Fort Triumph #3: Gobliny i arystokraci
Kraina wyglądała bajkowo. Takie wrażenie robiła na pierwszy rzut oka, który wystarczył ledwie, by dostrzec wysokie drzewa i ciągnące się kilometrami zielone polany. W ostateczności jeszcze może rzeki i jeziorka stanowiące dom i źródło życia dla lokalnej fauny. Kiedy drugi rzut oka kończył swój bieg i wracał z obserwacjami do umysłu, przynosił dużo bardziej mroczne spostrzeżenia. Te o dziesiątkach zgładzonych istot, które miały pecha natknąć się na szukających przygody herosów.
Szlacheckie rozgrywki
Liandra i jej kompani górowali nad goblinami, pająkami czy szkieletami. Decydowali o ich losie, zazwyczaj bez większego wysiłku odsyłając ich z tego świata. Kiedy przyjęli zlecenie od lady Aureline wpadli jednak w sidła rozgrywek międzyszlacheckich, w których ich pozycja znacznie się zmieniła. Niczym nieświadome zagrożenia muszki, wplątali się w sieć intryg, która przy każdym ruchu zdawała się jedynie oplatać ich coraz bardziej.
Kiedy dotarli w końcu do Avathasa Lionsmane’a, ten akurat szykował się do samotnego ataku na wioskę pełną goblinów. Pewny siebie paladyn niespecjalnie przejmował się dysproporcjami sił, jakby sam uwierzył we własny mit niezwyciężonego.
Solaris przebierał nóżkami na myśl o wspólnym boju, o którym mógłby później opowiadać innym paladynom do końca swoich dni. Nie czekając na kompanów, wysunął się na czoło grupy i zadeklarował chęć pomocy z ramienia lady Aureline. Na dźwięk nazwiska bogaczki, Avathas wyraźnie spochmurniał. Jeśli to byłoby pole minowe, Ironfloss właśnie znikałby w chmurze dymu i przy odgłosie eksplozji po wdepnięciu w jedną z nich.
Festyn z goblinami
Na poziomie arystokracji trwała nieustanna walka o wpływy. Normą jest wzajemne podkopywanie się u organów nadzoru podatkowego przy jednoczesnym udawaniu uśmiechów i trzymaniu się kodeksu obowiązującego wszystkich dobrze urodzonych. Avathas uważał początkowo, że Solaris i jego kompani są zbójami nasłanymi przez Aureline, by po cichu go zgładzić. Jakimś sposobem dał się przekonać, że jest inaczej. Po zawiązaniu sojuszu cała grupa razem napadła na wioskę pełną goblinów. Był to tymczasowy obóz, z którego planowały zaatakować dalej dolinę.
Oddziałem zielonych wojowników dowodził obśliniony Gharzan Crunchybones. Istota nazywana potworem, która zasłynęła z wymyślnych sposobów torturowania jeńców. Nieliczni zdołali wyjść cało z niewoli i wrócić do normalności po tym, jak zmusił ich do wysłuchiwania autorskich recitali muzycznych lub wernisaży prac jednego z krewniaków.
Rozpoczęła się bitwa. Dwóch paladynów wysunęło się na przód, jakby za wszelką cenę chcieli okryć się chwałą. Gobliny powitały szansę popsucia im szyków z charakterystycznym dla siebie wyszczerbionym uśmiechem. Były to specyficzne istoty, które sprawiały wrażenie, jakby ktoś postanowił sprawdzić, ile różnych sposobów na bycie irytującym da się zmieścić w jednym gatunku. Bombardierzy rzucali czym popadnie i delektowali się eksplozjami. Kusznicy strzelali z miejsc, do których dostęp mieli wyłącznie oni i bardzo złośliwa geometria terenu, a wojownicy z mieczami pędzili naprzód z entuzjazmem, który zdecydowanie wyprzedzał ich umiejętności przeżycia. Każda walka z goblinami była jak udział w źle zorganizowanym festynie. Może i bywało kolorowo i głośno, ale na koniec ktoś zawsze kończył martwy lub przynajmniej ciężko ranny.
Nieprzygotowany Gharzan
Cała ta różnorodność i upierdliwość zdała się na nic wobec paladyniego walca wspieranego z tylnego szeregu przez upajającą się w mordowaniu Kritę oraz doskonałych w walce na dystans Evonie i Liandrze. Gharzan niespecjalnie pomógł swoim podwładnym. Do samego końca trzymał się z tyłu, a kiedy wreszcie światła padły na niego i dostał swój czas, zapomniał nawet linijek własnego tekstu.
W ostatnich słowach wyznał, że stojący na czele inwazji Gharbarak Przeraźliwy dostał w swoje ręce artefakt „o największym”. I skonał. Liandra i Evon długo jeszcze próbowali dopasować odpowiedni rzeczownik, by wypełnić pustkę. Solaris nie przebierał w słowach, krytykując fatalny poziom przygotowania przeciwnika w zakresie niecnych planów. A Avathas tymczasem podbijał serca wyswobodzonych mieszkańców wioski, opowiadając o miłości do doliny i każdego jej skrawka.
Herosi tymczasem ruszyli dalej, gotowi odebrać zapłatę za wykonane zadanie. Rezydencja lady Aureline onieśmielała, przypominając rajską daczę pośród zieleni otaczającego ją lasu. Baśniowe widoki kontrastowały z dźwiękami dochodzącymi ze środka budynku. Ktoś wyraźnie nie próżnował, szukając czegoś bądź kogoś z niezwykłą pasją i brakiem szacunku do wyposażenia.
Zdenerwowany Grondel
Tym kimś okazał się brodaty barbarzyńca Grondel, który najwyraźniej miał serdecznie dość życia w biedzie i pod butem możnych. Zebrał więc garstkę podobnie niezadowolonych, by napaść na posiadłość lady Aureline. Chciał zdobyć tyle kosztowności, ile będą w stanie udźwignąć, zamordować dotychczasową właścicielkę, a potem zbiec, by ułożyć sobie życie na nowo.
Herosi wkroczyli do środka w momencie, gdy kolejny kredens przegrywał starcie z toporem. Grondel powitał ich wyrazem twarzy człowieka, który postanowił zerwać z biedą w sposób gwałtowny i zdecydowanie nieobjęty podatkiem. Zaproponował współudział, a na twarzy Liandry zatańczyła pokusa dołączenia. Solaris nie dowierzał, więc szybko przypomniała mu, że została oddelegowana do opieki nad finansami całej drużyny. Szybki rachunek zysków i strat okazał się niewystarczająco motywujący, by przyjąć ofertę nieznajomego.
Rozpoczęła się bitwa. Grondel polecił pomagierom zlikwidować sojuszników możnowładców, a sam popędził po Aureline. Nie wiedział jeszcze, że spotkanie z nią przyniesie mu tyle cierpkich słów. Spodziewał się przerażenia, błagania o litość, spazmów, którymi nasyci swoje oczy. Zamiast tego został zrugany za niewłaściwy termin napaści. Choć rozumiał znaczenie wypowiadanych do niego słów, za nic nie był w stanie ich pojąć.
Zapisy kontraktu
Zajęło mu chwilę odzyskanie rezonu i przejęcie ponownie kontroli nad sytuacją. Kiedy wrócił do grożenia i wymachiwania święcącym ostrzem, również Aureline zrozumiała, że stojący naprzeciw niej barbarzyńca nie jest tym, którego wynajmowała do sfingowania napaści na siebie i swój dwór. Być może to doświadczenie wyniesione z bywania na salonach pełnych żmij i wrogów udających przyjaciół, ale całkiem sprawnie przeszła do pozycji bojowej, gotowa walczyć o zachowanie życia.
Dwór ucierpiał, bo uczestnicy batalii nic nie robili sobie z drogich materiałów i stolarki na zamówienie. Ubłocone buty skakały po stołach i wywracały krzesła, a czerwona krew plamiła zasłony, obrusy i obicia. Bohaterowie nie przejmowali się tym, stawiając sobie za najważniejszy cel ocalenie Aureline. Każdy miał inne pobudki, ale ten fakt łączył ich skuteczniej niż mogłyby w tamtej chwili nawet więzy krwi.
Koniec końców wysiłek okazał się tylko częściowo wynagrodzony. Zapłata nadal pozostała kwestią otwartą, bo zapisy kontraktu zawartego przez herosów wyraźnie podkreślały, że lider gobliniej inwazji musi sczeznąć. A wskazany ostatnim tchnieniem przez Gharzana Gharbarak nadal miał się dobrze. Pozostało pospieszyć ze wsparciem Avathasowi, który nieco dalej szykował się właśnie na kolejne heroiczne czyny w ramach z pozoru decydującej bitwy o przyszłość całej doliny…
—
Fort Triumph to taktyczno-strategiczna produkcja przygotowana przez CookieByte Entertainment i wydana w pełnej wersji w 2020 roku. Osadzona w świecie fantasy gra łączy w sobie turowe, taktyczne bitwy przypominające serię XCOM lub Final Fantasy Tactics z eksploracją i rozbudową własnej osady mocno inspirowanymi Heroes of Might and Magic. Wszystko to dodatkowo skąpane w sporej dawce absurdu i humoru. Jak wypada gra? Jaką historię opowiada i czy rzeczywiście daje okazję się pośmiać? O tym wszystkim dowiesz się z relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli perfekcyjnie taktycznie rozegrać każdą nadchodzącą bitwę! Dziękuję z góry!
<—- Drugi odcinek opowieści z gry Fort Triumph





