprawą i przerażającą celnością eliminował jednym strzałem nieświadome zagrożenia cele. Dobrze jest mieć kogoś takiego po swojej stronie, a nie wśród przeciwników. Wróciliśmy do pubu tylko po to, by Kree zaraz wrzucił nam kolejną misję. Tym razem pomocy wymagał jego cierpiący biznes przemytniczy. Strażnicy rozstawili w kanałach cztery wieżyczki strzelnicze, które skutecznie utrudniały przerzucanie cennych towarów. Chcąc nas zmotywować, zaoferował nagrodę. Nazwał nas przy tym co prawda „pijawkami”, ale obiecał moduł do broni, która zmieni ją w karabin, jak rozwiążemy dla niego ten problem biznesowy.

Wybraliśmy się więc na wycieczkę do kanałów, których raczej nikt sam z siebie nie odwiedza. Nie było tam na czym zawiesić oka, za to spokojnie można było zawiesić siekierę ze względu na kompozycję zapachową, która masakrowała nozdrza. Jak zignorował ten aspekt i skupił się na swojej robocie. Dobrze zrobił, bo wieżyczki rozstawione przez ludzi barona okazały się całkiem skuteczne w realizowaniu swoich zadań. Strzelały celnie i regularnie, więc zbliżenie się do nich na zasięg strzelby wymagało odpowiednio wymierzonych w czasie skoków. Parę razy oberwaliśmy, ale na szczęście w kanałach straże miały też kilka punktów z zapasami, gdzie walały się również apteczki.

Misja ratunkowa w kopalni

Kree wiele na powodzeniu naszej misji zyskał, więc okazał wdzięczność w cwany sposób. Moduł do broni zwiększał nasze możliwości bojowe, a tym samym sprawiał, że stawaliśmy się jeszcze bardziej użyteczni w boju dla latającego grubasa z pubu. Postanowiliśmy z Jakiem trochę odetchnąć od jego towarzystwa i wróciliśmy do Torna, które ze swojej kryjówki toczył zaciekłą walkę z baronem. Tak zapewne uważał, choć jak dla mnie to bardziej wyręczał się innymi, chowając zadek w bezpiecznym schronieniu.

Tym razem okazało się, że mamy zamiast niego uratować cennego informatora. Naukowiec pracujący w jednej z kopalni Praxisa od pewnego czasu służył wiedzą ruchowi oporu, a teraz znalazł się w mało komfortowym położeniu, bo obiekt zaatakowały dziesiątki Metal Heads.

Odnaleźliśmy punkt teleportacji we wskazanym miejscu i przenieśliśmy się do kopalni. Walką o zasoby bym tego nie nazwał, bo gdzie okiem nie sięgnąć, próżno było szukać ludzi barona. Za to Metal Headsów roiło się od groma. Jak szybko zmienił strzelbę na karabin, który dawał większy zasięg i pozwalał z dystansu eliminować biegnące w naszą stronę biomechaniczne psy czy inne skorpiony. Sprawnie zestrzeliwał też ważkopodobne robale, których rozmiary były sprytnym kamuflażem dla możliwości bojowych. Chwila nieuwagi i można byłoby skończyć bez kilku centymetrów włosów, ucha, kończyny czy ogona. Auć.

Rozwalając gniazda Metal Heads

Vin, jak zwał się nasz badacz wymagający ewakuacji, powitał nas serią pocisków wystrzelonych na oślep. Tylko część z nich zagłuszyła jego przeraźliwe krzyki i rozpaczliwie brzmiące groźby. Jak zdołał przemówić mu do rozumu i nim dopadły nas kolejne Metal Heads teleportowaliśmy się ponownie do Haven City.

Ocalony cichy współpracownik ruchu oporu od razu zaczął coś majstrować przy systemach, które otaczały portal do teleportacji. Nie miał dobrych wieści. Osłony miasta były zasilane eco, a zapasy surowca szybko się kurczyły. Ujął to tak, że za moment możemy być bezbronni i zdani na łaskę nacierających Metal Heads. Nie brzmiało to zbyt dobrze. Baron musiał zdawać sobie z sprawę z mało korzystnej sytuacji. Ciekawe, co planował, by do wielkiej klęski i masakry nie dopuścić.

Na razie, znowu wskakując w buty bohaterów, rzuciliśmy mu koło ratunkowe. Vin odkrył, że jedna z elektrowni produkuje mniej mocy i ma to prawdopodobnie związek z aktywnością Metal Heads, które muszą kraść energię. Wyruszyliśmy na miejsce by to sprawdzić. Widok był równie niesmaczny, co fascynujący. Obrzydliwe klastry jaj przyklejone do różnych struktur obiektu posilały zarodki kolejnych wrogich nam istot. Jak spróbował poczęstować je ołowiem, ale nie miało to żadnego efektu. Na szczęście elektrownia została wyposażona w systemy zabezpieczeń, do których zaliczały się rozstawione w kilku miejscach działka automatyczne. Pozostało tylko się do nich dostać i rozwalić każde jajo, które napatoczyło się nam przed oczy.

Bez checkpointów

Metal Heads próbowali nas powstrzymać. Latające żuki ostrzeliwały nasze stanowiska bojowe, odwracając uwagę od właściwego celu. Pomiędzy działkami natknęliśmy się też na nowego przeciwnika. Uzbrojony w tarczę i gnata, był bardziej wymagający od wcześniej wyeliminowanych wrogów, ale refleks Jaka, dobrze wymierzony skok i celny strzał z bliska w paszczę wystarczyły, bo zakończyć jego służbę.

Najgorsze podczas całej tej eskapady było chyba to towarzyszące nam uczucie, że wystarczy jeden błąd, by cała praca poszła na marne. Jeden źle wymierzony skok, o jeden otrzymany postrzał czy ukąszenie za wiele i mogło się okazać, że musimy zabrać się za robotę od początku. Po dłuższym marszu i kilkunastu stoczonych już potyczkach zaczynało to trochę wiązać nogi i ciążyć nam obu. Jak na szczęście dźwignął temat, jak na bohatera przystało.

Jak 2: Renegade to kontynuacja hitowej platformówki Jak & Daxter: The Precursor Legacy, która w dużym stopniu odchodzi od założeń klasycznej platformówki 3D. Zamiast tego dalsza opowieść o losach tytułowych bohaterów zmienia się w sandboksa w mrocznym i nieprzyjaznym świecie, stawiając dużo mocniej na strzelanie i fabułę. Co skrywa Jak 2 i jakiego rodzaju wyzwania oferuje? O tym wszystkim opowiem w kolejnych odcinkach opowiadania z gry. Tylko w Gralingradzie!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi przetrwać w Haven City! Dziękuję z góry!  

<— Przeczytaj pierwszy odcinek opowieści z Jak 2: Renegade

Następny odcinek historii Jaka z gry Jak 2: Renegade —>

< — Przeczytaj opowieść z Jak & Daxter: The Precursor Legacy

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.