Anthem #12-ost: Ostatni lot Freelancera

Anthem blog

Kiedy długo na coś czekamy, zaczynamy wyobrażać sobie niestworzone rzeczy. Fantazjujemy na temat miejsc, które zamierzamy odwiedzić i emocji, które będą nam wtedy towarzyszyć. Przyjmujemy za pewnik, że realizacja takiego celu przyniesie nam niemożliwe do opisania słowami wrażenia. Rzeczywistość rzadko kiedy jest w stanie później zbliżyć się do takich oczekiwań.

Różne motywacje

Haluk, Faye, ale też sam freelancer myśleli o powrocie do Serca Furii od dawna. Kiedy tylko otrząsnęli się po klęsce przed dwoma laty odkryli, że to miejsce związane z traumatycznymi przeżyciami ich przyzywa. Z różnych względów. Faye pragnęła ponownie usłyszeć Hymn. Haluk chciał pomścić poległych towarzyszy. Bohater myślał o zakończeniu misji, której znaczenie tylko urosło w czasie.

Kiedy oni próbowali aktywować Tarczę Świtu, Monitor nie próżnował. Zbliżył się do Cenotafu i znalazł się na wyciągnięcie ręki od pozyskania jego niewyobrażalnej mocy. Bastionowi i całej ludzkości groziło śmiertelne niebezpieczeństwo. Tassyn i cały Corvus zdawali sobie z tego sprawę. Dalsze czekanie na grono śmiałków nie wchodziło w grę. Kobieta była gotowa wysłać na miejsce wszystkich dostępnych Gwardzistów, choć szanse, że osiągną sukces były bliskie zero. Ich heroiczna śmierć na polu walki była lepszym wyborem niż bezczynne czekanie na wyrok śmierci z rąk Dominium.

Pożegnalny prezent od Owena sprawił, że trójka weteranów z Serca Furii wreszcie mogła przełamać impas. Udało się aktywować tarczę potrzebną, by wejść do środka nieprzyjaznego rejonu, gdzie niegdyś dumnie stało miasto Freemark. Faye i Haluk świętowali krótko. Nie było na to czasu. Pilot podjął rozsądną decyzję, by usunąć się w cień i w tej misji zostać na tyłach, za sterami tragarza. Freelancer w pojedynkę miał ruszyć przeciwko siłom Dominium i wytworom Cenotafu, by uprzedzić Monitora i uśpić wybudzony przed laty artefakt Twórców.

Wejście do Serca Furii

Wspomnienia pozostały żywe. Począwszy od silnych wiatrów smagających transportującą ich machinę, po wąwozy wypełnione lawą, nad którymi musiał szybko przelatywać, by nie przegrzać silnika. Dopiero co w tych nieprzyjaznych warunkach zaczynał swoją karierę za sterami javelina. Teraz szybował po niebie jako weteran i ostatnia nadzieja ludzkości. Dominium było przygotowane na wizytę nieproszonego gościa.

Rozstawione wieżyczki i oddziały strażników przywitały go salwami pocisków, na które musiał odpowiedzieć w jeden sposób. Kolos był przygotowany na walkę. Przez ostatnie tygodnie, w ramach różnych misji, wzmocnił swój pancerz i odpowiednio wyekwipował się na decydujące konfrontacje. Jednym z najnowszych elementów, na które postawił, był moździerz dywanowy, który posyłał cztery kolejne pociski spadające na spory obszar. Nie zawsze celny, ale doskonale sprawdzający się przy rozrywaniu umocnień wroga i wytrenowanych formacji obronnych.

Faye z trudem zachowywała przytomność, nękana mocą artefaktu i bliską obecnością Hymnu. Skorzystał z tego Monitor, który zdołał skomunikować się z Freelancerem, by w swoim stylu powitać go w ruinach Freemarku. Pewność siebie biła z jego głosu. Pomimo kolejnych niepowodzeń w próbach powstrzymania bohatera, wydawał się gotowy na ich spotkanie i pewny jego wyniku. A kiedy Faye zaczęła tracić nad sobą kontrolę, jeszcze umocnił się w myśleniu o swoim nieuniknionym triumfie.

Rozliczenie z tytanem

Tymczasem bohater dotarł do miejsca, gdzie zakończyła się ich pierwsza ekspedycja przed dwoma laty. To tutaj tytan pozbawił życia wiernych członków oddziału Haluka. To stąd wyciągnął swojego dowódcę, narażając się na jego gniew. Tytan wciąż tu był, choć wydawał się teraz mniejszy i nie tak groźny jak wcześniej. Poprzednie bitwy z jego pobratymcami zrobiły swoje i sprawiły, że Freelancer nie obawiał się już stanąć twarzą w twarz z jednym z najgorszych dzieł Twórców.

Uważał na fale uderzeniowe i trzymał się na odpowiednim dystansie. Regularnie bombardował pozycję Tytana moździerzem, a kiedy dostrzegał lśniące płomieniami części jego pancerza posyłał w nie pocisk kinetyczny o ogromnej sile. Działko automatyczne, które po nabraniu rozpędu, wypluwało ogromną liczbę pocisków w krótkim czasie, zadawało znaczące obrażenia, którym tytan nie mógł długo się opierać. Eksplodował w ryku agonii, przynosząc ulgę i satysfakcję zarówno bohaterowi, jak i śledzącemu jego progres Halukowi. Obaj potrzebowali tego zwycięstwa i czekali na nie od tak wielu miesięcy.

Cenotaf był o krok. Monitor, choć zdawał się być gotowym na bitwę, zablokował dostęp do siebie i do artefaktu. Spory oddział Dominium nie byłby aż takim wyzwaniem, gdyby nie przebudzony pomniejszy artefakt, który zaczął wypluwać z siebie szybkie i zwinne żywiołaki. Potyczka przerodziła się w chaos, a Freelancer utwierdził się w przekonaniu, że dzielnie przyjmujący kolejne postrzały i ataki kolos był właściwym wyborem. Nie przejmował się stanem swojego pancerza, który regularnie i automatycznie naprawiał się, wykorzystując fragmenty energii pozyskane z poległych wrogów.

Transcendentalny Monitor

Artefakt ucichł, po dostarczeniu mu kilku rozrzuconych elementów. Padli ostatni szeregowi poplecznicy Monitora i bohater był przekonany, że droga do Cenotafu stoi otworem. Szaleniec pragnący okiełznać moc artefaktu i wykorzystać Hymn do realizacji swoich chorych ambicji ustawił jednak jeszcze jedną przeszkodę. Zamknął przejście dalej na klucz, którego dwie części trzymały strzegące ich Furie. Istoty, z którymi niegdyś bałby się skonfrontować w pojedynkę. Teraz jednak, kiedy cel był tak blisko, a jego siła i doświadczenie o tyle większe niż przed laty, podjął je jak kolejną grupę banitów czy szram. Nie lekceważył ich mocy, ale wewnątrz kolosa czuł, że nie tylko dorównuje im siłą, co nawet je przewyższa.

Obie Furie wyzionęły ducha w niewielkim odstępie czasu. Były bezbronne wobec gradu pocisków i nawałnicy ataków, którymi obrzucił je masywny kolos. Pozyskał klucze i otworzył sobie przejście dalej. Jego oczom ukazał się niepokojący widok. Żyjący artefakt o przypominającym ołtarz kształcie, do którego podłączony był sprzęt Dominium. Przed Cenotafem stał nieruchomo Monitor.

Bohater podbiegł do mężczyzny i odepchnął go stanowczym ruchem. Postać upadła na posadzkę, nie stawiając najmniejszego oporu. Pusta zbroja.

– Zaraz, jego tu nie ma! Monitor nie żyje – przekazał kompanom.

– Hah, żyje, Freelancerze. Jest transcendentalny. Stał się jednością z Hymnem – odparł Monitor, mówiąc o sobie w trzeciej osobie i manifestując się przed bohaterem.

Nowa powłoka

Stał się kimś na wzór tytana. Istotną przewyższającą ludzi rozmiarami i bez wątpienia siłą. Demoniczny wygląd w połączeniu z dzierżoną w dłoniach glewią sprawiał, że wyglądał niczym demon przychodzący na świat, by przynieść ludzkości apokalipsę. Freelancer nie czuł strachu. Wiedział, że teraz zwątpienie może mu tylko zaszkodzić.

Miał powody, by wierzyć, że może wygrać. Plany Monitora nie spełniły się dokładnie tak jak oczekiwał. Nie stał się bóstwem. Wciąż miał swoje słabości. Wciąż był istotą, którą można było zranić i zabić. Pilot kolosa zamierzał dokładnie sprawdzić, jak wytrzymała jest nowa powłoka szalonego przywódcy Dominium.

Wróg poruszał się majestatycznie, ale kiedy tylko chciał przyspieszał. Potrafił w mgnieniu oka pojawić się za plecami, szykując bezlitosny atak. Freelancer znał jednak możliwości swojego pancerza. Ufał w wytrzymałość i siłę kolosa. Jaśniejące punkty na powłoce przemienionego Monitora błyskawicznie stały się celami, w które posyłał dziesiątki pocisków z działka automatycznego i RKM-u.

Otwarta arena nie dawała żadnych kryjówek. Potwierdzała, że kolos był właściwym wyborem na tę trudną misję. Monitor korzystał z nowopozyskanej mocy i bawił się nią. Rozrzucał po arenie, jakby były zabawkami, wygenerowane mocą kule energii. Wyglądały jak miniaturowe gwiazdy, hipnotyzujące blaskiem. Głos Faye w słuchawce ostrzegł, by bohater uważał i jak najszybciej niszczył je pociskami, nim osiągną masę krytyczną i uszkodzą pancerz potężną eksplozją.

Podpis Haluka

Po pewnym czasie zirytowany brakiem progresu Monitor uciekł. Postanowił spróbować innej taktyki. Liczył, że wciągnie freelancera w pułapkę. Rzeczywiście nowe warunki nie sprzyjały powolnemu kolosowi, na którego teraz nacierały dziesiątki żywiołaków raniących zbroję kwasem. Działko automatyczne z powiększonym magazynkiem było zbawieniem wobec tak wielu celów. Pilot mógł opędzać się od niebezpiecznych wytworów artefaktu i jednocześnie kąsać trzymającego się na dystans wroga.

Kiedy i ta taktyka nie przyniosła efektu, przywódca Dominium postanowił wykorzystać nadnaturalną siłę i większe rozmiary. Zamierzał zmiażdżyć freelancera potężnymi ciosami glewią, ale jego ciosy były zbyt przewidywalne. Zbyt wcześnie markowane i nawet powolny kolos dawał radę przed nimi umknąć. A każdy taki nietrafiony atak oznaczał przyjęcie kolejnej salwy pocisków z moździerza i karabinu.

Wreszcie Monitor zachwiał się na nogach. Wściekły, a zarazem rozczarowany słabością, którą sam odkrył w pozyskanej mocy. Próbował zapanować nad Hymnem. Wyciągnąć z niego więcej. Zaczął zmierzać do maszyny, którą podłączył do Cenotafu, jakby zamierzał nanieść jakieś poprawki w ustawieniach. I wtedy z impetem wpadł w niego uszkodzony tragarz Haluka. Doświadczony freelancer dołożył w ten sposób swoją cegiełkę w tej kluczowej bitwie.

Koniec pewnego rozdziału

Z wraku wysiedli pilot i Faye. Mężczyzna trzymał się za brzuch. Oczy cyfrantki lśniły blaskiem, którego nie sposób pomylić z czymkolwiek innym. Usłyszała Hymn. Pozostało im uciszyć artefakt. Dostępu blokowała jednak osłona, która nie przepuszczała nikogo w okolice przedmiotu. Faye wiedziała, co musi zrobić. Była w umyśle Monitora i potrafi odtworzyć jego ruchy, by na moment wyłączyć machinę opracowaną przez Dominium. Freelancer tyle potrzebował, by odłączyć urządzenie.

Niestabilny relikt zaczął pochłaniać coraz więcej energii. Otoczyła ich moc Twórców. Potężny pancerz kolosa stał się skromną osłoną, która musiała wystarczyć. Pilot zasłonił kompanów własnym ciałem, wierząc, że podoła wyzwaniu. Artefakt implodował tuż za jego plecami. Zaraz potem wyzwolił falę energii, która rozeszła się wokół. Zaraz po tym cenotaf zamilknął na dobre.

Przestrzeń wypełnił śmiech trojga śmiałków, którzy wrócili tu po swoje przeznaczenie.

– Co dalej? – zapytał Haluk, starając się utrzymać na nogach.

– Nic, mówiłeś, że to tylko jedna robota – odpowiedział z przekąsem Freelancer.

– Nie mówiłem.

– Mówiłeś. Byłam tam i słyszałam to wyraźnie – dopowiedziała Faye.

– Może jednak będę chciał renegocjować. Ale najpierw rzecz ważniejsza, kto naprawi mojego tragarza?

– Naszego tragarza. Myślę, że to chciał powiedzieć – wtrącił rozbawiony pilot.

– Wątpię – zaśmiała się Faye.

– Powiem wam tak. Pomożecie mi go naprawić, to pogadamy – odparł uradowany zwycięstwem Haluk.

Urgoth

Po powrocie do Fortu Tarsis wydawało się, jakby niewiele się zmieniło. Sukcesu ekspedycji byli świadomi nieliczni, którzy nie kryli radości. Freelancerzy ostatecznie zrealizowali obietnicę daną społeczności Bastionu przed laty. Zmazali plamę na honorze, którą przyniosła klęska we Freemarku. Yarrow i inni ruszyli do baru, by celebrować.

Towarzyszącego im Freelancera zatrzymała w połowie drogi Tassyn, prosząc o krótką rozmowę na osobności. Udali się do niepozornego apartamentu gdzieś na uboczu, gdzie czekał na nich już Wielki Mistrz Adams, stojący na czele organizacji Corvus.

Po krótkiej wymianie uprzejmości, mężczyzna odwrócił się i odsłonił leżące za nim ciało. Istota o niebieskiej skórze. Przypominała w jakimś stopniu człowieka, podobna kształtem, ubrana w specyficzny strój. Z pewnością była przedstawicielem jakiejś nieznanej freelancerowi rasy.

– Znaleźliśmy to blisko wschodniej granicy. Zabił dwóch naszych ludzi, nim zginął. Miał przy sobie mapę regionu.

– To Urgoth. Z pewnością o nich słyszałeś – dodała ze spokojem Tassyn.

– Znam historie, legendy, obrazy. Ale oni zniknęli z Bastionu już dawno temu – odparł zaskoczony freelancer.

– To może być zwiadowca lub symbol rozpoczynanej właśnie większej operacji – kontynuował Adams, a z jego głosu dało się wyczuć niepokój.

Początek i koniec

– Corvus podejrzewa, że śmierć Monitora może zapoczątkować coś niemniej groźnego dla nas – słowa Tassyn z impetem uderzyły w rozmówcę, wyrywając go z poczucia spokoju i ulgi.

– Mówimy ci o tym nie bez powodu. Udowodniłeś, że jesteś kimś niezwykłym. Ale będziesz potrafił to na razie zachować w tajemnicy, prawda? Nie chcemy wywoływać paniki.

– Oczywiście.

– Będziemy więc kontakcie – zadeklarowała Tassyn, sugerując, że przed freelancerem kolejne ważne zadania.

Jak długo będzie trwać jego legenda? Dokąd przeznaczenie zaprowadzi jego i tak bliskich mu przyjaciół? Jaka przyszłość czeka Fort Tarsis i jego mieszkańców? Wiele pytań, na które prawdopodobnie już nigdy nie uzyskamy odpowiedzi.

KONIEC

Tak kończy się moja przygoda z Anthem, a więc trzecioosobową grą akcji i jednocześnie grą-usługą, która powstawała w ogromnych bólach w studiu BioWare. Zapowiadane wyłączenie serwerów zachęciło mnie, by rzucić okiem na projekt nazywany przez wielu „porażką”, co okazało się znakomitą decyzją. Odkryłem produkcję mającą swoje wady, ale potrafiącą – ku mojemu zdziwieniu – wiele zaoferować samotnikowi tak w kwestii mechaniki zabawy, jak również opowiadanej historii. Co przeżyłem jako pilot javelina i jak się bawiłem – o tym wszystkim opowiedziałem Wam w relacji spisywanej przez dwanaście odcinków na blogu. Dzięki za towarzyszenie mi w tych materiałach i poświęcony czas. Zajrzyjcie też do innych opowieści z Gralingradu!

Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli mi odkrywać coraz to nowsze ciekawe tytuły z różnych gatunków i platform! Dziękuję z góry!  

<— Poprzedni odcinek historii freelancera z gry Anthem

<—- Pierwszy wpis z gry Anthem

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.