Fort Triumph #7-ost: Wszyscy na licza

Fort Triumph blog

Licz Avathas był potężnym przeciwnikiem. Zbyt silnym dla zwykłych śmiertelników, by zdołali pokonać go w uczciwej walce. Natura lubi jednak równowagę i jeśli już pozwoliła na stworzenie artefaktu, który zapewnia taką moc, to musiała też umożliwić jej zniwelowanie. Problem polegał na tym, że natura rzadko kiedy zostawia takie rzeczy na widoku, opatrzone wyraźną etykietą „rozwiązanie problemu, użyć w razie katastrofy”.

Biblioteka (bez)nadziei

Liandra puściła umysł tym tropem i wkrótce wpadła na pomysł, który zdawał się jedynym rozsądnym wyjściem w zaistniałej sytuacji. Wypełniona wielotomowymi zbiorami biblioteka uniwersytetu magicznego skrywała odpowiedzi, których poszukiwali herosi. A przynajmniej skrywała wystarczająco dużo książek, by można było z dużym przekonaniem stwierdzić, że któraś z nich powinna zawierać coś użytecznego.

Wypełniona wielotomowymi zbiorami, których autorzy w większości nie żyli od bardzo dawna. Nie poprawiało to przejrzystości ich wywodów. Biblioteka dawała szanse, ale też odbierała nadzieje każdemu, kto zaczynał czegokolwiek szukać. Dziesiątki przykurzonych półek uginały się pod ciężarem wiedzy, której nikt nie potrzebował… aż do chwili, gdy nagle potrzebna była natychmiast. Szanse na odnalezienie właściwej informacji nie były może zerowe. Ale zdecydowanie znajdowały się w tej części skali, którą rozsądni ludzie określają mianem „nie licz na to w tym życiu”.

Na domiar złego zaraz po przybyciu na teren uczelni okazało się, że Liandra, mająca być przewodniczką, jest oskarżana o przywłaszczenie jednej z ksiąg. Cała kompania trafiła do tylko pozornie przytulnego aresztu dla najbardziej krnąbrnych studentów. Kolejny problem do rozwiązania. Na szczęście Solaris szybko znalazł na niego rozwiązanie, którym było wybicie dziury w murze za pomocą swojego ogromnego młota.

Naukowe dysputy

Biblioteka była zaraz obok. Na podwyższeniu w centralnym punkcie stał ubrany w purpurowe szaty troll, który majstrował coś przy leżącym na dywanie szkielecie. Nie był to wróg, a jeden z wykładowców. Doktor Abstevan Girdleweaver nie przepuszczał żadnej okazji, by zrobić coś dla nauki, a jego wrodzona ciekawość i wysoka tolerancja dla obrzydliwości sprzyjały karierze. Dobrze pamiętał Liandrę, którą traktował jako w pewnym stopniu podobną sobie, ambitną uczennicę.

Naukowcowi zależało na spokoju, dlatego łatwo dał się przekonać do współpracy. Ledwie jednak zrobił kilka kroków, kiedy coś zwróciło jego uwagę. Może i przez większość dni bywał mało spostrzegawczy dla wszystkich tych przyziemnych spraw dnia codziennego, ale obecności plagiatora w swojej bibliotece nie mógł zignorować nawet przez milisekundę. Od razu wyczuł, że pomiędzy półkami kryje się nieproszony gość, którego obecność irytowała go chyba bardziej niż mógłby to robić wyjątkowo wredny kamyk w bucie. Wynoś się stąd, Pettysworth – gruchnął aż sklepienie obiektu zdawało się zadrżeć z trwogi.

Nie pomylił się. Z udawaną pewnością siebie na widok wyszedł goblini profesor, którego Abstevan szczerze nienawidził. Bohaterowie stali się mimowolnymi świadkami dyskusji o podłożu naukowym, której osią była kwestia najlepszego czasu na sekcję licza. Pettysworth sugerował współpracę, po której nadarzy się okazja na badania, Girdleweaver konfrontację i pozyskanie ciała w jej wyniku.

Plan na licza

Kiedy słowa przerodziły się w czyny i wywiązała się bitwa pełna magicznych pocisków i ciał spalonych studentów, Liandra i jej towarzysze włączyli się do walki. Nie mieli wyboru. Cyron i goblini nie zjawili się tu przypadkiem i gdyby zostawić ich samym sobie, prawdopodobnie skutecznie powstrzymaliby zapędy herosów. A tak potyczka zakończyła się szybkim zwycięstwem i ucieczką Cyrona, który bez berła w ręce nie był już tak bardzo groźny jak wcześniej w krypcie.

Wdzięczny Girdleweaver pomógł odszukać potrzebne księgi, a nawet przełożył na ludzki zapisane w nich sugestie. Co więcej podpowiedział, gdzie w piwnicach odszukać artefakty potrzebne do ograniczenia mocy licza. Solaris, Evon i Krita wyglądali raczej na skonfundowanych, ale Liandra zdawała się rozumieć skomplikowane założenia planu, co reszcie ekipy w zupełności wystarczyło. Solaris pragnął tylko wreszcie móc przywalić Avathasowi swoim potężnym młotem. Innych pobudek próżno było szukać u Krity czy Evona.

Grupa przez chwilę poszwendała się jeszcze po podziemiach, podbijając twierdze należące do popleczników Avathasa. Pozyskane surowce przeznaczyła na rozwój własnych zamków, a także na zatrudnienie dodatkowej pary rąk do brudnej roboty. Julianna Pozbawiona Snu również była przedstawicielką barbarzyńców, a jak pokazał przykład Krity, to nacja doskonale odnajdująca się na każdym polu bitwy. Nowa towarzyszka zresztą szybko zaczęła udowadniać swój potencjał, z powodzeniem dokładając szczyptę cierpienia do żywotów napotykanych trolli, szkieletów i goblinów.

Wreszcie nadszedł moment decydującej konfrontacji. Avathas chyba do końca nie wierzył, że herosi rzeczywiście zdecydują się stawić mu czoła. Upojony mocą wyobrażał sobie siebie na szczycie świata, z którego nikt i nic nie jest w stanie go strącić.  

Początek ostatecznej bitwy

Herosi stawili się w pełnej gotowości w pogrążonej w półmroku krypcie. Towarzyszyła im Aureline, która bardzo pragnęła odpłacić niedawnemu reprezentantowi arystokracji za nieprzyjemną konieczność chodzenia po brudnych i mokrych jaskiniach. Avathas zadbał o odpowiednie powitanie dla nieproszonych gości. W zakamarkach obiektu czaiły się szkielety. Uzbrojone i wolne od poczucia zmęczenia czy znużenia. Mogłyby tak wypatrywać potencjalnych celów w nieskończoność, kontemplując przy tym mikroryski na kafelkach podłogowych.

Przybysze mieli plan, ale by go zrealizować, potrzebowali podejść blisko Avathasa. Od razu ruszyli więc przed siebie, wywołując poruszenie w szeregach nieumarłych obrońców. Po chwili już dało się usłyszeć pierwsze potwierdzenia rozpoczętego starcia. Kości trzaskały, miecze zgrzytały, a łuki strzelały z mechaniczną precyzją. Solaris walczył z zapałem, a każdy cios jego młota był nie tylko uderzeniem, ale też uleczeniem. Z każdym pokonanym przeciwnikiem, który upadał u jego stóp, odczuwał przypływ energii życiowej. Nowe siły wstępowały też w jego towarzyszów broni.

Liandra podążała nieco z tyłu, świadoma swojej roli i potencjalnych konsekwencji nierozsądnej śmierci zbyt wcześnie. Nie znaczy to, że była bierna w walce. Jej pociski magiczne siały spustoszenie w szeregach szkieletów. Zwłaszcza te energetyczne, które po trafieniu od razu rzucały się na następne ofiary. Przecinały powietrze z sykiem i dotkliwie raniły kościotrupy, które do tej pory nie były świadome tego, że po śmierci prąd nadal może kopać.

A Avathas… czekał. Nie ruszał się. Nie musiał. Wokół niego wirowała śmierć, posłuszna każdemu gestowi przeklętego berła. W jego oczach nie było niepokoju. Było coś znacznie gorszego.

Bez gwardii przybocznej

Pewność. Nie zgasła nawet w momencie, kiedy po pokonaniu trzech kolejnych oddziałów strażników herosi zbliżyli się do niego na odległość krótkiego podbiegnięcia. Evon mógł już trafić go w oko strzałą. Taki cel zresztą miał też Gharbarak, który dołączył do bitwy, by ostatecznie podkreślić niezależność wszystkich goblinów.

Licz był istotą, której berło zapewniało wielką siłę, ale też wytrzymałość. To one napędzały pewność Avathasa. I w tę pewność bohaterowie najpierw uderzyli. Liandra użyła czarów, by teleportować na miejsce kilka pylonów, które zaczęły promieniować jasną energią. Niwelowała ona działanie berła, a jednocześnie dotkliwie raniła samego licza. Nagle zgromadzeni wokół niego najbardziej zaufani kościści wojownicy stali się mu niezwykle cenni i potrzebni.

Solarisa, Evona, Liandrę i Kritę kusiło, by od razu rzucić się na czarnoksiężnika. Musieli jednak powstrzymać swoje zapędy. Metodycznie skupili się najpierw na jego gwardii przybocznej, która może miała umiejętności bojowe, ale nie była wcale taka znowu nieśmiertelna. Bez ochrony berła ożywieni wojownicy stawali się dość podatni na ciosy i strzały. Wystarczyła chwila, by Avathas został sam. Tymczasem do walki dołączył nawet doktor Girdleweaver, któremu najwyraźniej Liandra wysłała odpowiedni sygnał. Nie mógł przepuścić okazji, by pozyskać trochę materiału do swoich ulubionych sekcji zwłok.

Pylony znowu ugodziły Avathasa energią, wysysając moc, a Krita wykorzystała moment, by dopaść do niego i uderzyć z całą siłą. Dla takich momentów nosiła przy sobie magiczne pióro, dzięki któremu niektóre ataki zyskiwały ogromną, trudną do objęcia rozumem siłę. Licz zachwiał się, próbując zachować rezon. I wtedy ugodziła go celna strzała Evona. Łucznik przez ostatnie dni znacznie podszkolił swój warsztat. Wcześniej zdarzało mu się spudłować. Teraz był zawsze perfekcyjnie skuteczny. I nie pomylił się także w tym przypadku. Avathas upadł, jak upadają często zbyt ambitne pomysły, zwłaszcza te dotyczące opanowania świata.

Podpalacz

Nie zamierzał odejść w ciszy. Zrezygnował z dotychczasowego, wygodnego życia lorda, by sięgnąć po więcej. Herosi wszystko to mu odebrali. Marzenia. Plany. Nadzieje na lepszy, bo ustawiony pod niego świat. Ostatkiem sił rzucił zaklęcie, po którym katedra zaczęła płonąć zielonym ogniem. Budynek miał za chwilę zamienić się w ruinę.

Byli zbyt daleko wyjścia. Liandra zaproponowała, że użyje swoich mocy, by ugasić choć część płomieni. Solaris przytomnie zauważył, że na niewiele się to zda, bo jest ich zbyt wiele i zajęły za dużą część obiektu. Słowa zaciążyły wszystkim. Paladyn potem uśmiechnął się tajemniczo i po aktorskiej pauzie, która była zupełnie niedostosowana do dramatycznej sytuacji, dodał, że może byłoby inaczej, gdyby mieli w swoich szeregach doświadczonego podpalacza. Popatrzył wymownie na Evona.

Znał jego historię. Wiedział o wybrykach sprzed lat. Łucznik docenił pomysłowość kompana, choć nie przyznał mu otwarcie racji. Podpowiedział tylko, w jakich miejscach najlepiej byłoby użyć zaklęcia, by budynek od razu się nie zawalił i dał czas na ewakuację.

Dopadli wyjścia w ostatniej chwili. Za ich plecami katedra zawaliła się z hukiem, który miał w sobie coś ostatecznego. Coś, co sugerowało, że pewne sprawy właśnie dobiegły końca. Avathas przestał istnieć.

Zamknięty rozdział i nowy początek

Liandra spojrzała na pogorzelisko, a z jej oczu dało się wyczytać, że już przelicza zyski z zamkniętego wreszcie zlecenia. Solaris skinął głową, uznając, że dobro w końcu i znów zwyciężyło. Krita przeciągnęła się leniwie, jak ktoś, kto właśnie rozwiązał problem w najbardziej satysfakcjonujący sposób z możliwych. Evon w swoim stylu pozostał zagadkowy. W jego głowie kłębiły się rozmaite myśli. Może zamknął jeden rozdział, ale czuł, że przy okazji otworzył kilka kolejnych.

A potem odwrócili się i ruszyli dalej. Świat, choć właśnie został uratowany, nadal miał w sobie wiele miejsc, które wymagały naprawy. I wiele zleceń, które wciąż czekały na realizację. A jak pokazuje doświadczenie, każde z nich zaczyna się dokładnie tak samo. Od czegoś niewielkiego. I obietnicy, że tym razem na pewno nie chodzi o ratowanie świata.

KONIEC

Fort Triumph to taktyczno-strategiczna produkcja przygotowana przez CookieByte Entertainment i wydana w pełnej wersji w 2020 roku. Osadzona w świecie fantasy gra łączy w sobie turowe, taktyczne bitwy przypominające serię XCOM lub Final Fantasy Tactics z eksploracją i rozbudową własnej osady mocno inspirowanymi Heroes of Might and Magic. Wszystko to dodatkowo skąpane w sporej dawce absurdu i humoru. To była zaskakująco przyjemna przygoda z trafiającym do mnie humorem, której szczegóły starałem się oddactw tym opowiadaniu. Dzięki za towarzyszenie mi i do przeczytania przy następnych wpisach!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli perfekcyjnie taktycznie rozegrać każdą nadchodzącą bitwę! Dziękuję z góry!  

<—- Szósty odcinek opowieści z gry Fort Triumph

<— Pierwszy odcinek opowieści z gry Fort Triumph

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.