Anthem #2: Pierwsze Szramy
Bohater leciał kilka metrów nad ziemią i rozglądał się po rozpościerającym się wokół obszarze. Jego celem było zlokalizowane gdzieś na północy obozowisko jednego z archiwistów, Matthiasa Sumnera. Wskazany przez zleceniodawczynię, Tassyn, punkt badawczy należący do człowieka, który dysponował wiedzą i umiejętnościami zbyt cennymi, by zignorować dłuższy brak jakiegokolwiek kontaktu z jego strony.
Szramy
Wylądował w obozie, szukając jakichkolwiek wskazówek. Widok nie napawał optymizmem. Część ekwipunku jeszcze płonęła, wskazując wyraźnie na toczoną w tym miejscu walkę. Cyfrant Owen wykonał analizę po swojej stronie i pokierował freelancera w dalszą drogę. Tym razem przez jaskinie na północnym-wschodzie. Wkrótce pilot natrafił na przyrządy badawcze porzucone przez poszukiwanego naukowca. Nie tylko on je namierzył. Kiedy aktywował przekaźnik, obok pojawił się teleport, z którego wyszły pierwsze Szramy.
Bastion był miejscem równie pięknym, co niebezpiecznym. To świat pełen pułapek, który oferował trudne warunki egzystencji dla wszystkich istot. Niejako stawiał je przeciwko sobie, jakby sami Twórcy chcieli w ten sposób zweryfikować, którzy mieszkańcy świata okażą się najsilniejsi, najsprytniejsi i najbardziej wytrwali. Fauna i flora nieustannie rywalizowały więc o miejsce w łańcuchu pokarmowym i udostępniane przez naturę zasoby. Bardziej zaawansowane gatunkowo istoty starały się w tym wyścigu zagarnąć jak najwięcej dla siebie. Byli wśród nich ludzie, ale też humanoidalne Szramy. Insektopodobne stwory. Wyjątkowi oportuniści, dla których najważniejsza była natychmiastowa korzyść. Nie kierowały się żadnymi większymi ideami. Pragnęły tylko zaspokoić pragnienia, a wszelkie braki w inteligencji i wiedzy technicznej, umożliwiającej wykorzystanie potencjału technologii, nadrabiały brutalnością.
Z jakiegoś powodu teraz obrały sobie za cel Matthiasa. Freelancer szybko rozprawił się z atakującą grupą. Kilka celnych strzałów w głowę, a potem seria z karabinu w teleport, by go dezaktywować. Szramy były niczym szarańcza i nigdy nie zniechęcały się po pierwszym niepowodzeniu. Za moment za plecami javelina pojawiły się dwa kolejne „ule”, narzędzia do teleportacji wrogich istot.
Enforcer z miotaczem
Po krótkiej wymianie ognia Freelancer odparł atak. Osłony zatrzymały posłane w jego stronę pociski. Zaawansowanie kombinezonu bojowego dawało mu potrzebną przewagę. Owen polecił udać się w stronę Obserwatorium Velathra i uruchomić obecny tam wzmacniacz sygnału. Musieli jak najszybciej nawiązać kontakt z Sumnerem.
Następnym przystankiem bohatera były kamieniste bagna. Cuchnące, przyciągające chmary owadów. Pozbawione kojącej zieleni, która musiała ustąpić miejsca mieszaninie żółci i brązu. Nawet w tak niesprzyjającej lokalizacji Matthias zdecydował się utworzyć niewielki obóz. Kolejny dowód na to, jakie priorytety mają Archiwiści, często ignorujący własny komfort i bezpieczeństwo na rzecz nauki.
Niedługo po przybyciu bohatera pojawiły się tam Szramy. Tym razem lepiej przygotowane na konfrontację z javelinem. Obok zwykłych żołnierzy do walki stanął też Enforcer w zmodyfikowanym kombinezonie z ukradzionych części javelinów. Masywna istota chowająca się za tarczą przytwierdzoną do jednej kończyny i z miotaczem płomieni w drugiej.
Freelancer musiał wykorzystać swoją mobilność i skalne formacje, by oflankować wroga i zaatakować w czuły punkt. Nie było to łatwe przy wsparciu ogniowym, którym dysponował. Nie mógł wykonać lotu nad nim zakończonego serią po plecach, bo narażał się wtedy za bardzo na ataki. Najpierw więc pozbył się obstawy, a dopiero potem skoncentrował ogień na Enforcerze.
Lider ekspedycji
Dzięki kolejnemu aktywowanemu wzmacniaczowi udało się nawiązać kontakt z Matthiasem. Okazało się, że ucieka i potrzebuje pilnego ratunku, by Szramy są tuż za nim i pragną go za wszelką cenę dopaść. Teraz kierował swoje kroki do pobliskich ruin, by tam szukać schronienia. Freelancer, poganiany przez cyfranta, ruszył za nim.
Na szczęście Sumner okazał się nie takim znowu bezbronnym badaczem. Wykorzystywał posiadaną wiedzę w praktyce, czego symbolem była skonstruowana pułapka z ładunkiem wybuchowym, która wyeliminowała pierwszą grupę pościgową. Dał trochę czasu bohaterowi, by ten również zawitał w czymś na wzór podziemnych katakumb. Skalne schody, przejścia nad ziemią i nieduże przesmyki przypominały ciemny labirynt. Otwierały nowe możliwości walki, ale też spowalniały javelina, który był tutaj niczym ptak w klatce.
Niszczyciele Szram wyposażeni w samonaprowadzające się miny powitali bohatera od razu przystępując do ataku. Musiał być w ruchu i co chwila uruchamiać oraz wyłączać silniki, by na małej przestrzeni uciekać przed ładunkami wybuchowymi i pociskami, ale jednocześnie nie uderzyć przypadkowo w którąś ze ścian. Kiedy wyeliminował kilka kolejnych Szram, przybyły główne posiłki. Dwóch kolejnych Enforcerów, w tym jeden wyglądający jak lider tej ekspedycji mającej na celu pojmać Sumnera. Ogromne cielska i wielkie tarcze wyraźnie wskazywały, że walka na krótkim dystansie z nimi nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Myszka
O zachowanie odpowiedniego dystansu zrobiło się trudniej, kiedy nagle Freelancer usłyszał charakterystyczny klik w trzymanej w rękach broni. Na skutek przedłużającej się walki zużył wszystkie pociski w magazynku karabinu. Zamiast skupić się na eliminacji dwóch celów musiał szybko odnaleźć dodatkowe pociski. Na szczęście na miejsce docierały kolejne zwykłe Szramy, które mógł pozbawić życia celnym ciosem buławy. Pozyskał w ten sposób trochę naboi, by znów ruszyć na Enforcerów. Bardzo przydatne na powolnych olbrzymów okazały się też granaty, przed których eksplozją tarcza chroniła tylko w ograniczonym stopniu.
To była zabawa w kotka i myszkę. Freelancer nie miał czasu o tym myśleć, ale dawno już nie był w takiej sytuacji gryzoniem, starającym się utrzymać odpowiedni dystans. Parę razy otarł się o śmierć, ale w końcu regularnie podgryzani niszczyciele padli na kolana. Najpierw jeden, potem drugi. Matthias został ocalony.
Na służbie
Archiwista wrócił do Fortu Tarsis, a Tassyn podziękowała za sprawnie zrealizowane zlecenie. Tego rodzaju misja, przecierająca szlaki zaufania u wyżej postawionej osobistości, była bardzo potrzebna Freelancerowi i jego cyfrantowi. Odpłacił w ten sposób za przekazany w ramach zaliczki nowy javelin. Teraz musiał zadbać o to, by jego reputacja nadal rosła, a wraz z nią pojawiały się kolejne zlecenia. Tylko tak mógł uniknąć powrotu do punktu wyjścia, w którym niemal błaga o jakąkolwiek pracę, a bezpieczne mury fortu opuszcza w sfatygowanym kombinezonie.
Nim więc podjął się kolejnego ważnego zadania, nawiązał cenną relację z właścicielem kuźni, u którego mógł lepiej zatroszczyć się o javelina. Oddał mu trochę zebranego podczas patroli żaru, by lokal mógł normalnie funkcjonować. To był najlepszy symbol tych nowych czasów. Nawet biznesy skupione wokół freelancerów i obsługi javelinów cierpiały gorsze czasy.
Kolejne dwa dni poświęcił na patrole. Chciał dać się poznać też z tej strony. Jako strażnik, który odpowiada na wezwania pomocy i rzeczywiście tę pomoc potrafi nieść. To też mogło przysłużyć się jemu, bo zyskiwał okazję na zdobycie trochę potrzebnych surowców i przedmiotów. Dzięki nim był w stanie rozszerzyć możliwości swojego javelina.
—
Anthem to trzecioosobowa gra akcji i jednocześnie gra-usługa, która powstawała w ogromnych bólach w studiu BioWare. Zapowiadane wyłączenie serwerów na początku 2026 roku zachęciło mnie, by rzucić okiem na projekt nazywany przez wielu „porażką”. Jak się prezentuje z perspektywy osoby, która głównie ogrywa tytuły dla pojedynczego gracza? Co ma do zaoferowania w warstwie gameplayowej i fabularnej? O tym wszystkim opowiem w swoich relacjach z Anthem. Tylko w Gralingradzie!





