Anthem #11: Silniejsi razem
Czas uciekał. Freelancer nie chciał zostawiać mieszkańców Fortu Tarsis bez pomocy, ale każda minuta przybliżała znany im świat do katastrofy. Monitor był coraz bliżej cenotafu i zdobycia mocy, która zdawała się wykraczać poza granice wyobraźni. Tymczasem przygotowania do misji w Sercu Furii utknęły w martwym punkcie.
Rozkazy i ich skutki
Tassyn dolała oliwy do ognia, informując o siłach Dominium gromadzących się wokół Serca Furii. Monitor nie zamierzał odstąpić od realizacji swoich planów i gotów był dojść do celu nawet po moście z trupów swoich podkomendnych. Nerwowość udzieliła się Faye i Halukowi, którzy wdali się w kłótnię. Padły mocne i nieprzyjemne słowa. Wzajemne zarzuty, po których kulejący pilot odszedł bez słowa. Jak się okazało niedługo później, opuścił fort i postanowił w pojedynkę poszukać odpowiedzi w Twierdzy Świtu.
Nie można było mu się dziwić. Tassyn zadeklarowała, że jest o krok od wysłania każdego gwardzisty w forcie na walkę z wojskami Dominionu. Wiedziała, że prawdopodobnie zakończy się to krwawą masakrą, ale musiała podjąć jakąkolwiek próbę powstrzymania Monitora. Freelancer domyślał się, że wśród zaangażowanych w operację będzie też Brin. Gwardzistka, która dźwigała własny ciężar brzemienia trudnych decyzji. Jej niechęć do szram doprowadziła do zbyt pochopnych rozkazów, przez które zginęło kilku dobrych strażników. Freelancer towarzyszył jej w tej trudnej drodze. Pomagał odnaleźć zaginionych. Każde odkryte ciało wiązało się z gasnącym coraz bardziej głosem Brin w komunikatorze.
Przynajmniej zdołał ocalić dwóch członków grupy. Jednego w kopalniach, gdzie śmierć ponieśli jego towarzysze. Drugiego później, po dłuższych poszukiwaniach. Okazało się, że został zabrany przez Escariego, który chciał pozyskać potrzebne sobie informacje. Freelancer i Brin przekonali się wtedy, że szramy są zdolne realizować długofalowe plany i miewają dużo większe ambicje, wychodzące poza codzienną egzystencję w Bastionie. Oboje dobrze wiedzieli, że wyeliminowanie ambitnego lidera jest niezbędne dla bezpieczeństwa mieszkańców Fortu Tarsis.
Mroczna wizja
Wcześniejsza bitwa z Escarim bardzo pomogła. Freelancer wiedział, czego się spodziewać po istocie nazywającej samą siebie Damarisem. Miotacze ognia go tak nie zaskoczyły, a błyskawicznie rozeznanie w topografii terenu pomogło skutecznie ukrywać się przed atakami. Brin namówiła pilota, by spróbował poznać plan lidera szram. Choć nie wierzył w szanse powodzenia, zaryzykował. O dziwo, Damaris chętnie opowiedział o swojej wizji upadającego fortu, który zniszczą potężne istoty przywołane z obudzonych artefaktów.
Przerażający scenariusz wydawał się nierealny, ale tuż przed śmiercią escari rzucił jeszcze, że freelancer przybył za późno. Cokolwiek mogło to znaczyć, nie zwiastowało niczego dobrego. Dokładało też tylko kolejnych problemów, które nie były potrzebne przed ekspedycją do Serca Furii.
Tymczasem okazało się, że Haluk miał dość czekania i postawił własne życie na szali. Opuścił bez słowa Fort Tarsis i udał się do Fortecy Świtu, by szukać rozwiązań problemów, z którymi mierzyli się wraz z Faye. Wiedział doskonale, że dotarli do ściany. Bez jakiegokolwiek wsparcia, bez wskazówek nie będą w stanie ustalić, czemu wytworzona tarcza nie działa.
Ostrzeżenie
Nie wiedział, że zmierza w pułapkę Dominium. Freelancer zresztą też nie zdawał sobie z tego sprawy. I wtedy, w drodze na miejsce, skontaktował się z nim Owen. Miał pełne prawo mu nie ufać i co najmniej kilka powodów, by czuć otwartą niechęć do jakiejkolwiek rozmowy. Cyfrant zdawał sobie z tego sprawę i przeszedł od razu do rzeczy.
– Dominium nie zamierza się patyczkować, a ty awansowałeś z drobnej niewygody do kategorii poważnego zagrożenia dla ich planów. Chcą więc, żebyś przestał oddychać – wyjaśnił.
– Nie ma takiej opcji.
– Nie zamierzają o to grzecznie prosić. Haluk właśnie pcha się w zasadzkę i zamierzają wymazać go z mapy świata.
– Czemu nam o tym mówisz? – zapytał zaskoczony bohater.
– Może z nostalgii lub tęsknoty za dawnymi, prostszymi czasami? – rzucił retorycznie cyfrant, po czym życzył powodzenia.
Freelancer dotarł do Fortecy Świtu najszybciej jak mógł. Nie wyobrażał sobie, że może w takich okolicznościach stracić dobrego przyjaciela, którego przecież dopiero niedawno odzyskał. Wokół roiło się od ciał. Żołnierze Dominium leżeli bez życia na betonowych posadzkach, w pokrytym mchem zaułkach, u stóp posągów. Nigdzie nie mógł znaleźć Haluka, co pocieszało go.
Konsekwencje
Dotarł na górę, gdzie czekali na niego gotowi do walki wrogowie. Wyeliminował ich bez większych kłopotów, a potem ruszył do wnętrza fortecy, gdzie prawdopodobnie ukrywał się Haluk. Nie pomylił się. Zastał go siedzącego w milczeniu na gruzowisku. Chciał pochwalić umiejętności pilota, ale ten szybko wyjawił, że większość wojsk Dominium posłał do piachu Owen. Wykorzystywany przez niego javelin generał Tarsis dawał mu niewyobrażalną przewagę na placu boju.
Zwycięska walka o życie nie poprawiła nastroju Haluka, który czuł, że zawiódł wszystkich wokół, ale też samego siebie. Gonił za marzeniem o Legionie Świtu, a nie osiągnął nic. Bohater chciał go pocieszyć. Próbował przypomnieć o lekcjach, które dostał od niego, kiedy jeszcze był młodym pilotem. Wtedy zjawił się Owen.
Zdrada kosztowała go drogo. Monitor powierzył mu ważną misję w Sercu Furii, a on nie zdołał udźwignąć ciężaru zobowiązania. Tarcza Świtu zadziałała tylko przez chwilę. Dominium musiało się wycofać. Poparzona twarz z wypalonymi źrenicami była pamiątką tamtej klęski i ostatnim aktem współpracy cyfranta z nacją szukającą boskości ukrytej w Hymnie.
Bohater poprosił Haluka, by zostawił ich i pozwolił porozmawiać na osobności. Kolejny pojedynek nie był im potrzebny.
Klucz i symbol
– Usłyszałem Hymn. Wiem, do czego potrafi doprowadzić człowieka. Monitor usłyszał go ponownie i oszalał na jego punkcie. Dysponuje bronią, którą zamierza zawlec do cenotafu bez względu na koszty.
– Dzięki za informację – odparł bez większych emocji Freelancer. Wszystko to dobrze już wiedział.
– Wiem, że nie mogę liczyć na przebaczenie, ale być może mogę jakoś zadośćuczynić. Być może nawet ocalić ci życie – kontynuował Owen.
Chwilę później wręczył pilotowi, z którym do niedawna blisko współpracował, fragment Tarczy Świtu. Klucz potrzebny do uruchomienia jej kopii opracowanej przez Faye i Haluka. To był ten brakujący element układanki. Symboliczny gest Owena był jednocześnie pożegnaniem. Ruszał dalej, szukać dla siebie nowego celu i dalszej drogi. Zostawiał za sobą spalone mosty i poczucie, że może nie wszystkie podjęte decyzje były złe.
Tymczasem freelancera i Haluka czekała jeszcze desperacka walka o przetrwanie. Oddziały Dominium miały jeden cel, zjawiając się u bram twierdzy. Zabić obu pilotów i odebrać im wszystko, co może przydać się Monitorowi w realizacji celu. To nie była zwykła bitwa. To był sprawdzian umiejętności weteranów pamiętających klęskę w Sercu Furii. Szansa, by znów cofnąć się do podstaw bycia freelancerem i w walce wykuć zrozumienie motta, które przecież niejednokrotnie powtarzali przy różnych sytuacjach. Silni osobno, silniejsi razem.
Silniejsi razem
Dominium próbowało ich uziemić. Generatory wytwarzały pole siłowe, które pozbawiały javeliny istotnej mobilności. Haluk i Freelancer w swoich kolosach nie potrzebowali jej aż tak bardzo, ale wobec rozstawionych wieżyczek, dziesiątek żołnierzy, a nawet przybywających na pole walki furii na pewno chętnie by skorzystali z opcji lotu.
I wtedy właśnie wykuli na nowo łańcuchy współpracy, które kiedyś ich spajały. Haluk zajął się generatorami i niczym mądry nauczyciel potrafił opowieścią z przeszłości przekazać cenne wskazówki młodszemu koledze. Faye dokonała cudu i załatwiła transport potrzebny do ewakuacji. Freelancer tymczasem wziął na siebie obowiązek przebicia się przez oddziały wroga, by mogli w ogóle dotrzeć do nadchodzącego we wskazany punkt tragarza.
Bohater zrobił też coś jeszcze. Coś równie ważnego, co w pierwszej kolejności ściągnęło go do tej twierdzy. Nakłonił Haluka, że warto nadal walczyć. Przypomniał, że muszą się stąd wydostać w komplecie. Nadal mają coś do zrobienia. Coś do osiągnięcia. Serce Furii wciąż na nich czeka. Pozostało tylko użyć prezentu od Owena i otworzyć sobie drogę powrotną.
—
Anthem to trzecioosobowa gra akcji i jednocześnie gra-usługa, która powstawała w ogromnych bólach w studiu BioWare. Zapowiadane wyłączenie serwerów na początku 2026 roku zachęciło mnie, by rzucić okiem na projekt nazywany przez wielu „porażką”. Jak się prezentuje z perspektywy osoby, która głównie ogrywa tytuły dla pojedynczego gracza? Co ma do zaoferowania w warstwie gameplayowej i fabularnej? O tym wszystkim opowiem w swoich relacjach z Anthem. Tylko w Gralingradzie!
<— Poprzedni odcinek historii freelancera z gry Anthem






