Abyss Odyssey #3-ost: Zakończyć koszmar
Pragnąłem tylko spokoju. By pozwolono mi śnić i już nigdy nie otwierać oczu. Moc czarnoksiężnika nigdy jednak nie śpi. Kiedy ja drzemałem z dala od dręczącej mnie codzienności, moje koszmary stawały się rzeczywistością. A to nie pozostawało niezauważone i musiało sprowokować reakcję.
Nieustępliwy mnich
Ludzie schodzili do podziemi kierowani różnymi motywacjami. Jedni pragnęli bogactw i sławy. Innych pchało w dół poczucie obowiązku lub świadomość nieuchronnej apokalipsy, jeśli nic nie zrobią. Część sięgnęła po miecz, kiedy wyobraziła sobie bliskich zaatakowanych przez monstra wypełzające z mrocznych jam. Mnich był jednak inny. Był jak narzędzie wybrane przez niepocieszone dusze poległych w otchłani. Narzędzie, którego nie dało się wyłączyć lub zatrzymać. Porażki były dla zakapturzonego wojownika jedynie drobnym opóźnieniem w drodze do realizacji upragnionego celu.
Im niżej schodził w otchłań, tym mocniej czułem, że nasze spotkanie jest nieuniknione. Stawał się coraz silniejszy i coraz lepiej radził sobie z przeciwnościami. Zwyczajne monstra, przerażające dla zwykłych śmiertelników, nie stanowiły już dla niego wyzwania. Rozcinał je wielkim ostrzem bez mrugnięcia okiem. Przed nim rozpościerała się droga, którą musiał pokonać. Długa i pełna utrudnień. Na każdym kroku czaiło się coś, co mogło go zranić. Uszczknąć trochę cennego życia, potrzebnego przecież w finalnym boju, który nas czekał. A mimo to parł naprzód.
Wiedziałem, że decydujący o naszych coraz mocniej splatających się losach będzie sojusznik, którego mnich znajdzie w otchłani. Dusza wyrwana jednemu z potworów, którą mnich poskromi i zyska w ten sposób szansę przyjęcia nowej cielesnej powłoki. Jego organiczna bariera zapewniająca przez określony czas odporność na ciosy i pułapki. Czy będzie to jeden z tych majestatycznych golemów, które dziesiątki wojowników wgniotły bez wysiłku w ziemię? A może zwinny zabójca w weneckiej masce, makabryczny akrobata niosący śmierć w akompaniamencie maniakalnego śmiechu?
Niespodziewany sojusznik
Los okazał się przewrotny, bo w tym dniu, w którym doszło do naszego spotkania, mnich przejął duszę niepozorną i zwyczajną. Przywrócony do życia mocą czarnej magii oficer z włócznią wydawał się marnym kompanem. W rękach kapłana w habicie skrywającym dusze poległych poczynił w krótkim czasie gigantyczne postępy. Stał się szybki i precyzyjny. Przebijał grotem kolejne monstra, jakby to były słomiane kukły podczas kolejnego popołudniowego treningu. Wyszkolenie zapewniło mu również łatwość w pokonywaniu rozpadlin czy umykaniu przed przywoływanymi w moich snach pułapkami.
Choć wątpiłem w to, ten niepozorny żołnierz wracający zza grobu poprowadził kapłana niemal na sam dół. Resztę drogi pokonał sam, by w końcu w pełni sił i zapasem eliksirów życia stanąć naprzeciw mnie. Ocknąłem się, czując niebezpieczeństwo. Odebrano mi mój sen. Poczułem niechęć, ale też drażniącą pychę kapłana stojącego naprzeciw mnie. Kim był wobec mojej nieskończonej potęgi?! Gniew wzrósł we mnie, jak rosną rośliny po deszczu, ciesząc się na wychodzące zza chmur słońce. Ruszyłem do ataku. Długie pnącza zastępujące moje ręce uderzyły o skały. Umknął przed atakiem. Odskoczyłem w tył i wypuściłem przed siebie płynące w powietrzu stado drapieżnych ryb. Mnich, jakby chcąc okazać swoją wytrwałość i gotowość, przyjął ich ugryzienia bez kroku w tył. A potem odpowiedział szybkim doskokiem i mocnym cięciem od góry. Nim zdążyłem zareagować, a on już wybił mnie ciosem od dołu i błyskawicznie ruszył z kolejnym atakiem z góry.
Niewiedza
Uderzałem tak, by zabić. Z całą mocą posyłałem kończyny w stronę swojego wroga, który śmiał próbować odebrać mi zasłużony spoczynek. Nie był nieśmiertelny, co przypomniał mi moment, w którym sięgnął po pierwszy z przywieszonych przy pasie eliksirów. Wypił kilka haustów i rzucił buteleczkę na skały. Nie czekał na mój ruch. Ponowił swój atak. Zwykły żołnierz, czując na barkach ryzyko utraty cennego życia, byłby ostrożniejszy w swoich poczynaniach. Mnich jednak doskonale wiedział, że jeśli nawet teraz przegra, to prędzej lub później dostanie kolejną szansę. To sprawiało, że był bardziej nieprzewidywalny. Groźniejszy. Trudniejszy do pokonania.
Choć przeżyłem i widziałem w swoim życiu tyle, choć przeczytałem najmroczniejszą z ksiąg i słuchałem opowieści samego diabła, nigdy nie widziałem czegoś takiego. Moja niewiedza stała się źródłem upadku. Kolejny mocny cios powalił mnie na kolano, a następny pozbawił przytomności. Moje śniące ja zostało pokonane. Otworzyłem oczy otoczony przez mrok groty, w której się skryłem. Ile czasu minęło? Straciłem rachubę, jak długo tu jestem.
Świat na górze tymczasem odetchnął. Zniknęły wejścia do otchłani. Monstra przestały zagrażać niewinnym. Mrok ustąpił miejsca słońcu, które teraz oświetlało zieleń łąk i niebieską plamę oceanu w oddali. Mnich przywrócił spokój. Przynajmniej na chwilę, aż czarnoksiężnik znowu nie zamknie oczu i nie zacznie śnić swoich przerażająco rzeczywistych koszmarów…
KONIEC
—
Abyss Odyssey to gra akcji stworzona przez słynące z artystycznych projektów i odważnych pomysłów chilijskie studio ACE Team. To produkcja będąca z pozoru rogalikiem, ale wplatająca w znane schematy elementy platformówki i bijatyki, a przy tym całość podlewająca oryginalną stylistyką i mitologią Chile. Jakie koszmary ożywił swoimi snami czarnoksiężnik i co można napotkać podczas podróży do piekieł? O tym mogliście przeczytać w relacji z gry w formie opowiadania. Dzięki za wspólną wyprawę w głąb podziemi Abyss Odyssey!
Podoba Ci się moja twórczość i ten blog? Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie i YouTube. Jeśli doceniasz moją twórczość, postaw mi kawę, która napędzi nowe dziwne i szalone zakupy growe! Dzięki z góry!




