Moje Najki 2020

Moje Najki 2020

Aż trudno w to uwierzyć, ale w tym roku już po raz dziesiąty wybieram Moje Najki minionych dwunastu miesięcy. Znów wracam wspomnieniami do ukończonych gier, obejrzanych filmów, anime i seriali oraz przeczytanych książek, by wybrać te wyróżniające się i przyznać im nagrody w różnych kategoriach. To nie będzie typowe podsumowanie roku, a subiektywny spis wrażeń. Gorąco zachęcam do dzielenia się własnymi przemyśleniami, a teraz już zapraszam do lektury. Zaczynajmy!

Midgar blog

Moja gra roku: Final Fantasy 7 Remake

Dawno już nie miałem takiego roku, w którym nadrobiłem i ograłem aż tyle pozycji uznawanych za kultowe, najlepsze w swoich gatunkach, wybitne. Soul Reaver 2, Suikoden 2, Metal Gear Solid 4, Company of Heroes, Thomas Was Alone. Decyzja o wyborze tej najlepszej była więc wyjątkowo trudna. Ostatecznie laur wędruje do remake’u Final Fantasy 7, który zabrał mnie w niezwykle nostalgiczną podróż i zapewnił kilka tygodni fenomenalnej zabawy. To był też najdłużej ogrywany przeze mnie tytuł – niemal sześćdziesiąt godzin rozłożyło się na dobre trzy miesiące.

Nie byłem i nie jestem obiektywny, bo z oryginalnym FF7 wiąże się wiele ciepłych wspomnień. Przywitałem więc z otwartymi ramionami szanse ponownego spotkania z lubianymi postaciami, a przede wszystkim ponownego zwiedzenia Midgaru, ale już w dużo nowocześniejszej oprawie. Pierwsze takty znajomych melodii, pierwsze spojrzenie w górę, z poziomu peronu sektora 7 – to wszystko zostanie ze mną na długo. Remake spełnił oczekiwania, bo delektowałem się tym znanym uniwersum, zasłuchiwałem w muzyce i odnajdywałem w nowym systemie walki. Nie wszystko było idealne, zmiany w zakończeniu tej części mnie nie zachwyciły, ale w ogólnym rozrachunku jestem wdzięczny za ten tytuł i z optymizmem zapatruje się na kontynuację losów Clouda i spółki.

Shadow Moses MGS4

Najlepszy moment: Shadow Moses w Metal Gear Solid 4

Zaczynając ten akapit, czuję się trochę staro, bo zauważam, jak podatny jestem na nostalgię. Wystarczy nawiązanie do momentów czy tytułów ogranych za dzieciaka na PSX-ie i od razu wskaźnik euforii szybuje w górę skali. Nie zdziwi więc Was pewnie fakt, że najlepszym momentem mojego gamingowego roku był powrót z Solid Snake’iem na Shadow Moses w Metal Gear Solid 4. Nostalgiczny, pełen smaczków i nawiązań, a pod koniec spełniający jedno z marzeń z dzieciństwa. Takie momenty zostają z Tobą na lata i definiują później, jak wspominasz daną produkcję.

Najefektowniejsza: Motorstorm

Motorstorm był jednym z pokazów mocy PlayStation 3 na premierę konsoli. Po czternastu latach, które w świecie gier są przepaścią, nie ma prawa już robić takiego wrażenia, jak w 2006 roku. Mimo to, to właśnie na piaszczysto-błotnistych bezdrożach wyżyny Kolorado zachwyciłem się pędem i efektownością. Wciśnięte turbo na prostej i szalony rajd po wąskim przesmyku, gdy parę metrów niżej suną walczące bok w bok ciężarówki, nadal pompuje adrenalinę do krwi i sprawia, że chce się jeszcze więcej. Przez ułamek sekundy poczułem się, jak lata wcześniej w Burnoucie 3, a to najlepsza rekomendacja.

Najlepiej zagrana: Soul Reaver 2

Po ograniu Soul Reavera 2 z całą mocą mogę stwierdzić, że brakuje nam więcej produkcji, które cechowałyby się podobną teatralnością. Sposób opowiadania historii i przedstawiania wydarzeń w Nosgoth jest ujmujący i fascynujący. Scenariusz to jedno, ale aktorska praca wykonana przez Michaela Bella, Simona Templemana czy Tony’ego Jaya sprawia, że wręcz wyczekuje się na każdą nową scenkę przerywnikową, by znów posłuchać monologów i dialogów bohaterów. To kopalnia cytatów, która uświadamia graczowi, jak gigantyczny potencjał drzemie w baśniach. SR2 wskakuje u mnie na miejsce pierwszego tytułu podawanego przy rozmowach o sztuce opowiadania historii w grach. I tylko człowiek marzy, by Nosgoth nie zostało zapomniane.

Najgorzej wydana: Switch Galaxy Ultra

Potrafię wiele wybaczyć grom, ale nie toleruję sytuacji, w których twórcy wyraźnie i dobitnie sygnalizują mi, że mieli gdzieś, jak działa wydany przez nich produkt. Switch Galaxy Ultra, zręcznościową grę w stylistyce kosmicznej, sprawdzałem na PS Vicie. Od pierwszych chwil coś nie grało – a to font w polskim tłumaczeniu nie wyświetlał znaków, a to zaczynała głupieć muzyka. Dość powiedziałem jednak dopiero, kiedy gra usunęła mi zapis stanu gry. Postanowiłem zweryfikować jeszcze sytuację i szybko dotarłem ponownie do tego samego etapu, gdzie sytuacja się… powtórzyła. Twórcy z Atomicom, wstyd!

Najprostsza i najgłębsza: Thomas Was Alone

Thomas Was Alone nie ma na pierwszy rzut oka nic, co mogłoby przyciągać wzrok. Prosta oprawa graficzna, figury geometryczne w głównych rolach, dobrze znana mechanika platformówki 2D z elementami logicznymi. Nie bez przyczyny jednak tak wielu graczy mówi o niej tak ciepło. Przekonałem się o tym na własnej skórze, dołączając do grona fanów. To tajemniczy, nieco mroczny klimat, atmosfera domysłów i pozostawiających pole dla wyobraźni niedopowiedzeń sprawia, że człowiek zatraca się przy konsoli. Wsłuchując się w głos Danny’ego Wallace’a, siedząc na balkonie z handheldem w rękach, w ciepły letni wieczór, zatopiłem się w tym świecie. Dla takich chwil i wspomnień warto grać.

Blog Suikoden 2

Najtrudniejsze wybory: Suikoden 2

Suikoden II nazywany jest jednym z najlepszych jRPG-ów nie tylko epoki PSX-a, ale wręcz wszech czasów. Zabierając się za poznanie historii Riou i Jowy’ego, miałem wiele ciepłych wspomnień z ogranej przed laty jedynki. Wiedziałem, że czeka mnie też nie lada ból głowy związany z wyborem sześciu postaci do drużyny spośród 108 dostępnych Gwiazd Przeznaczenia. I nie pomyliłem się, co kolejny zwerbowany heros lub heroina, to mocny kandydat do ekipy. Brać pod uwagę trzeba nie tylko statystyki, ale również zdolności czy możliwe do wykonywania ataki zespołowe, jeśli zestawi się odpowiedni duet lub trio. W chwili, gdy piszę te słowa zbliżam się do wielkiego finału, a mój skład to Shiro, Oulan, Humphrey, Kinnison, Riou i Eilie.

Najlepsza w multi: For Honor

2020 rok ograniczył możliwości spotkań. Nie było szans na żadne turnieje w staroszkolnym stylu. Na szczęście od czego jest sieć. Na początku roku wskoczyłem w świat For Honor. Spędziłem tam wiele godzin, rywalizując w efektownych pojedynkach bronią białą. Pomysłowe tryby, z obroną lub atakowaniem twierdzy na czele, duża liczba dostępnych postaci oraz mechanika walki wynagradzająca zaangażowanie i szlifowanie umiejętności, wystarczyły, żebym zatopił się w średniowiecznych bataliach na długie godziny. Sentyment do czasów Soul Calibura i masterowanego Kilika sprawił, że szybko wybrałem jako swoją postać Shaolina, by okładać wrogów kombinacjami ataków kijem. Było to tak angażujące i zwyczajnie miodne, że do końca roku nic już nie odebrało zwycięstwa w tej kategorii produkcji Ubisoftu. Ani zbyt prosty Overcooked 2, z którym gładko rozprawiliśmy się z żoną, ani bardzo zabawna Fall Guys, w której nadal czekam na pierwsze zwycięstwo w show.

Największa zmyłka: Jak & Daxter: Zaginiona Granica

Przed pierwszym uruchomieniem Zaginionej Granicy słyszałem, że nie jest do końca typowa kontynuacja przygód lubianego duetu z PS2. Mimo to dałem się zaskoczyć, bo gra tak mocno stawiała na zręcznościowe potyczki powietrzne, że to głównie je zapamiętałem z kilkugodzinnej wyprawy. Owszem, platformówka z elementami strzelanki nadal występuje, ale jest jakby tylko łącznikiem dla tych wszystkich misji spędzanych za sterami różnych myśliwców i bombowców. Dawno już nie miałem okazji polatać, więc przyjąłem tę szansę z otwartymi ramionami.

Blog Company of Heroes

Najtrudniejsza: Company of Heroes

Może to tylko brak większego obycia z RTS-ami lub zdecydowanie zbyt długa przerwa (to kiedy wyszło Dune 2000 na PSX-a?), ale Company of Heroes solidnie przetestowało moje zdolności strategiczne. I nie wybaczało przy tym błędów. Przy CoH nabiłem najwięcej godzin, które trafiły „do kosza”, bo zakończyły się ekranem informującym o porażce. A to wojska III Rzeszy błyskawicznie odbiły zajęty przeze mnie plac, a przy okazji przeprowadziły skuteczny kontratak na bazę wypadową. A to nie utrzymałem wzgórza do wyznaczonej godziny, choć biłem się zażarcie przez 40 rzeczywistych minut. Za każdym razem porażce towarzyszyło jednak to przyjemne uczucie żądzy natychmiastowego rewanżu, połączone z analizą błędów i nowymi planami taktycznymi. Świetnie poznawało się historię batalii w Normandii, wcielając w alianckiego dowódcę, który często ma pod górkę.

Najwygodniejsze retro: Duke Nukem 3D

Lubię wracać do klasyków sprzed lat i nadrabiać gigantyczne zaległości. Ucieszyłem się więc na myśl, że w końcu przysiądę i od a do z ogram też kultowego Duke Nukema 3D. Do tej pory znałem ledwie mały wycinek jego walk z kosmitami. Wybór padł na Megaton Edition na PS Vita i okazał się bardzo trafny, bo to retrodanie zostało przygotowane i podane w naprawdę dobrym stylu. Ani przez moment nie czułem frustracji, bo mogłem swobodnie zapisywać grę w dowolnym momencie. Sterowanie było idealnie dopasowane do potrzeb, a sama przygoda księcia, cóż, bawiła tak samo, jak przed laty.

Filmy roku: Proces siódemki z Chicago/Senna/Berek/Ballada o Busterze Scruggsie

Wiele w tym roku obejrzałem i nadrobiłem dobrych filmów. Żaden nie był tak genialny, bym opowiadał o nim później tygodniami, ale z pewnością dorobiłem się paru kandydatów do polecania innym. Poczynając od zachęcającego do poznawania historii Procesu Siódemki z Chicago, przez pozytywnego i relaksującego Berka, po bardzo dobrze zrealizowany dokument Senna czy Balladę o Busterze Scruggsie. Ileż bym dał, żeby tytułowy rewolwerowiec doczekał się własnego pełnometrażowego dzieła. A najmocniejsza scena, która zapadła w pamięć? Ta z brodzącymi w wodzie po pas powstańcami w Miasto 44. Zaskakująca, przychodzą znikąd, pozytywnie szokująca. Po prostu genialna.

Po drugiej stronie barykady tymczasem ustawiam Marsjanie Atakują, który postanowiłem po latach zweryfikować. Mnóstwo pytań pozostało mi po seansie pełnym poczucia zażenowania z humoru niskich lotów i bzdurnej fabuły. Podstawowe brzmi – jak ci wszyscy aktorzy o wyrobionych nazwiskach zgodzili się w takiej szmirze zagrać?

Walter White Breaking Bad najlepszy serial

Najlepszy serial: Breaking Bad

W roku, w którym człowiek siada do obejrzenia Breaking Bad, nie ma szans, by jakikolwiek inny serial zdobył wyróżnienie. Historia Waltera White’a porwała mnie i zabrała w emocjonującą podróż trwającą pięć sezonów, podczas której świetne dialogi, znakomite sceny i niesamowite zwroty akcji mnożyły się co odcinek i sezon. Twórcy wciąż i wciąż podnosili poprzeczkę, nie dając powodów, by się nudzić. Umiejętnie wykreowane postacie wywoływały mieszane emocje, a kolejne cliffhangery sprawiały, że napisy końcowe oglądało się w ciszy i z szeroko otwartymi oczami. Po każdym sezonie zastanawiałem się, czy twórcy będą jeszcze jakoś w stanie przebić to, co właśnie zrobili. Kilkanaście odcinków później dostawałem odpowiedź twierdzącą, zbierając się po kolejnym nokaucie. Te momenty to tylko ułamek wartości, która definiuje geniusz BB. Dla mnie osobiście największą siłą były dialogi, zwyczajne rozmowy, które były tak przekonująco odgrywane, że zasłuchiwało się w nich, tracąc kontakt z rzeczywistością. Nie dziwią mnie zachwyty, nie zastanawiają wysokie oceny. Każdy serialomaniak musi, po prostu musi, znać Breaking Bad.

Najlepszy moment w anime: Dragon Ball Super

Nostalgia wygrała, ale o włos. Finał Dragon Ball Super pozamiatał efektownością, wynagradzając całą hordę głupot i przedziwnych pomysłów twórców z wcześniejszych odcinków. Więcej mam zastrzeżeń niż pochwał za Turniej Wszechświatów, ale przynajmniej na koniec dostałem trochę klasycznego Dragon Balla. Idealne połączenie fajerwerków wizualnych z pompującą adrenalinę muzyką i motywem przypominającym najlepsze sceny z DB i DBZ, które tak rajcowały za dzieciaka. Gdybym jednak miał wskazać najlepsze anime tego roku, najnowsza przygoda Goku i spółki przegrałaby gładko z klimatycznym Black Lagoon oraz mistycznym Neon Genesis Evangelion. To inna półka opowieści, a i w tych nie brakowało scen, które zrzucały szczękę na podłogę lub wywoływały konsternację.

Najlepsza książka: Ganbare! Warsztaty Umierania

To był całkiem dobry książkowy rok, który wykorzystałem aktywnie na lekturę kilku zalegających od dłuższego czasu pozycji z domowej biblioteki. Na wiele dni pochłonęła mnie Sześć Cztery Hideo Yokoyamy, która jednak trochę rozczarowała finałem, tracąc szansę na zwycięstwo w tej kategorii. Mnóstwo ciekawostek, które uwielbiałem, dostałem od Marcina Kosmana w Nie tylko Wiedźmin. Historia gier komputerowych w Polsce. Podobnie było z Bramkarz czyli outsider Jonathana Wilsona, który przybliżył wiele postaci, ale też opowiedział o historii futbolu z różnych rejonów świata. I to byłby mój zwycięzca, który podbił serce kibica, gdyby nie Ganbare! Warsztaty umierania Katarzyny Boni. Pierwsza książka od lat, przy której w pewnym momencie zaszkliły się oczy, a gardło zacisnęło. Dająca do myślenia, trudna opowieść, po której trochę inaczej spogląda się na własne życie i zaczyna uczciwiej oceniać „trudność” różnych życiowych sytuacji. Polecam.

Gra dekady: Red Dead Redemption 2

Ponieważ to dziesiąte Moje Najki, co oznacza, że wybieram swoich faworytów od dekady. Wypadałoby więc nagrodzić też najlepszy tytuł, który miałem okazję poznać w latach 2011-2020. Wybór nie był prosty, bo choć grywam tylko w kilkanaście pozycji rocznie i mam gigantyczne zaległości, to nadal sprawdziłem parę hitów okupujących czołowe miejsca w rozmaitych rankingach. Metal Gear Solid: Peace Walker, Final Fantasy Tactics: War of the Lions, Super Mario Galaxy, Max Payne. Wielkie, piękne, przemiodne i zajmujące przygody. Były też nieoczekiwane perełki, które skradły serce, jak Renegade Ops czy Killer7.

Zwycięzca mógł być jednak tylko jeden. Red Dead Redemption 2 sprawił, że wyczekiwałem na kolejne wieczory, w których osiodłam konia i wyjadę choćby pojeździć po Dzikim Zachodzie. Opowiedział historię, którą zapamiętam na całe dziesięciolecia. Zachwycał, relaksował, emocjonował, wzruszał i zaciekawiał. Oprowadzał po niesamowicie wykreowanym świecie. Pozwalał wsłuchiwać się w fenomenalne utwory muzyczne i perfekcyjnie zagrane dialogi. Arthurze, grupo Dutcha van der Linde’ego, Panie i Panowie z Rockstar, chylę kapelusza i dziękuję!

I to by było na tyle w Moich Najkach 2020. Oto moi faworyci i wspomnienia z tych dwunastu miesięcy. Czasu dziwnego, momentami trudnego, ale też mającego swoje pozytywne momenty. Czuję, że nie wykorzystałem tego okresu na sto procent. Mam jeszcze spore pole do poprawy w kwestii zarządzania swoim czasem, ale cieszę się, że w tym wszystkim zdrowie i okoliczności pozwoliły znaleźć chwile na dobrą książkę, interesujący film czy miodną grę. Mam nadzieję, że u Was było pod tym względem podobnie. Życzę, żeby tego czasu i możliwości na pasje nie zabrakło Wam w 2021 roku, Towarzyszki i Towarzysze. Dziękuję za lekturę tego materiału, za wszystkie przeczytane opowiadania i dyskusje w mediach społecznościowych. Wszystkiego dobrego i do przeczytania lub usłyszenia przy kolejnych okazjach!

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.